Sytuacja miała miejsce 22 czerwca. Nastoletnie dziecko kobiety przyszło ze szkoły z silnym bólem głowy, zawrotami oraz częściową utratą wzroku. Kilka dni wcześniej doznało urazu głowy będąc na kajakach. Kobieta nie tracąc chwili udała się do lekarza. Jak twierdzi została odprawiona z kwitkiem. - Do przychodni zdrowia zgłosiłam się o godz. 15.00. Mówiłam, że z córką jest źle, że traci wzrok. Usłyszałam, że nie ma numerów - mówi. Dodaje, że poczekała jeszcze chwilę licząc, że lekarz udzieli pomocy jej dziecku. Kobieta postanowiła działać. Wsiadła w samochód i przyjechała do Biłgoraja. - Na drodze Biłgoraj-Tarnogród są teraz spore utrudnienia. Była w takich emocjach, że nie patrzyłam na nie. Chciałam jej najszybciej dostać się do lekarza. Nie mogłam patrzeć jak moje 17-letnie dziecko skręca się z bólu - mówi. W Biłgoraju w jednej z przychodni dziecko natychmiast zostało obejrzane przez lekarza. - Nikt mnie nie pytał czy jestem zarejestrowana i czy należę do tej przychodni - mówi. Lekarz zlecił tomograf. Nastolatka została przetransportowana karetką do szpitala w Lublinie.
reklama
Kobieta uważa, że zachowanie personelu przychodni w Tarnogrodzie jest karygodne. - To nie jest pierwsza tego typu sytuacja. Wiele osób narzeka - dodaje.
O wyjaśnienia poprosiliśmy kierownika miejscowej przychodni. - Gdyby poczekała jeszcze chwilkę zostałaby zbadana. Prosiłem, żeby poczekała, ponieważ miałem w tym czasie innego pacjenta - mówi jednoznacznie Roman Cichocki. Dodaje, że nikt z przychodni bez pomocy lekarskiej nie odejdzie. Zaznacza, że nie może się wypowiadać na temat stanu zdrowia dziewczyny, ponieważ obowiązuje go tajemnica lekarska.

reklama

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.