Masaże

„Ten pies był jak członek rodziny”

Pies wyszedł za ogrodzenie tylko na chwilę. To wystarczyło, aby zażył śmiertelną dawkę trucizny. Mimo szybkiej reakcji właścicieli nie udało się uratować zwierzęcia. Psa uśpiono.

To był przyjaciel rodziny. Był on dla nas bardzo ważny. Zżyliśmy się z nim – mówi mieszkaniec Rakówki (gm. Księżpol). Twierdzi, że zwierzę było członkiem rodziny. Niestety, psa trzeba było uśpić. Jak relacjonuje mężczyzna, pies wyszedł za ogrodzenie tylko na chwilę. Zjadł podrzuconą przez kogoś truciznę. Mężczyzna podkreśla, że mimo szybkiej reakcji, zawiezienia psa do weterynarza oraz podanie odtrutki nie udało się go uratować. Na początku minionego tygodnia został uśpiony. – To dla nas wielki cios. Ten pies był jak członek rodziny mówi. Wszyscy byliśmy z nim bardzo zżyci – twierdzi. Dodaje, że zwierzę było bardzo łagodne. – Faktem jest, że pies wyszedł na posesję, jednak to nie jest usprawiedliwieniem do tego, żeby zachowywać się w ten sposób – mówi.

Jak twierdzi mężczyzna, nie tylko jego pies padł ofiarą osoby podrzucającej truciznę. W tym samym czasie padły psy sąsiadów. Mężczyzna podkreśla, że tego typu sytuację należy nagłaśniać. Nie mogą one przejść bez echa.

Do Gabinetu Weterynaryjnego ” Cztery Łapy ” w Biłgoraju, właściciel przywiózł swojego psa. – Pacjent był w stanie bardzo ciężkim. Leżał na boku ciała, słabo reagował na bodźce zewnętrzne. Miał duszność oraz był odwodniony z powodu ostrych wymiotów i biegunki. Badania krwi ujawniły niewydolność nerek. Objawy kliniczne oraz badania krwi wskazywały na ciężkie zatrucie. Pomimo intensywnego leczenia trwającego 3 dni, pacjenta nie udało się uratować – mówi Kamil Rogala, lekarz weterynarii. Zaznacza, że przypadki zatruć zwierząt są powszechne. Do gabinetu trafiają zwierzęta niemal z całego powiatu. Trucizna wymieszana najprawdopodobniej z mięsem lub innym rodzajem pokarmu jest celowo rozrzucana przez ludzi na polach, a nawet czasem wrzucana na ogrodzone posesje. Zatruciu ulegają psy i koty oraz zwierzęta dziko żyjące jak. np. lisy i ptaki drapieżne. – Dzięki szybko rozpoczętemu leczeniu jesteśmy w stanie uratować około 80 % zatrutych zwierząt. Wiele zależy od czasu jaki upłynął od przyjęcia trucizny i od ilości trucizny przyjętej przez zwierzę. Zwierzęta nie leczone czeka śmierć – podkreśla.

 Kamil Rogala wyjaśnia, że tego typu przypadki należy każdorazowo zgłaszać policji. – Nie możemy być w tej sytuacji bierni. Zwierzę, które zjadło truciznę, kona w potwornych męczarniach. Niektóre trucizny wywołują wymioty i biegunkę. Inne trucizny oddziaływują na układ krążenia lub układ oddechowy powodując zatrzymanie akcji serca lub uduszenie – mówi. Niektóre trucizny wpływają na funkcjonowanie układu nerwowego, wywołując np. drgawki. Natomiast trucizny hamujące krzepliwość krwi prowadzą do śmierci z powodu wykrwawienia.

 Sprawa została zgłoszona na policję. Asp. Milena Wardach, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji potwierdza, że wpłynęło takie zawiadomienie. – Wynikało z niego, że pies należący do zawiadamiającego mógł zostać podtruty. Pies miał wydostać się z podwórza na noc, a kiedy następnego dnia wrócił, rozchorował się. Według właściciela był to pies rasy berneński pies pasterski, jednak nie posiadał jego rodowodu – mówi asp. Milena Wardach.  Dodaje, że właściciel zwrócił się do weterynarza w Biłgoraju, gdzie zwierzę przeszło badania, w wyniku których weterynarz stwierdził, że zostało zatrute. Następnie pies był leczony w jednej z klinik w Lublinie, gdzie został uśpiony. – W związku z faktem, że zgłaszający podejrzewał, iż jego pies został podtruty, a nie podejrzewał nikogo, kto mógłby to zrobić, złożył w czwartek (3 marca br.) zawiadomienie w tej sprawie na policji – wyjaśnia rzecznik.

W sprawie tej zostało wszczęte postępowanie przygotowawcze w kierunku art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt, które ma na celu wyjaśnienie wszystkich okoliczności tego zdarzenia. W myśl ustawy, kto zabija, uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Niestety, brutalnych zachowań wobec zwierząt nie brakuje. Pod koniec stycznia br. 64-letni mieszkaniec Tarnogrodu został zatrzymany przez policjantów krótko po tym, jak zastrzelił biegającego po polu psa rasy labrador. Zwierzę było na spacerze pod opieką właścicielki. Do zdarzenia doszło 26 stycznia br., na polach w Luchowie Górnym w gm. Tarnogród. Właścicielka psa zawiadomiła policję, że podczas spaceru z nim został on zastrzelony przez nieznanego jej mężczyznę, który strzelając z pojazdu odjechał z miejsca. Miejscowi funkcjonariusze szybko ustalili 64-latka z Tarnogrodu, który został zatrzymany. Był to myśliwy, który tłumaczył, że pomylił psa z dzikim zwierzęciem. 64 latek był trzeźwy. Funkcjonariusze zabezpieczyli broń długą myśliwską. Po wykonaniu czynności przez policjantów został on zwolniony. Mężczyźnie grozi cofnięcie pozwolenia na broń oraz odpowiedzialność karna zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.