- Reklama -

- Reklama -

- Reklama -

To ciężka i wymagająca praca (rozmowa)

O pracy w Straży Miejskiej w Biłgoraju rozmawiamy z jej komendantem Bogdanem Zwolińskim.

NGB: – Jaka jest historia straży miejskiej? W Jakich strukturach funkcjonuje?

Bogdan Zwoliński: – Straże miejskie i gminne w Polsce zaczęły powstawać na mocy ustawy o policji 30 lat temu, czyli w 1991 roku. Wówczas w ustawie o policji znalazł się słynny „artykuł a4”, który umożliwił samorządom miejskim i gminnym powoływanie formacji zwanych strażami miejskimi lub gminnymi. Na samym początku to był taki suchy przepis, z którego praktycznie nic nie wynikało oprócz tego, że ta formacja ma być umundurowana, ma być opłacana przez samorządy, czyli miasta lub gminy, na terenie których będzie funkcjonować. Jej zadaniem było wspomaganie policji, ma ona służyć do wykonywania zadań administracyjno-porządkowych. W ustawie zapisano jednak, że nie będzie ona posiadała wszelkiego rodzaju przywilejów, takich jak mają inne służby mundurowe. Chodzi m.in. o możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę. Strażnik miejski jest pracownikiem samorządowym, dokładnie takim samym jak każdy inny pracownik samorządowy pracujący np. w wydziale budownictwa, gospodarki komunalnej, księgowości czy innym wydziale Urzędu Miasta. Jest jednak umundurowany, ma uprawnienia, które pozwalają mu, na przykład na nakładanie grzywny w postaci mandatu karnego osobom, które nie stosują się do pewnych przepisów prawnych.

NGB: – Jak wygląda praca strażnika miejskiego w Biłgoraju?

Bogdan Zwoliński: – W Biłgoraju straż miejska powstała w lipcu 1993 r. Początkowo zatrudnionych zostało pięć  osób – komendant i czterech strażników. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez około 6-7 lat. Później był okres, kiedy było nas 6-7 osób. W ciągu kilku lat niektórzy koledzy odeszli na emeryturę, jeden przedwcześnie zmarł, dwóch znalazło sobie inne zajęcie. Obecnie zatrudniony jest komendant oraz dwóch strażników z takim wieloletnim stażem pracy oraz jeden strażnik pracujący około roku. Ma on uprawnienia, jednak cały czas się uczy. Jest to zawód, w którym trzeba przepracować kilka lat zanim człowiek stanie się pełnoprawnym strażnikiem z odpowiednią wiedzą. Oprócz tego pracuje u nas jeszcze osoba zatrudniona jako pomoc administracyjna. Zajmuje się monitoringiem.

NGB: – Warto dodać, że Biłgoraj w części posiada system monitoringu. 

Bogdan Zwoliński: – Od czasu, gdy dokonała się rewitalizacja Placu Wolności w listopadzie 2019 roku, Biłgoraj jest w części objęty systemem monitoringu. Jest tam 20 kamer, które przekazują obraz z tego, co się dzieje na Placu Wolności. Jeżeli zdarza się, że ktoś zachowuje się niezgodnie z prawem, wówczas strażnicy przechodzą do działania. Posiadając takie nagranie, możemy ukarać osoby, które spożywają tam alkohol, czy niszczą mienie. Często policjanci zwracają się do nas z prośbą o to, żeby przekazać im nagrania powiązane z jakimiś wykroczeniami lub przestępstwami. Jest to rzecz potrzebna i przydatna. Są zamiary, aby monitoring rozbudować, umieścić kilka kamer na najważniejszych rondach w Biłgoraju. Są plany, aby umieścić kamery w innych miejscach, gdzie jest duże nasilenie ruchu, gdzie często przebywa młodzież. Myślę, że ten proces będzie postępował i ilość kamer w miejskim monitoringu zwiększy się. To oczywiście wiąże się z finansami.

NGB: – Jak w skali kraju wygląda funkcjonowanie straży miejskich i gminnych?

Bogdan Zwoliński: – Od 1997 roku funkcjonuje ustawa o strażach gminnych. To jest nasza „konstytucja”. Jest tam określone wszystko to, co jest związane z funkcjonowaniem straży miejskich. Obecnie w Polsce funkcjonuje około 480 straży miejskich i gminnych. Liczba tych straży czasem rośnie, czasem maleje. Około 8-10 lat temu straży miejskich w Polsce było ponad 600. Nawet gminy wiejskie, zlokalizowane w taki sposób, że przez nie przebiegały drogi krajowe, formowały takie straże gminne po to, żeby móc ustawić fotoradar drogach. Dzięki temu samorząd czerpał korzyści z mandatów, które strażnicy wypisywali kierowcom. Później nastąpił taki okres odwrotu. Kilkadziesiąt straży zostało zlikwidowanych. Staże miejskie i gminne są bardzo zróżnicowane, jeśli chodzi o liczebność. Straż miejska miasta stołecznego Warszawy liczy około 1500 osób. W dużych miastach takich jak Wrocław, Gdańsk, Poznań funkcjonują straże kilkusetosobowe. W nieco mniejszych miastach po 100, po 200. W małych miasteczkach zwykle jest to kilka, kilkanaście osób, ale są i takie gminy, w których np. tylko dwie osoby pracują w straży, choćby np. straż gminy miejskiej w Biłgoraju. Zawsze terenem działania takiej straży jest teren administracyjny danego miasta, danej gminy. Niekiedy są to bardzo rozległe tereny. Dla przykładu teren administracyjny gminy wiejskiej Biłgoraj jest bardzo duży. Gmina liczy ponad 40 miejscowości, które obsługuje tylko dwóch strażników.

NGB: – Jaka jest specyfika pracy strażnika miejskiego?

Bogdan Zwoliński: – W zależności od tego ile osób liczy straż, takie są możliwości pracy. Najczęściej się odbywa tak, że strażnicy pracują w godzinach pracy Urzędu Miasta, czyli w przypadku Biłgoraja to jest od 7.30 do 15.30. Zazwyczaj staramy się tak układać ten grafik, żeby również była „druga zmiana” chociaż kilka dni w tygodniu. Ja to nazywam drugą zmianą, a jest to praca od godz. 12 do 20. Często w godzinach wieczornych są organizowane różne wydarzenia. Wówczas pomagamy w zabezpieczeniu wydarzenia. Często otrzymuję pisma od różnych instytucji z prośbą o pomoc w zachowaniu ładu i porządku. Często pracujemy również w soboty. Zdarza się, że również w niedziele, jednak to raczej rzadkość, ponieważ podlegamy temu samemu prawu jak każdy pracownik samorządowy. A pracownicy samorządowi, Urząd Miasta pracuje przecież tylko 5 dni w tygodniu od poniedziałku do piątku. Ustawa o strażach miejskich i gminnych, i rozporządzenia regulują, za jakie typy wykroczeń strażnicy mogą karać osoby, które popełniają wykroczenia.

NGB: – Pojawiają się głosy, że strażnik miejski powinien pełnić dyżur również w nocy. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Bogdan Zwoliński: – Czas pracy strażników określają stosowne przepisy. Tygodniowy czas pracy strażnika czy pracownika samorządowego wynosi 40 godzin, czyli 5 dni po 8 godzin tygodniowo. Jeśli strażnik pracuje w sobotę czy w niedzielę, odbiera sobie za to dzień wolny. Mieszkańcy chcieliby, aby strażników było więcej i aby pracowali w godzinach popołudniowych czy nocnych. Nikt jednak nie pomyśli, ile osób musiałoby być zatrudnionych, aby takie wymagania spełnić.

NGB: – Z czego wynika obecna ilość strażników miejskich? Brak chętnych, a może Urząd Miasta zmniejsza ich ilość? 

Bogdan Zwoliński: – To, ile ludzi pracuje w Straży Miejskiej, zależy przede wszystkim od burmistrza, prezydenta lub wójta danej gminy oraz rady, ponieważ to ona ustala budżet. Od kilku lat obserwuję tendencję, że coraz mniej chętnych jest również do policji, pomimo tego że są oni lepiej wynagradzani, mają więcej przywilejów. Obecnie policjant po przepracowaniu 25 lat bez względu na wiek może przejść na emeryturę. Do 2012 roku policjant po przepracowaniu 15 lat mógł przejść na emeryturę. My nie mamy takich uprawnień. Straż miejska decyzją danego włodarza i rady może być zlikwidowana i pracownicy z dnia na dzień tracą miejsce zatrudnienia. My jesteśmy poszkodowani pod tym względem, bo jednak jesteśmy formacją umundurowaną. Mamy do czynienia z różnymi ludźmi, czasami narażamy sami siebie, podejmując interwencję w stosunku do ludzi będących pod wpływem alkoholu lub agresywnych. Zdarza się, że dwóch strażników jedzie do grupki nietrzeźwych agresywnych osób. Ludzie wiedzą o tym i dlatego nie ma chętnych do pracy w Straży Miejskiej.

- Reklama -

NGB: – Ludzie nie garną się do służby?

Bogdan Zwoliński: – Oczywiście. Ludzie nie garną się do tego typu pracy. Do pracy w Urzędzie Miasta jest znacznie więcej chętnych niż do nas do pracy. Na początku, w latach 90., gdy jeszcze społeczeństwo nie bardzo wiedziało, z czym ta praca się wiąże, ludzie przychodzili, pytali się. Często byli to młodzi ludzie. Obecnie widzę brak zainteresowania. Jest to nieprzyjemna praca. Przeciętnemu Kowalskiemu wydaje się, że strażnik tylko chodzi i „czepia się”. To jest tylko mały wycinek tej pracy. Społeczeństwo jest coraz bardziej roszczeniowe. Każdy chciałby mieć wszystko, najlepiej już albo nawet na wczoraj i uważa, że wszystko mu się należy i wszystko jest za darmo. Jak sięgnę wstecz pamięcią, kilkadziesiąt lat temu nie było tak. Ludzie nie podchodzili tak do życia. Teraz każdy ma o coś pretensje. Zwraca się kierowcy uwagę, że stoi na zakazie, a ten od razu ma pretensję. Czasem mi się wydaje, że jakby miał nóż w ręku, to by mnie tym nożem potraktował. Nieraz tak jest.

NGB: – Co z tych lat służby utkwiło Panu najbardziej w pamięci?

Bogdan Zwoliński: – Ostatnio koledzy zainterweniowali w stosunku do trzech młodych chłopaków w wieku około 18 lat, którzy na placu zabaw za budynkiem Urzędu Miasta huśtali się na huśtawce. Oni nie powinni korzystać z tego urządzenia. Jest to urządzenie przeznaczone dla dzieci w wieku do 13 lat. Po wylegitymowaniu tych chłopaków strażnicy już następnego dnia udali się do szkoły, do której oni uczęszczają. Przeprowadzili rozmowę z dyrektor szkoły. Chłopcy okazali skruchę. Gdyby to przeszło bez echa, to kto wie, czy następnego dnia ponownie by tu nie przyszli i byłoby to samo. Często bywają interwencje z udziałem osób nietrzeźwych np. osoby leżącej na ławce. Często są to osoby pobite, zakrwawione. Zawsze staramy się porozumieć z tymi ludźmi, czasami zawozimy do domów.

NGB: – Interweniujecie również w sprawie zwierząt. Często zdarzają się takie interwencje?

Bogdan Zwoliński: – Mamy dużo interwencji dotyczących zwierząt. Ludzie często nam zgłaszają, że widzą tam jakiegoś pieska. Nieraz to się odbywa tak, że ten pies wyskoczy z czyjejś posesji na chwilę, bo akurat uchylona ta furtka. Ktoś to zobaczy i już mamy telefon, że pies jest bezdomny.  Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, jeśli ktoś widzi bezdomnego psa, powinien to zgłosić policji albo straży miejskiej, ale wówczas gdy pies jest naprawdę bezdomny, gdy w danym miejscu przebywa od kilku dni. Zdarzały się również interwencje, gdy bocian miał połamane nogi. Wówczas zawoziliśmy go do azylu dla takich ptaków. Nie tak dawno na ul. Sitarskiej padła łania lub jeleń. Zwierzę leżało na łące dwa tygodnie. Jeden z mieszkańców tej ulicy zgłosił nam to i też zajęliśmy się tą sprawą. Jesteśmy proszeni o pomoc czy wręcz wymagana od nas jest jakaś interwencja w przeróżnych sprawach. To jest 1000 i 1 drobiazgów. To nie jest tylko parkowanie czy tylko ściganie osób, które piją alkohol w miejscach niedozwolonych. W każdej sytuacji trzeba wiedzieć, jak zareagować. Strażnicy czy policjanci pracują pod coraz większą presją. Często zdarza się, że podczas interwencji osoba stojąca obok utrudnia nam pracę. Często nagrywa nasza interwencję telefonem. Nasza służba jest coraz trudniejsza, a nie mamy żadnych przywilejów.  

NGB: – Czy Pana zdaniem piesze patrole policyjne powinny wrócić na ulice miasta Biłgoraja?

Bogdan Zwoliński: – Zdecydowanie tak. My strażnicy, w miarę możliwości, chodzimy piechotą lub jeździmy na rowerze. Niekiedy potrzebne jest również skorzystanie z samochodu. Policja zdecydowanie powinna przejść na taki system, żeby były patrole piesze. Są miasta w Polsce, w których szczególnie latem widywane były policyjne patrole rowerowe. U nas ja już dawno nie widziałem policjantów wykonujących patrol pieszy. Nie wiem, z czym jest to związane. Jadąc samochodem, wielu rzeczy nie widzi się.

NGB: – Straż Miejska współpracuje z policją?

Bogdan Zwoliński. – Nasza współpraca jest stała. Czasem mamy wspólne służby. Nie jest ich dużo, bo nasze możliwości nie są duże. Jestem zadowolony ze współpracy z policją.

NGB: – Dziękuję za rozmowę. 

Bogdan Zwoliński: – Również dziękuję.

- Reklama -

- Reklama -

1 komentarz
  1. Xxx mówi

    Widac że społeczeństwo coraz bardziej się brzydzi takich profesji. W 90 latach to może byli chętni spadochroniarze z ORMO. W Tarnowie zdarzyło mi się zaparkować dosłownie na 3 minuty pół auta na ulicy i pół na chodniku i pech chciał że nadjechala straz miejska. Od razu włączyli koguty i zablokowali pas ruchu. Traf chciał że nie miałem też przy sobie prawa jazdy więc musieli wezwać policję i czekaliśmy 50 minut. W końcu zobaczyliśmy że jedzie radiowóz A policjanci gdy nas zobaczyli to specjalnie skręcili w boczna drogę i czekaliśmy jeszcze z 20 minut i w końcu dali mi wezwanie na swoją komendę. Policja nawet nie chce z nimi współpracować. Skutkiem ich interwencji był zablokowany chodnik i jeden pas ruchu na ponad godzinę.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.