#NagłośnijTo
Droga gminna zmieniła się w rzekę
– Z obu stron drogi dojazdowej były nielegalnie wykopane rowy. Zgłosiłam ten fakt do odpowiednich organów, bo z drogi o szerokości dziesięciu metrów, po opadach robiło się tylko trzy, cztery metry. W momencie, kiedy chcieliśmy dojechać jakimkolwiek większym sprzętem nawet do koszenia łąk czy wywiezienia siana, to było to niemożliwe, ponieważ nikt nie chciał przyjechać, bo jednocześnie narażał się na zsunięcie maszyny do przydrożnego rowu, z którego byłby problem ją wyciągnąć –
Małgorzata Żak
– Wójt zasypał rowy bez mapki sytuacyjno-wysokościowej, pobierając ziemię do zasypania rowów z drogi. To sprawiło, że jej poziom obniżył się o około półtora metra. Powstała taka niecka, która w tej chwili gromadzi wodę opadową oraz wodę z rzeki Tanew i uniemożliwia nam dojazd do własnej posesji –
reklama
"Problem na własne życzenie"
– Ta sprawa ciągnie się już ponad 10 lat. Mój poprzednik zawarł porozumienie z byłym właścicielem plantacji nad Tanwią panem Januszem Żakiem, notabene bratem pani Małgorzaty Żak, o zawaleniu zastawy zwrotnej, która miała za zadanie blokować, żeby woda z Tanwi nie dostawała się na okoliczne grunty oraz wykopania rowów wzdłuż grobli rzeki Tanew, gdzie urobek z wykonania tego rowu był wyłożony na drogę, co spowodowało poniesienie się jej o jakieś 70, 80 centymetrów –
Andrzej Placek,
– W 2018 pani Żak zgłosiła do Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie w Stalowej Woli, że rów znajdujący się przy drodze gminnej, jednocześnie będącą drogą dojazdową do jej posesji, jest wykopany nielegalnie, oraz że zastawkę zwrotną znajdującą się na rzece trzeba wyremontować i udrożnić, a rowy zakopać. Kiedy formalnie dostałem decyzję o zawaleniu tego rowu i udrożnieniu zastawy zwrotnej wykonałem ją i od tego czasu zaczął się problem. Droga tak wygląda na własne życzenie Pani Małgorzaty Żak –
reklama
"Ewentualnie pożyczy mi z Biszczy ponton...''
– Wczoraj akurat utopiliśmy terenowy samochód, ponieważ dostała się do niego woda i nie dało się w ogóle wyjechać. Jeśli on sobie nie poradził, to fizycznie nie ma możliwości, żeby przyjechały tu jakieś służby. Ani straż, ani pogotowie. W sytuacji, kiedy potrzebujemy pomocy, zostajemy sami –
bolewa
mieszkanka Borowca. –
Jak się okazało, że jest 70 centymetrów wody, wczoraj został utopiony samochód, a dzisiaj nie wiadomo czy dojdziemy traktorem i nie mamy możliwości wywozu borówki, zadzwoniłam do straży pożarnej, gdzie skierowano mnie do pana wójta, jako osoby odpowiedzialnej za drogi gminne. Pan wójt stwierdził, że ewentualnie pożyczy mi z Biszczy ponton
reklama
– dodaje rozżalona kobieta.
~Kuliński Michał
#Nagłośnij To
Zadzwoń (84) 688 07 00


Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.