- Reklama -

Spokój mieszkańców Bukowiny ma wielu ojców

Kilka tygodni temu pisaliśmy o tym, że problem „dzikiej farmy” w Bukowinie został rozwiązany. Mówiła o tym st. asp. Elżbieta Mularczyk, kierownik posterunku policji w Potoku Górnym, na jednej z sesji Rady Gminy w Biszczy. Policjantka podkreślała, że jest to nie lada sukces, który należy zawdzięczać w dużej mierze miejscowym funkcjonariuszom. – Możemy się pochwalić sprawą z Bukowiny. Ten problem, nie wiem czy w pełni, ale w dużym stopniu został rozwiązany. To jest naprawdę duży sukces w porównaniu do tego, co tutaj było wcześniej, gdy świnie nawet po drodze wojewódzkiej chodziły. Te świnie zostały wywiezione – mówiła st. asp. Mularczyk, która zauważyła, że sama była świadkiem, kiedy zwierzęta chodziły po posesjach sąsiadów. 

Sołtys Bukowiny Pierwszej Longina Kożuszek informowała, że rolnik nadal hoduje świnie, jednak są one pod zamknięciem. Zdarza się, że uciekają, ale są od razu łapane i zamykane. Część świń została wywieziona do brata rolnika, do innej miejscowości. – Był moment, że była cisza z tymi świniami. Teraz zaczynają trochę uciekać, ale to nie są te świnie co kiedyś. Wiadomo, że te na wolnym chowie inaczej się zachowują niż te zamykane – przedstawiała Longina Kożuszek, która zaznaczyła, że jest lepiej. 

Po ukazaniu się artykułu zadzwonił do nas jeden z mieszkańców Bukowiny, który zwrócił uwagę, że sukces był możliwy dzięki dużemu zaangażowaniu Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Biłgoraju. – To dzięki inspektorom Inspekcji Weterynaryjnej, którzy przyjeżdżali i kontrolowali to gospodarstwo za każdym razem, kiedy wpływały skargi od mieszkańców, ten sukces mógł być osiągnięty – twierdzi nasz czytelnik. Mężczyzna opisuje, że dochodziło do sytuacji, kiedy świnie prosiły się w tunelach czy na polach sąsiadów. Prosięta nie przeżywały takich porodów. Brakowało należytej opieki i interwencji człowieka. Wtedy to właśnie interweniowali lekarze weterynarii. 

Rozmawialiśmy z Powiatowym Lekarzem Weterynarii w Biłgoraju dr. n. wet. Markiem Samojłowiczem oraz kierownikiem zespołu ds. zdrowia i ochrony zwierząt lek. wet. Mirosławem Małkiem. Obaj panowie zgodnie mówili, że sukces w przypadku gospodarstwa w Bukowinie był możliwy dzięki wspólnej pracy kilku służb. Podjęte działania na kilku płaszczyznach poskutkowały rozwiązaniem problemu. Oprócz policji i Inspekcji Weterynaryjnej w działania kontrolne w gospodarstwie była zaangażowana także Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Biłgoraju. 

Ze strony Inspekcji Weterynaryjnej postępowanie w gospodarstwie w Bukowinie rozpoczęło się w 2008 roku. Były prowadzone liczne postępowania kontrolne, które były konsekwencją wpływających od sąsiadów zawiadomień i skarg. Czynności były prowadzone także w latach 2010 i 2011. Ponownie postępowanie ruszyło w 2014 roku, a pod koniec 2015 roku zakończyło się powodzeniem. – My swoich zasług w tym przypadku nie eksponujemy, bo to jest wspólna praca wszystkich służb. Policja wielokrotnie interweniowała samodzielnie. Jak jechaliśmy na kontrolę, zawsze prosiliśmy o asystę, zawsze byli z nami policjanci. Była doskonała współpraca zarówno z komendantem powiatowym policji w Biłgoraju, jak i kierownikami Posterunku Policji w Potoku Górnym w tym ze st. asp. Elżbietą  Mularczyk – relacjonuje st. insp. wet.  Mirosław Małek. W swojej wypowiedzi wskazuje jednocześnie, że w trakcie działań w gospodarstwie w Bukowinie swoje czynności wykonywali również inspektorzy z Nadzoru Budowlanego w Biłgoraju oraz kontrolerzy z ARiMR zarówno z powiatu, jak i z oddziału regionalnego. – Wszyscy w swoich zakresach kontrolowali to gospodarstwo – dodaje.

Wolny chów zwierząt był dużą uciążliwością dla rolników sąsiadujących z problematycznym gospodarstwem. – Wolny chów zwierząt w przepisach weterynaryjnych jest prawnie usankcjonowany, niemniej jednak muszą być spełnione określone wymogi weterynaryjne. Tam te warunki nie do końca były spełnione. Stąd nasze postępowania i zalecenia – wyjaśnia lekarz weterynarii. Inspekcja Weterynaryjna w ramach swoich działań prowadzi badania w kierunku chorób zakaźnych zwierząt i od takich obowiązkowych badań gospodarze w tym gospodarstwie się nie uchylali. – Niemniej jednak sam sposób hodowli świń i bydła pozostawiał wiele do życzenia. W takiej sytuacji musieliśmy reagować i dawać wytyczne określone w decyzjach administracyjnych. Niestety, gospodarz nie wprowadzał ich w życie. Wtedy też nasilały się problemy. Świnie wydostawały się na pola sąsiadów, niszcząc plony, chodziły samopas po podwórkach, nawet dochodziło do kolizji drogowych z wolno chodzącymi zwierzętami wyjaśnia lekarz weterynarii. 

Lekarze Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Biłgoraju mówią: – Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt człowiek musi zapewnić zwierzęciu godne warunki bytowania, szczególnie wtedy, kiedy produkty pochodzące od zwierząt trafiają do konsumpcji. Inspekcja Weterynaryjna czuwa nad tym, żeby zwierzęta były hodowane w odpowiednich warunkach, a produkty zwierzęce były pozyskiwane we właściwy sposób i ten motyw przyświecał nam w tej sprawie.

W konsekwencji wspólnych działań wszystkich wymienionych tu służb udało się na właścicielu gospodarstwa wyegzekwować zakończenie uciążliwej hodowli. Zwierzęta z Bukowiny kilka miesięcy temu zostały przewiezione do innej siedziby stada, do gospodarstwa, gdzie znajdują się odpowiednio przystosowane budynki inwentarskie. Tam mają zapewnione lepsze warunki i już nie chodzą samopas. Wszystko było rozłożone w czasie, bo przewiezienie około 200 sztuk świń było dla gospodarza trudnym wyzwaniem.

Spokój mieszkańców miejscowości Bukowina ma wielu ojców. Dzięki doskonałej współpracy, a nie rywalizacji między służbami, można było rozwiązać ten problem. Jest to modelowy przykład postępowania wielu służb w tej samej słusznej sprawie – podsumowują zgodnie lekarze weterynarii. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.