- Reklama -

- Reklama -

Tak się „przyciąga” turystów. Z … rowerem na plecach

PKP zlikwidowało jedyny przejazd kolejowy prowadzący szlakiem turystycznym na Źródełka. To w Woli Dużej (gm.Biłgoraj). Turyści mają teraz dwa wyjścia: mogą przenieść rowery na plecach przez tory, lub jechać okrężną drogą i przeciskać się między samochodami i TIR-ami na ruchliwej drodze wojewódzkiej bez chodnika i pobocza. Można?

- Reklama -

UWAGA! Brak przejazdu na odcinku Biłgoraj – źródełka rzeki Stok – takie informacje są już na większości map ze szlakami turystycznymi. Sprawdziliśmy. Rzeczywiście z Biłgoraja nie da się  dojechać rowerem na Źródełka.

Przejazd nie został zamknięty dziś czy wczoraj. Turyści od dwóch lat borykają się z problemem utrudnionego dojazdu na Źródełka. Miła rodzinna wycieczka w pewnym momencie zmienia się w największy koszmar rodzica, kiedy musi pilnować swojego dziecka, które przekracza tory kolejowe na ruchliwej ulicy bez pobocza.

Do dawnego amfiteatru w Woli Dużej dojazd jest prawie idealny. Z Biłgoraja ścieżkami rowerowymi, później gminną drogą przez Wolę Małą i Dużą  dojeżdżamy do dawnego amfiteatru. Tu napotykamy znak: SZLAK ROWEROWY ZAMKNIĘTY BRAK PRZEJAZDU PRZEZ TORY.

Próbujemy jechać dalej. Może jednak uda nam się jakoś przekroczyć tory bez konieczności zawracania?  Łatwo nie jest. Ludzie nie chcąc zawracać, przenoszą czasem rowery przez tory. Mówi o tym wprost dyrektor biłgorajskiego oddziału PTTK Marian Kurzyna.

-Sami nasi rowerzyści z grup rowerowych mówią, że trzeba  zejść z roweru i go przez te tory przeprowadzić – komentuje dyrektor.

Jak widać na  zdjęciach, przeprowadzenie dzieci z rowerami, łatwe nie będzie.

- Reklama -

Żeby jechać dalej do celu, trzeba po prostu wyjechać na drogę wojewódzką 858, żeby tam przekroczyć przejazd. W sumie kilkaset metrów jazdy ulicą, gdzie samochody jadą z prędkością  90 km/h. Chodnika czy pobocza – oczywiście brak.

 

 

 

 

 

 

 

 

– Było niebezpiecznie. Samochody pędzą. Cały czas trzeba asekurować dzieci, bo dzieci jak to dzieci, nie wiadomo co wymyślą.  Zatrzymywaliśmy się za każdym razem gdy TIR-y nas mijały, bo baliśmy się, że  nie zmieścimy się na ulicy. Tamten przejazd w lesie był bezpieczny, nie trzeba się było przeciskać między samochodami – tłumaczy nam pani Beata, która wybrała się z rodziną na rowerową przejażdżkę na Źródełka.

Kto jest odpowiedzialny za takie mądre rozwiązanie?

Dowiadujemy się, że Nadleśnictwo jest gospodarzem w lesie, ale pas gdzie przebiega linia kolejowa należy do kolei. Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za potencjalne wypadki. Nie ma przejazdu, nie ma problemu. Przynajmniej dla PKP i Nadleśnictwa. O niedogodności dla turystów niech się martwi kto innych.

Pytamy dyrektora PTTK czy jest jakaś nadzieja na rozwiązanie sytuacji.

-Na razie nie ma radykalnych rozwiązań, czyli jest stan jaki jest. To trzeba jakoś rozwiązać prawnie, czyli poprzez stosowną ustawę sejmową- komentuje Marian Kurzyna.

 

- Reklama -

3 Komentarze
  1. mieszkaniec mówi

    Trasa na źródełka jest nadal przejezdna tylko trzeba parę km nadrobić i też jest bezpieczna oraz przyjemna. Dziwi mnie to że osoby z PTTK-a Biłgoraj nic nie robią w tym kierunku tylko słuchają się starszyzny. z drugiej strony gdzie jest klasa rowerowa Pana Późniaka? Czemu nic nie działa w tym kierunku? Jak dojdzie do konkretów to zapewne będzie się lansować.

  2. Krzysztof mówi

    Warto dodać, że kilka kilometrów dalej jest podobny do tego z opisu przejazd tyle, że pod nadzorem nadleśnictwa Zwierzyniec i jakoś tam da się to utrzymać, jest oznaczony znakami a na drodze stoi szlaban (łatwy do ominięcia przez rowery). PKP umyło ręce a nadleśnictwo Biłgoraj nie. poczuwa się do utrzymywania przejazdu bo w przeciwieństwie do nadleśnictwa Zwierzyniec, Biłgoraj stawia na wycinkę lasów (co zrobili obok wspomnianych w artykule Źródełek) i sprzedaż pozyskanego w ten sposób materiału, a nie na turystykę. Praktycznie co roku w okolicy Woli Dużej i Małej jest wycinany fragment lasu. Okoliczni mieszkańcy jeszcze przed likwidacją przejazdu zorganizowali petycję ale odbiła się ona od betonu administracji, oficjalnie rozeszło się o koszty utrzymania przejazdu a nie tak jak potem mówiono o kwestię bezpieczeństwa. Jedyne co udało się osiągnąć petycją to przesunięcie likwidacji o kilka miesięcy. Nie ma Happy endu

  3. mieszkaniec mówi

    Wg. PKP najlepiej jest zamknąć przejazd i pozostawić bez rozwiązania problem, a wystarczyło by pozostawiać przejazd na jeden rower z barierkami jak na ulicy janowskiej lub tak poprowadzić szlak do drogi wojewódzkiej i z powrotem by był bezpieczny np. wzdłuż pasa kolejowego. Problemem są CHĘCI których zabrakło. A tak osoby jadące rowerami kiedyś przejeżdżały spokojnie i bezpiecznie przez tory, a teraz przenoszą rower przez tory i jest niebezpiecznie. Czyli jak zwykle miało być lepiej a jest gorzej.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.