- Reklama -

Tak to bywało w Biłgoraju przed wiekami…

Podobnie, jak większość miast Rzeczypospolitej, również nasz gród, lokowany w 1578 roku nad brzegiem Łady Polskiej, w najbliższym sąsiedztwie Łady Ruskiej (wcześniej Ładzicy, a dziś Czarnej Łady) zamieszkiwali w dawnych czasach przedstawiciele różnych nacji.

Co prawda, nie możemy poszczycić się takimi grupami etnicznymi, jak Szkoci, Anglicy czy nawet Włosi, których do swego miasta sprowadził tuż po 1580 hetman Jan Zamoyski, jednak również w tym miejscu żyli wówczas nie mniej „egzotyczni” ludzie.

Albowiem, oprócz ludności polskiego pochodzenia, od samego początku przebywali tu zarówno autochtoniczni Rusini (obecnie Ukraińcy), wszędobylscy Żydzi sefardyjscy, a jeśli wierzyć dziejom Olendrowa, czyli sąsiedniej wsi Sól, także Fryzowie i przybyli już w połowie XVII w. Ormianie.

Pod względem wyznaniowym ta mozaika narodowościowa była jeszcze o wiele bardziej złożona, ponieważ właściciel miasta Adam Gorajski, znany z wielkiej tolerancji religijnej, zezwalał na osiedlanie się w tym miejscu wszelkim innowiercom. Stąd też tylko wśród samych Polaków znajdowali się tu zarówno protestanci, jak i katolicy, aczkolwiek tych pierwszych, (tj. kalwinów oraz arianów) było znacznie więcej. Poza nimi schronienie tutaj znaleźli ponadto prawosławni, którzy po unii brzeskiej przeszli na unityzm (wiarę greckokatolicką) oraz wyznawcy judaizmu.

Przedstawiciele każdej z tych religii, niestety poza katolikami, posiadali rzecz jasna własne obiekty kultu, położone w trzech różnych punktach miasta. Żydzi mieli swą bożnicę przed Bramą Lubelską, którą z czasem zamienili na wielką synagogę Aron ha Kodesz, kalwini zbór przed Bramą Zamojską, istniejący przynajmniej do lat sześćdziesiątych XVII w., a unici cerkiew św. Jury przed Bramą Tarnogrodzką. Zgodnie z wolą spadkobiercy Biłgoraja i jego kolejnego właściciela – Zbigniewa Gorajskiego, ludzie ci darzyli się obowiązkowo wzajemnym szacunkiem oraz współżyli ze sobą w pokoju i zgodzie, przyczyniając się w ten sposób do rozwoju naszego młodziutkiego miasta.

Ówczesny obraz życia jego mieszkańców wyglądałby z pewnością dalej tak sielankowo, gdyby nie fakt, który odnotowały stare kroniki, a ściślej mówiąc akta grodzkie. Niestety nie nasze, bo te prawie w całości zaginęły lub uległy zniszczeniu wskutek pożarów Biłgoraja, w tym miejscowego ratusza, ale lubelskie. Zachowały się bowiem różne protesty oraz skargi, zanoszone znad Łady do tego jednego z dwóch słynnych miast trybunalskich w dawnej Rzeczypospolitej szlacheckiej. (Drugim był oczywiście Piotrków Trybunalski).

A rzecz dotyczy dokładnie miejscowych Żydów. Jednakże chcę tu od razu zaznaczyć, iż przedstawione przeze mnie wydarzenia mają na celu jedynie pogłębienie wiedzy współczesnych biłgorajan o ich mieście rodzinnym i nie zawierają w sobie ani odrobiny antysemityzmu. Wszystko działo się pod koniec lipca 1686 roku, kiedy to o. Kazimierz Kamiński vel Kamieński, gwardian konwentu minorytów, tj. Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (łac. Ordo Fratrum Minorum Conventualium) z pobliskiej Czostkowej Góry, udał się do Biłgoraja.

Przybył na skraj naszego grodu dwa lata wcześniej z polecenia prowincjała litewsko-ruskiego o. Jana Bonieckiego. Także kolejny przełożony jego prowincji zakonnej (od 1685), o. Antoni Długosz, chciał, aby również pozostał w tym miejscu. Dzięki Bazylemu Rudomiczowi, wielokrotnemu rektorowi Akademii Zamojskiej, jej wykładowcy, lekarzowi, sędziemu i burmistrzowi Zamościa w jednej osobie, wiemy nieco więcej o nim. A mianowicie to, że urodził się ok. 1635, dwadzieścia lat później wstąpił do zakonu, a pod koniec 1660 został wyświęcony na kapłana. Swoją Mszę prymicyjną odprawił 20 stycznia 1661 w kościele minorytów pod wezwaniem Zwiastowania NMP w Zamościu, w której oprócz franciszkanów brało udział także wielu profesorów miejscowej uczelni.

- Reklama -

Kiedy przybył na dalekie przedmieście Biłgoraja, był już księdzem z 23-letnim doświadczeniem. Niestety, niewiele mu ono w tym wypadku pomogło. Albowiem poruszając się ul. Tarnogrodzką (obecnie Kościuszki) w kierunku Rynku, gdzie skoncentrowany był handel miejski, natknął się na grupę kilkunastu Żydów, której przewodził Abraham Kołtun. Najwyraźniej nie spodobało im się to, że kręcił się po ich dzielnicy, gromadząc datki oraz żywność dla podległych mu zakonników: o. Franciszka Kilarskiego, o. Ambrożego Margolewskiego, o. Kazimierza Myszki oraz subdiakona Bernarda Gołeckiego. Dlatego napadli na niego i otłukli go kijami.

Trudno po tylu latach stwierdzić dokładnie, jakich doznał wówczas obrażeń oraz czy przypadkiem aby nie przesadzono z tym zajściem. Faktem jednak jest to, iż ów epizod znalazł swój finał w sądzie. W imieniu całego konwentu 3 sierpnia 1686 roku złożył bowiem protest w Lublinie subdiakon Gołecki. Posłuchajmy zatem jego relacji:

W imieniu całego konwentu składam protest przeciwko Żydom biłgorajskim: Abrahamowi Kołtunowi jako pryncypałowi oraz Kompie, Dawidowi Latawcowi, Irszowi Owieskowi, Jonaszowi, Mejerowi Nakusiarce, Tyblowi, Chaimowi, Chartowi, Jakubowi i jego synowi Mejerowi, Chajce i jego synowi, Moszkowi Murawcowi, Ickowi, Wulfowi synowi Rojzyna i innym, że doprowadzają do różnych wiolencji i ekscesów w mieście podczas dni targowych, utrzymują w swoich domach służbę chrześcijańską, dopuszczają się ekscesów w święta chrześcijańskie i wobec chrześcian. Ostatnio [nawet] pobili kijami Kazimierza Kamieńskiego, gwardiana [naszego] konwentu, który wybierał w mieście u dobroczyńców Zakonu jałmużnę i żywność„.

Nie wiemy również, jak dalej potoczyły się losy tych zaskarżonych Żydów, którzy jako gmina aż do 1694 roku podlegali prawnie swoim pobratymcom ze Szczebrzeszyna, ale z pewnością nie wpłynęło to ani na kwestowanie zakonników w Biłgoraju, ani też na stosunek franciszkanów do wyznawców judaizmu, bowiem już w pierwszej połowie XVIII w. właśnie oni byli arendarzami ich karczmy, a handel z nimi prowadzili nieustannie po tym zajściu przez dwa kolejne stulecia.

Sam o. Kamiński zmarł dokładnie cztery lata później, dnia 24 września 1690 roku i jako pierwszy w historii ziemi biłgorajskiej zakonnik (prawdopodobnie) został pochowany tutaj, gdzieś na placu kościelnym dzisiejszego sanktuarium św. Marii Magdaleny. Co ciekawe, jeszcze w 1770 roku można było znaleźć w klasztornej bibliotece wśród zaledwie kilku zakonnych książek pozycję o. Gaudentego Pikulskiego, jak na ironię zatytułowaną… „Złość żydowska”.

Piotr Flor, prezes BTR 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.