Karczma na Woli

Wolę kompromis, ale nie zawsze

Zauważam, że bieżące życie przynosi nam na co dzień coraz więcej dwuznaczności, a także wiele nieporozumień i niezadowolenia, np. z naszych pseudokibiców, dla których nie powinno być żadnego kompromisu i zero tolerancji, czyli zero odchyłek od normy. Również przybywa sporów, np. wokół reorganizacji szkolnictwa. Tu też strona rządząca wyeliminowała kompromis i chce być nieugięta, co z kolei napotyka opór środowiska nauczycielskiego. Społeczność ma coraz częściej dylemat, po której stronie się wypowiedzieć, kogo i co akceptować, a z czym i z kim się nie zgadzać. To rodzi pytanie, jaką przyjąć postawę wobec dylematów? Twardą i twardo i stanowczo stać przy swoim, by stanowczo się nie zgadzać, czy podążać ku porozumieniu i iść na ustępstwa, na kompromis? 

Mnie matka zawsze przypominała, że w życiu należy iść na ustępstwa i zgodę, a wtedy słowo kompromis mało kto znał. Matka wymawiała więc ludową maksymę: pokorne ciele dwie krowy ssie. To miało oznaczać, że ludziom powinno się opłacać dążyć do zgody i być pokornymi. To również miało dla mnie oznaczać, żeby nie być zarozumiałym i nieustępliwym. Teraz wspomniane powiedzonko też powinno mieć swój pozytywny wydźwięk, gdyż często w sporach unika się pokory, jakby człowiek pokorny był niżej notowany i słabszy oraz miał mniejsze szanse, a niektórym może nawet kojarzyć się z kimś gorszym. Teraz pokorność jakby nie popłacała, mimo że używa się często zbliżonego terminu – miłosierny, już  o wybitnie pozytywnej konotacji. W tym roku mamy nawet rok miłosierdzia w Kościele. I co z tego?

  Zamiast miłosierdzia i pokory mamy w życiu, zwłaszcza politycznym, bezkompromisową i oszczerczą walkę za wszelką cenę, bez refleksji o przyszłość, byle dzisiaj było po mojemu, mimo że to nie ma uzasadnienia w faktach, a szczególnie w etyce i moralności, o której tak często przypominał nasz Papież Jan Paweł II. Czy rzeczywiście nasza rzeczywistość tak biegunowo różnie może być oceniana? A może trzeba szukać tego, co nas łączy i tego, co jest oczywiste. Dla mnie takim  łącznikiem jest Bóg jako stwórca wszystkiego i Jego przy tym mądrość. To dla człowieka powinno być najwyższym odniesieniem. Niech tu Biblia będzie przykładem, na którą nowo wybrani prezydenci USA składają przysięgę na wierność konstytucji, bez względu na odmienności wyznaniowe. Z Biblią nie powinno się dyskutować i szukać kompromisu, Biblię trzeba „uszanować” taką, jaka jest i docenić jej mądrość a priori, mimo że mogą pojawić się jeszcze inne filozofie i recepty na prawdę absolutną i życie w zgodzie z przyrodą i zachwalaną  demokracją. Podobnie jest, moim zdaniem, z oklepaną już do granic wytrzymałości katastrofą smoleńską. Tu również nie ma miejsca na szukanie kompromisu, ani na consensus. Tu nie powinno być przyzwolenia, bo tu jest jedna prawda i tylko jedna, i ta prawda została już w kategoriach naukowych i racjonalnych wyjaśniona w sposób jednoznaczny, choć mogą  pojawić się jeszcze nieznane szczegóły. W tych dniach będzie już nowy prezydent USA, wybrany po bezkompromisowej kampanii. A przecież pretendenci mogli szukać wspólnych wartości, na których mogli się opierać i rywalizować w tzw. białych rękawiczkach, bez brudów, epitetów i obelg. Tak się jednak nie stało. Tam nie było miejsca na kompromis. Wręcz odwrotnie, była walka na zniszczenie przeciwnika. A jak walczono o fotel burmistrza w Biłgoraju? Moim zdaniem, podobnie, ale z większym szacunkiem i na wyższym poziomie etycznym. To, według mnie, zaszczyt dla nas. Wyjątkiem są koalicje wyborcze, kiedy koalicjanci dochodzą do kompromisów, kupcząc stanowiskami i przywilejami, naginając przy tym swoje założenia programowe. To już przypomina tzw. zgniły kompromis pod naciskiem i w imię doraźnych korzyści. A jak będzie przy rozpoczętej rewitalizacji Biłgoraja? Przypuszczam, że pojawią się różne koncepcje, z których trzeba wybrać najodpowiedniejszą i to w drodze rozumnych kompromisów. Tu końcowa wersja materiałów programowych powinna być odpowiednio wyważona, by z jednej strony była ambitna, a z drugiej strony była zachowana zgodność z przepisami, zapewniająca wysokie szanse na kontynuację. Do tego jest potrzebny kompromis i przyzwolenie społeczne. Podobnie może zdarzyć się u polityków, którzy podejmują cichą umowę, by sobie nie szkodzić. Ale wtedy czy to jest fair? Moim zdaniem, ważniejsza jest tu kultura osobista i moralność. Człowiek moralny nie ulega naciskowi, bo nie ma nic do ukrycia. Może być za to przekonany. A jeśli już ma coś na sumieniu, to wcześniej przyznaje się do tego. To zwyczajne przyzwolenie sumienia, z którym każdy powinien być w zgodzie.

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.