Spod horyzontu do wieczności

Najpierw dywagacja. Z fizyki wiemy, że horyzont to pewna granica widoczności, tzw. widnokrąg, którego wzrokiem się nie przekracza, bo ta granica jest ruchoma, oddala się przy próbie zbliżania, ale zawsze jest nad lub przed nami. A w nocy? W nocy fizyczny horyzont niknie dla wzroku, ale nie dla wyobraźni, bo tej nie da się ograniczyć, chyba że sen ją zmoże, ale wtedy jest miejsce na jaźń, taką podświadomą wyobraźnię. W tej jaźni horyzont może znaleźć się nawet pod nami, a my jakby nad nim. Do czego zmierzam? W każdym razie nie do iluzorycznego wykładu, lecz do opisu pewnego stanu rzeczywistości, na razie jeszcze zawoalowanej, tej, która jest za horyzontem, za widnokręgiem. Tam już jest nie tylko to, czego nie widzimy, ale tam jest również to, czego nie wiemy, co jest absolutną tajemnicą, takim niebytem. Zdradzę! To tajemniczy świat po śmierci.

Takie mam skojarzenia przed zbliżającym się Świętem Zmarłych, które praktycznie obchodzimy dzień wcześniej, w dniu Wszystkich Świętych, ale myślimy o nich i przygotowujemy się do nich już dużo wcześniej. Niektórzy wyprzedzają je nawet o kilka tygodni, jadąc na oddalone groby, by uniknąć nieprzewidywalnych zdarzeń na drodze zatłoczonej szczególnie w dni sąsiadujące z dniem Wszystkich Świętych, nie mówiąc już o nim samym. Tak robią moi znajomi, którzy, też w podeszłym wieku, jadą ze Śląska pod Kraśnik. A ja mam pod tym względem wygodę. Po powrocie ze Śląska wszystkie dla mnie ważne groby mam w promieniu 10 km od Biłgoraja. 5 cmentarzy to można powiedzieć komfort psychiczny i spokojne nerwy przed tymi świętami.

Niezależnie od tego mam zakorzeniony zwyczaj, by odwiedzać groby nawet przy złej pogodzie, by głęboko pomyśleć o tym, co nas czeka… Daty tego przełomowego zdarzenia nikt z nas nie zna i nie wiemy, kiedy tytułowy horyzont połączy się z wiecznością. Dlatego trzeba być do tego przygotowanym i to każdy na swój sposób. Jedni modlą się, inni pracują dokąd mogą i nie myślą o tym, a jeszcze inni podporządkowują się spokojnie zjawisku przemijania. I mnie przemijanie najbardziej przekonuje i uspokaja, zwłaszcza kiedy jestem na cmentarzu i przyglądam się metrykom. To zajęcie staje się coraz częstsze, jakby mimowolnie, jakbym szukał pocieszenia wśród tych, co wcześniej odeszli i żyli mniej od mego obecnego żywota. Mam jednak przy tym rozterkę; cieszyć się z tego, że żyję dłużej, czy smucić z tego, że oni odeszli wcześniej. Przecież szkoda mi tych, co odeszli, zwłaszcza tych w kwiecie życia.

Zwierzę się, może to nawet urąga zdrowemu myśleniu, ale u mnie występuje jakby duma z tego, że ja żyję dłużej od innych. A tych innych przybywa z czasem i to w zawrotnym tempie, choć GUS zaprzecza temu i informuje, że średnia życia w Polsce rośnie i wynosi dla mężczyzn 74 lata, a dla kobiet 79. Cieszę się więc, że ja mam średnią przekroczoną i że na mnie jeszcze nie przyszła ta kryska, jak na matyska, według powiedzonka znanego z lat młodości, kiedy tak jakoś się mówiło. Sprawdziłem; ma to sens, bo już od XVII wieku tak w Polsce mówiono i dotyczyło to prawdziwych imion, zmienionych w międzyczasie fonetycznie do kryska i matyska. Obecnie to synonimy bez wydźwięku, a wtedy miały raczej znaczenie pejoratywne i należało się im zejście z tego świata za poczynione grzeszki. Moje grzeszki widocznie na to jeszcze nie zasługują i dlatego żyję, pozwalając sobie nawet na ten żarcik.

Tak naprawdę jest inaczej, bo życie to dar Boży, podobnie jak wszystko to, co nas otacza, nawet cmentarze, które człowiek wymyślił za swego życia, by przedłużyć pamięć o sobie. Inne rozumowanie nie odpowiada na najprostsze pytanie; skąd się wzięło życie i wszechświat. Są tylko niesprawdzalne hipotezy. Najtęższe umysły doszły do wniosku, że nie ma rozumnego dowodu na to, że Boga nie ma, choć może być On inaczej nazywany. I według mnie, każdy myślący człowiek, zwłaszcza na końcu ziemskiego życia z tym powinien się pogodzić i ze spokojem czekać na swoją kolejkę. Tu nie pomaga władza ani ta kościelna, ani ta świecka. Wszystkich czeka ta sama sprawiedliwość, choć z naszym PiS-em niemająca nic wspólnego. To paradygmat z najwyższej półki, jakby to powiedzieli sprzedawcy, albo inaczej, to nic innego, jak przyjęty sposób widzenia rzeczywistości. Na takie skojarzenia pozwala mi mój obecny horyzont myślenia o wieczności, o której możemy w zasadzie tylko dywagować i udawać Arystotelesa, czyli mistrza greckiej filozofii.

Czuję, że zabrnąłem za daleko, więc lepiej pomyślmy nad grobami o najbliższych i to w pochyleniu i skupieniu, pamiętając o memento mori, memento mori – pamiętaj o śmierci.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

biłgorajczyk

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.