Rosłan 1

Tym razem Łukasz potrzebuje naszej pomocy

Za pośrednictwem portalu siepomaga.pl Łukasza wsparło już 158 osób. Na jego leczenie uzbierano już 3566 zł. Brakuje jednak jeszcze bardzo dużo, bo aż 64 520 zł. Zbiórka trwa do końca listopada. 
Oto historia Łukasza:
"Nieznana choroba zabiera nam syna, choć robimy, co w naszej mocy, by ją powstrzymać. Jednak przegrywamy… Od osiemnastu lat bezradnie patrzymy, jak Łukasz znika. Ale widzimy też jego ogromną wolę walki i chęć do życia, dlatego nie możemy się poddać. Lekarze nie mają pomysłu, nie znają diagnozy. A jeśli wróg jest nieznany, nie wiadomo jak z nim walczyć… Od lat nic nie pomagało, ale w końcu po latach cierpienia i braku nadziei pojawiła się szansa! Przeszczep komórek macierzystych powstrzyma chorobę, która kradnie życie Łukasza. Niestety, nie stać nas na kolejne podania, a następny termin mamy już 30 listopada… Prosimy, pomóżcie nam zawalczyć o życie syna, póki mamy jeszcze czas…
Pierwsze dwa lata swojego życia Łukasz był zdrowy i szczęśliwy. Nic nie zapowiadało tragedii, która przyszła nie wiadomo skąd, wysysając całe szczęście w jednej sekundzie… Wieczorem zasypiał radosny, pełen energii chłopiec, a rano już go nie było. Obudził się z drżeniem nóżek, nie mógł nawet utrzymać głowy. Przelewał mi się przez ręce, a ja szalałam z rozpaczy. Diagnoza zapadła błyskawicznie – wirusowe zapalenie mózgu i móżdżku. To był wyrok, który na początku do nas nie docierał. Ale lekarz powiedział, że nasz ukochany synek, nawet jeśli przeżyje, stanie się "roślinką": nie będzie siedział, mówił, nie będzie z nim kontaktu. Byliśmy w szoku…
To był dopiero początek koszmaru i koniec szczęśliwego życia, jakie dotychczas znaliśmy. Ale chociaż rokowania były fatalne, niespodziewanie po 14 dniach stan synka zaczął się poprawiać. Chociaż go skreślili, Łukasz sam usiadł, zaczął wstawać… Wyrokowania lekarzy się nie potwierdziły, odzyskaliśmy utraconą już nadzieję, że jeszcze będzie jak dawniej. Ale szczęście nie trwało długo. Ta choroba, która zaatakowała naszego syna, zabierała mu wszystko  – rozwijał się o wiele wolniej od rówieśników, prawie nie mówił, nie umiał utrzymać równowagi. Pojawiły się też ataki padaczki.
Walczyliśmy z każdą przeciwnością losu – wizyty u specjalistów, rehabilitacja. To jednak niewiele pomagało. Rezonans mózgu wykazywał nieprawidłowości, Łukasz przeszedł szereg badań i… nic z tego nie wynikło. Lekarze nie mieli i nadal nie mają pojęcia, co za wróg niszczy życie naszego synka, krok po kroku odbierając mu wszystko. Byliśmy załamani, a tymczasem los postanowił znowu z nas zadrwić. Cztery lata temu syn złamał nogę, zaczęły się problemy z chodzeniem. Po pewnym czasie stan zdrowia zaczął się pogarszać, mimo intensywnej rehabilitacji. Podczas złamania okazało się, że Łukasz ma osteoporozę. Po roku złamanie się powtórzyło. Jedno z badań wykazało zanik mięśni. Choroba postępuje, nie daje za wygraną, kopie nawet wtedy, gdy już nie ma siły wstać. Ale wstajemy – będziemy walczyć o naszego synka do ostatniego oddechu!
Czasami ciężko powstrzymać łzy, a przetrwać pomaga nam jedynie nadzieja, że następny dzień będzie lepszy od poprzedniego. Obecnie Łukasz nie mówi i nie chodzi… Ponieważ jego mięśnie nie pracują prawidłowo, często dławi się jedzeniem, piciem, nawet własną śliną. Już tak wiele razy ratowaliśmy mu życie, gdy nagle zadławił się, zaczął sinieć, nie mógł złapać oddechu… Serce każdej matki pęka na miliony kawałków, gdy musi bezradnie patrzeć, jak z jej dziecka uciekają siły, jak choroba zabiera go po kawałku…
I właśnie wtedy, gdy nasza rozpacz zabrała niemal całą nadzieję, pojawiło się światełko – przeszczep komórek macierzystych. Udało nam się zebrać na pierwsze podanie i stał się cud! Poprawa zauważalna jest gołym okiem – Łukasz przestał się dławić, zniknęła obawa, że każdy posiłek może zakończyć się śmiercią! Nasz syn zakwalifikował się do pięciu podań, które mogą zahamować chorobę i odwrócić jej skutki! Ale nie stać nas na leczenie… Następne podanie już 30 listopada i tak bardzo boimy się, że nie zdążymy i przepadnie szansa na wygranie bitwy z wrogiem. Dlatego bardzo prosimy – pomóżcie.
Nadal nie znamy diagnozy, wiemy jedynie, że jeśli nie zatrzymamy choroby, ona zabije Łukasza. Dzisiaj jedynym ratunkiem jest przeszczep komórek. Modlimy się z mężem o cud, o to, by zdążyć i wykorzystać szansę na ratowanie syna. Nie mamy innej możliwości leczenia, jest to jedyna szansa. Coraz częściej brakuje nam sił, ale gdy patrzymy na niego, na to, jak dzielnie znosi to cierpienie i jak bardzo chce żyć, to wiemy, że zrobimy wszystko, by wyzdrowiał. Wierzymy, że z Waszą pomocą to się uda!"

Link do zbiórki na portalu: https://www.siepomaga.pl/lukasz-ksiadz

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.