- Reklama -

Tylko solidarność pokona wirus

Jestem optymistą, prawie pewien, że pokonamy tego złośliwego wirusa, bo liczę na solidarność, ale pisaną nie przez duże „S” i z górującą flagą biało-czerwoną pośrodku, lecz na pospolitą, taką ludzką, opartą na wspólnej więzi i wspólnej trosce. Myślę tu o bezpiecznym życiu doczesnym, tak potężnie zagrożonym obecnie przez tego drania – koronawirusa, ponoć chińskiego pochodzenia, co podważają niektórzy. Taka solidarność nie wymaga nakazów ani poleceń, wystarczy nadzwyczajna sytuacja, a taka istnieje już od kilku tygodni. Ta solidarność jest samoistna i spontaniczna, przez nikogo nie organizowana. Taką postawę dyktuje ludziom świadomość, a także serce i sumienie, by w ten sposób podjąć wspólną walką z powstałym zagrożeniem w myśl porzekadła: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. To oznacza mobilizację wszystkich i wszystkiego, co mamy do wojny obronnej, jakby na śmierć i życie, jak to kiedyś mówiono rycerzom wywołanym do walki na miecze.

A co pozostaje nam, zwykłym czytelnikom tej gazety? Przede wszystkim słuchać się własnego, zdrowego rozumu i mobilizować się do obrony, postępując zgodnie z zarządzeniami władz sanitarnych, tj. z konieczną rozwagą i ostrożnością, a przede wszystkim wspólnie dzielić los i troskę o nasze najwyższe dobro, tj. życie. Tak powinna też robić ta druga „Solidarność” – związkowa. Niestety, według mnie, ta „Solidarność” ze sztandarem w logo jakby straciła instynkt obronny przed obecnym wirusem, nawet nie zauważyłem z jej strony żadnej odezwy, a tym bardziej czynu w obronie zagrożonego życia ludzi pracy – Polaków. Ona stała się, niestety, w dużym stopniu polityczną siłą na usługach rządu. Dlatego nie wychyla się tam, gdzie może być niechciana przez władzę, nawet w obliczu światowego zagrożenia ludzkości. Ona przestała walczyć w interesie ludzi najsłabszych, a to przecież było kiedyś jej celem i zaszczytnym hasłem, jak również jej magnesem i programem.

Cofnijmy się 40 lat i przypomnijmy sobie przełom lat 80. i 90. Wtedy dzięki solidarności ludzkiej pokonany został nie pojedynczy wróg, lecz cały system władzy, na którego doraźnie nie było skutecznego sposobu, żeby go pokonać, i to mimo uporczywych zmagań i ponoszonych ofiar. Dopiero spontaniczna, ludzka solidarność stworzyła zwycięską siłę – „Solidarność”, jako Związek Zawodowy, przed którym wreszcie musiała się ugiąć tamta machina władzy. I do takiej „Solidarności” zaangażowałem się w połowie 1980 r. i wspominam to z dumą i z podniesionym czołem. Lech Wałęsa podziękował mi za to na modnej w tamtym czasie kartce pocztowej, którą przechowuję jako pamiątkę do dnia dzisiejszego.

- Reklama -

Tak, tak było wtedy, a dzisiaj konieczne jest również takie wyzwanie dla wszystkich rodaków, by zjednoczyć się i wytrzymać powstały stres i utrudnienia. Wierzmy w sukces tej walki z tym zezłośliwionym wirusem. Oczywiście, wspólnie z całym światem, w parze, czyli solidarnie.

W Biłgoraju też można zauważyć taką ludzką solidarność i o niej chciałbym się nad wyraz życzliwie wypowiedzieć. Życzliwie, czyli jak? Przede wszystkim z uznaniem, bo nasi mieszkańcy generalnie podporządkowali się komunikatom władz, zwolnili tempo życia, robią tylko to, co konieczne, czyli unikają zgromadzeń i jeśli tylko nie muszą wychodzić na zewnątrz, to siedzą w domu, a zakupy traktują tylko jako coś konieczne, bez paniki i bez wykupywania towarów na zapas. Można powiedzieć, że żyjemy prawie normalnie, choć z obawą o jutro i dalszą przyszłość. Musimy tylko respektować odgórne nakazy i zakazy, czyli nauczyć się żyć tak, jak nam nakazują. A podstawowe potrzeby są zabezpieczone; jest żywność, są leki, jest łączność, prąd, gaz, woda, odpływ ścieków, czynne bankomaty i banki. Ale wiedzmy, że nad tym wszystkim musi czuwać zdrowy człowiek, którego może zabraknąć, gdyby ten złośliwy wirus go dopadł. Oby nie… A do dnia pisania tego felietonu (2 kwietnia) z tym na szczęście w Biłgoraju i powiecie nie ma widocznych problemów. Ludzie zdrowi pracują, życie toczy się jakby bez naszego udziału, choć dla oka jest tylko śladowe, jak gdyby reszta była gdzieś schowana za firankami. To potwierdza malutki i jeszcze spowolniony ruch samochodów, rzadko spotykany człowiek na ulicy, sklepy prawie bez klientów, opustoszałe parkingi, kościoły. Zniknęły też nowe plakaty i ogłoszenia na słupach ogłoszeniowych, jakby nagle tego ktoś zabronił, jest ciszej, z wyjątkiem momentów przemykania od czasu do czasu jadących na sygnale karetek pogotowia ratunkowego. Również zniknęły „ściganty” za przyciemnionymi szybami czarnych limuzyn, a także grzmiący warkot motocykli jadących jakby na pokaz. Kiedyś mówiono, że jak trwoga, to do Boga. Dzisiaj Bóg to, według mnie, rozum człowieka dany przez Boga i w nim pokładajmy nadzieję, i róbmy to solidarnie z całym światem. Łączmy się przy tym, nie dzielmy.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

biłgorajczyk

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.