- Reklama -

Wojska rumuńskie w… Biłgoraju?

Wydaje się to niemożliwe. A jednak tak było, aczkolwiek miało to miejsce bardzo dawno temu, bo aż 364 lata wstecz. Przybyły one do nas wtedy na przełomie lutego albo marca 1657 roku. Oczywiście nie w celach turystycznych, tylko militarnych, dokładnie zaś podczas zdradzieckiej napaści na Rzeczypospolitą, (podobnie jak Rosjanie w 1939 r.). Różnica polegała jedynie na tym, że tym razem odbyło się to pod komendą protestanckiego księcia Siedmiogrodu, tj. Transylwanii.

Żołnierze ci złupili wówczas nie tylko nasze młode, dopiero prawie osiemdziesiątletnie miasto, mimo korzeni innowierczych, lecz także wiele innych ośrodków miejskich w Polsce. Lecz co gorsze, dokonali tego razem z czyhającymi zawsze na taką okazję Kozakami, w myśl tajnego traktatu księcia Jerzego II Rakoczego i pułkownika kozackiego Antona Żdanowicza, zawartego na krótko wcześniej ze Szwedami, rzecz jasna przeciw osłabionej wojną z carem rosyjskim ojczyźnie.

Pewnie nigdy nie dowiedzielibyśmy się o tym wydarzeniu na ziemi biłgorajskiej, gdyby nie lakoniczna notatka zamieszczona w księgach klasztornych miejscowych franciszkanów. W zasadzie została ona sporządzona przez nich w Metrykach (tj. Księdze) Ochrzczonych po pożarze kościoła i klasztoru Świętej Marii Magdaleny Zakonu [Braci] Mniejszych Konwentualnych Świętego Ojca Franciszka w Roku Pańskim 1653, którą założyli właśnie w styczniu wspomnianego roku.

Obrona Przemyśla przed wojskami Rakoczego w 1657. Na pierwszym planie zespoł kościelno-klasztorny Ojców Franciszkanów

Ponieważ nie posiadali w tym czasie jeszcze swojej parafii zakonnej, byłoby może lepiej napisać, iż odnotowali tę informację w swych księgach kościelnych a nie konwenckich, w każdym razie możemy ją dzisiaj odnaleźć w dokumentach kancelaryjnych obecnej wspólnoty przy sanktuarium pw. św. Marii Magdaleny.

Ale należy się tu od razu pewne wyjaśnienie. Otóż Księstwo Rumuni powstało dopiero 5 lutego 1862 roku, pierwotnie z dwóch hospodarstw – Mołdawii i Wołoszczyzny. Wówczas to ludność rumuńska została połączona w jeden naród, ze stolicą swego quasi państwa w Bukareszcie.

Niepodległym królestwem stała się jednak dopiero w 1881 roku, mimo tego iż koronacja przyszłego króla rumuńskiego Karola Hohenzollerna odbyła się znacznie wcześniej, bo jeszcze pod koniec 1861 roku. To właśnie jego następcy rządzili potem tym krajem aż do 1947, kiedy to wprowadzono w nim reżim komunistyczny.

W międzyczasie dołączono do niego Siedmiogród, większość Banatu, Besarabię i Bukowinę, które w 1940 roku zmieniły częściowo swą przynależność terytorialną na rzecz Węgier, ZSRR albo Bułgarii. Ale nie powinno to nikogo dziwić, bo akurat Siedmiogród wraz z owym Banatem stanowił do 1918 część Królestwa Węgier, a reszta sporne terytoria powyższych państw.

Stąd też do dzisiaj jest on siedliskiem wielu narodowości, wyznań oraz kultur i domaga się swej autonomii. Ale przewagę liczebną mają w Transylwanii zdecydowanie Rumuni, obok których żyją tam jeszcze do dzisiaj Węgrzy, potomkowie Sasów, czy też Romowie. Dlatego to tych pierwszych należy uznać nie tylko obecnie za nację przewodnią, tak samo jak na kresach dawnej Rzeczypospolitej Rusinów, którzy od powstania niepodległego państwa Ukrainy są słusznie nazywani Ukraińcami.

Portret Władysława Reya

Właśnie ową krainę siedmiogrodzką objął w 1648 roku Jerzy II Rakoczy, lennik Turcji. Mimo sojuszu zawartego przez niego z Rzecząpospolitą (już w 1653 r.) nie przyszedł jej z pomocą podczas potopu szwedzkiego. Co więcej, podobny układ zaproponowali mu wtedy potajemnie Szwedzi (dokładnie w 1656 r.), w zamian za nadanie całej Rusi Czerwonej oraz tytułu księcia halickiego.

W międzyczasie nawiązał on jeszcze wieczystą przyjaźń z powstańcami Bohdana Chmielnickiego (7 września tegoż roku), prowadząc dalej tajne rokowania z królem szwedzkim. Nic więc dziwnego, że jego pozycja wzrosła aż do tego stopnia, że mógł 6 grudnia 1656 podpisać z nim osobiście traktat w Radnot na Węgrzech (obecnie terytorium Rumunii), na mocy którego przystąpili razem do pierwszego rozbioru Polski.

W nagrodę za to przyrzeczono mu dodatkowo Mazowsze i Małopolskę wraz z dochodowymi złożami soli. Dlatego już z końcem stycznia 1657 r. ruszyła przez Karpaty armia siedmiogrodzka w kierunku Podkarpacia a także Lubelszczyzny.

Liczyła ok. 25 tysięcy żołnierzy. Dołączyli do nich w Medyce niedaleko Przemyśla Kozacy Antona Żdanowicza w liczbie 8-10 tysięcy. Po drodze próbowali zdobyć Lwów, ale po oporze obrońców i starciu się z wojskami hetmana koronnego Stanisława Rewery Potockiego odeszli w kierunku Przemyśla, niszcząc lub rabując wspólnie po drodze m.in. Duklę, Lesko, Sanok a nawet Łańcut. (Krosna i Przemyśla wówczas nie zdobyli).

Część wojsk Rakoczego udała się potem do Krakowa, by wesprzeć tam garnizon szwedzki, a on sam połączył się z resztą własnej armii ze Szwedami Karola X Gustawa 11 kwietnia 1657 r. pod Modliborzycami i Ćmilowem. 19 kwietnia zajęli Lublin, zaś 30 tego miesiąca dotarli nawet do Mińska Mazowieckiego, a potem jeszcze do Brześcia.

Jan II Kazimierz Waza król polski 1648-1668

To wspólne rabowanie i plądrowanie Rzeczypospolitej trwało na szczęście tylko do 20 maja 1657 r., ponieważ król szwedzki na wieść o przystąpieniu Danii do wojny z nim nagle wycofał się z tej kampanii, zostawiając Rakoczego na pastwę losu. Ten zrozumiawszy swą beznadziejną sytuację zaczął się wycofywać ku granicy, zwłaszcza że Kozacy również go zdradzili po drodze.

Warto dodać w tym miejscu, iż już 26 września 1655 r. stanął Karol Gustaw (wraz ze swoim wojskiem) po raz pierwszy pod Krakowem, z którego nasz władca Jan II Kazimierz Waza ledwo zdążył mu uciec. Dlatego z częścią wojsk udał się w pogoń za nim. Wkrótce jednak zaniechał tego planu, wróciwszy do wymienionego miasta (29 września) z żądaniem poddania i uznania go za swego panującego.

Dążył on bowiem do zdobycia na Polsce Prus i Pomorza w celu stworzenia własnego wielkiego państwa bałtyckiego, wykorzystując w tym celu pretensje Wazów do korony szwedzkiej oraz rzekomy ucisk innowierców przez polskiego króla.

- Reklama -

Po pierwszym oblężeniu Krakowa zakończonym poddaniem miasta przez Stefana Czarnieckiego 17 października wspomnianego roku, przebywała w nim odtąd na stałe załoga szwedzka, dowodzona przez generała Paula (Pawła) Würtza, broniąca go aż do przybycia pomocy Siedmiogrodzian, czyli Węgrów i Rumunów, którzy pod wodzą Jana Bethlena dotarli tu dokładnie 28 marca 1657 roku. (Szwedów było ok. 2500 i tyle samo żołnierzy Rakoczego).

Wracając do Biłgoraja, skromna notatka zostawiona dla przyszłych pokoleń przez tutejszych zakonników zawiera dla nas niezwykle cenną informację, potwierdzającą ów pochód pierwszych rozbiorców Polski, w którym chcąc nie chcąc miasto to wzięło swój bolesny udział w XVII wieku. Termin “lakoniczny” tłumaczy się bowiem na “coś co jest wyrażone w niewielu słowach i bez emocji, co normalnie byłoby przekazywane w znacznie dłuższym tekście”.

A oto on: 31 Januarius 1657 […] Hic devastatio Regni ab Ungaris, Suecis et Cosacis et propter hoc turbatum tempus vacabat Metrica usque ad mensum Julium, co oznacza w języku polskim: 31 stycznia 1657 […] Tu [nastąpiło] zniszczenie Królestwa (tj. Korony Polskiej) przez Węgrów (Siedmiogrodzian), Szwedów i Kozaków. I z powodu czasu tego zamętu (ew. niepokoju, trwogi lub nawet – tych perturbacji) nie prowadzono metryk aż do miesiąca lipca. (Ów tekst odnalazł i przetłumaczył z łaciny w 2005 roku Piotr Flor).

Obóz szwedzki pod Modliborzycami na obrazie Erika Dahlbergha 1657

Zgodnie z cytowanymi wcześniej Metrykami Ochrzczonych po pożarze kościoła i klasztoru Świętej Marii Magdaleny Zakonu [Braci] Mniejszych Konwentualnych Świętego Ojca Franciszka w Roku Pańskim 1653 Kozacy byli tu już chyba po raz drugi, bo to oni zapewne spalili świeżo wzniesiony klasztor franciszkański w 1648 r. (Został wybudowany dla podbiłgorajskich minorytów przez III ordynata zamojskiego zaledwie cztery lata wcześniej).

Albowiem wtedy plądrowali również całą okolicę, m.in. Biłgoraj, Goraj, Szczebrzeszyn, Tarnogród, Tomaszów (Lubelski), Turobin, Zamość, Zwierzyniec oraz Górecko Kościelne, które zgodnie z legendą i tradycją ustną zostało ocalone przez cudowną interwencję św. Stanisława biskupa, przekazywaną aż do dnia dzisiejszego.

Dotarli oni wówczas także aż do Wisły, opanowując wcześniej nieco oddalony stąd Kraśnik, zanim ich najazd na Rzeczypospolitą skończył się po raz pierwszy. (Ostatecznie stało się to dopiero w 1654 r.) Ocalał przed nimi jedynie Krzeszów nad Sanem. Wszędzie przy tej okazji zamordowali z zimną krwią wielu mieszkańców, ponadto pohańbili kobiety a wśród nich wiele ortodoksyjnych Żydówek wołających o pomoc, której nie mogły znikąd otrzymać, dokonując przy tym podpaleń licznych domostw.

Stąd na wieść o ich kolejnym pochodzie na Polskę ludność uciekała zrozumiale, gdzie tylko mogła, często już nie wracając do swoich dawnych osad. Biłgorajanie podobnie. W 1665 r. nowy właściciel miasta Władysław Rey herbu Oksza, prawnuk słynnego Mikołaja z Nagłowic, wojewoda lubelski i kanclerz królowej Ludwiki Marii Gonzagi (do 1662 r.), żony Jana Kazimierza, ponadto przedstawiciel dyplomatyczny Rzeczypospolitej w Królestwie Szwecji w 1660 r., narzekał, że jest tu pełno pustych placów, bo nikt z mieszczan nie chce odbudowywać swych spalonych domów.

Najazd Siedmiogrodzian 1657

Zarówno Anton Żdanowicz, jak i Jerzy II Rakoczy nie zaznali jednak długo szczęścia po napadzie na Polskę. Pierwszy z nich dostał się do niewoli już w 1660 r. podczas wojny polsko-rosyjskiej i ślad po nim zaginął. Drugi natomiast zmarł z ran odniesionych w walce o tron podczas bitwy koło głównego miasta Siedmiogrodu – Kluż-Napoka (węg. Kolozsvár), także w tym samym roku.

Na koniec zacytuję tylko fraszkę dla współczesnych biłgorajan autorstwa mistrza Jana Kochanowskiego pt. “Na słownik Miączyńskiego”, tj. słownik łacińsko-polski arianina Jana Miączyńskiego, wydany w 1564 roku w Królewcu, bo tak jak w poprzednich artykułach i tu znajomość tego nie bardzo popularnego języka bardzo się znowu przydała.

Żebyś do szkoły nie po wszytko chodził,

Ale sam czasem drugiemu dogodził,

Wielką mieć pomoc z tych ksiąg, gościu, będziesz,

Gdy nad łacińskim językiem usiędziesz.

Nie bądźcie hardzi swym żakom, mistrzowie,

Wszystko tu najdzie, co wy macie w głowie.

Piotr Flor, Prezes BTR

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszego artykułu w jakiejkolwiek postaci, w tym również poprzez modyfikowanie jego treści, jest bez wiedzy i zgody autora zabronione.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.