praca NOWa

Wizyta hrabiny

W początkach lat 70. zachód Europy jawił się jako kraina "mlekiem i miodem płynąca". Biłgorajszczyzna widziana oczyma "kapitalistów" z zachodu to przepiękna, czysta i zielona kraina, istny raj.

Z mojej młodości pamiętam, że był rozdział państw na „nasze” – „miłujące pokój” i te za „żelazną kurtyną”. Dopiero w latach 70. za Gierka „powiało” swobodą i jako 33-letni obywatel PRL po raz pierwszy zobaczyłem z bliska „zgniły zachód”. W 1973 r. dostaliśmy promesę dewizową 130 dolarów i wraz z żoną wyjechaliśmy do Wiednia. Towarzyszyli nam zaprzyjaźnieni Hania i Marek Graszowie. Obecnie, od kilkudziesięciu lat, żyją w Kanadzie. Mieli duże, wygodne auto fiat 125. Przy naszym maluchu to były znamiona luksusu. Odwiedziliśmy w Wiedniu i zabawiliśmy w czwórkę ponad tydzień w dobrej znajomej hrabiny Heleny Czedekowskiej (1914 r.) i jej męża Gunara Westerlunda, szwedzkiego biznesmena. Byliśmy niezależni. Cały bagażnik był zapchany jadłem. Gospodarze dziwili się, że tak dobrze jemy, choć miejscowe media (wiadomo „zachodnie szczekaczki”) mówiły i pisały o naszej socjalistycznej biedzie.

Helena była przed kilkoma laty w Biłgoraju wraz z ojcem i jego żoną Hertą. Wówczas widzieli nasze życie, nazwijmy skromne, gdyż takie były warunki życia lat 60. Ojciec Heleny Jan Bolesław Czedekowski, światowej sławy malarz portrecista, objechał (z rodziną) cały świat, malując na zamówienie portrety arystokratów, mężów stanu, dyplomatów i członków elit. Krytycy i miłośnicy, delektując się twórczością Czedekowskiego, odnosili ją do renesansowych wzorów – XVIII-wiecznych angielskich mistrzów sztuki portretowej. Otwierając w Krakowie (1965 r.) wystawę prac artysty, prof. Karol Estreicher nobilitując dzieła mistrza porównał je z wizerunkami dzieł Van Dycka! Bolesława Czedekowskiego zachwyciły biłgorajskie pejzaże, zwłaszcza polskie krajobrazy pod Biłgorajem; Wola Duża, Kusze i Tanew koło Księżpola były tematem jego obrazów. Mistrz zauroczony był rakami, wyłowił (osobiście) koło mostku w Kuszach całe wiadro! Rarytas! W 1973 r. odwiedziliśmy (jak wspomniałem na początku) hrabinę Czedekowską-Westerlund. Miała wówczas 3 domy w Wiedniu i rozległą działkę z 3 domami pod Wiedniem. Tu hodowała swoje ulubione psy rasy Gordon Seter. W swojej posiadłości przebywała częściej niż w oddalonym o 25 km Wiedniu. Tu biegała i trenowała psy ogromnej wartości. Cena jednego psa równa była cenie samochodu marki Steyer Puch. Tutaj hrabina miała swoje atelier. Malowała jak jej ojciec portrety (na zamówienie), a jej technika malarska przypominała nam mistrza Wyspiańskiego. Było miło, ale nasze ambitne plany nie pozwalały być tu dłużej. Pojechaliśmy więc zwiedzać „prawdziwą” Europę: Włochy – tu oczywiście Wenecję! Potem przez 3 „stolice górskie”: Innsbruck, Cortina Dampezzo i Garmish Parten Kirchen dojechaliśmy szczęśliwie do Ulm. Odwiedziliśmy „starą” biłgorajankę, której przywieźliśmy prezent od mamy – miniaturkę warsztatu tkackiego do produkcji włosianki. Zwolnioną w aucie przestrzeń po tym „koromyśle” wypełniły prezenty m.in. puszki z piwem, które u nas były prawie nieznane, no chyba że w Peweksie.

Pożegnanie z Heleną i Gunarem. Z prawej Marek Grasza, z lewej Alina Szubiak

W 1979 r. Helena (po śmierci męża) odwiedziła nas w Biłgoraju – na naszych 40 m2 w bloku przy Placu Wolności. Z tego czas zapamiętałem dwie sytuacje anegdotyczne. Pierwsza to zachwyt zaopatrzeniem lodówki. Wiadomo, u Polaka „zastaw się, a postaw się” – jak zawsze przed świętami. Dziwiła się, dlaczego austriackie gazety piszą o polskiej biedzie. Ona, hrabina, przyjmowała gości tanim winem i krakersami. Druga sytuacja nastąpiła pierwszej nocy, gdy nasz wytworny gość przespał na fotelu w dużym pokoju. My w tym czasie ścisnęliśmy się w czwórkę (2 dzieci) w małym pokoiku. Okazało się, że nasz mały „Sasza” wskoczył na jej łoże i przysnął, a według niej ruszać psa jak śpi – to grzech!

Długo by wspominać, ale „to se newrati” jak mówią Czesi, a hrabiny już nie ma – zostały wspomnienia o niej i o dobrobycie.

 

Kazimierz Szubiak

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.