Karczma na Woli

„Solidarność” wspomina Henryk Wujec

W latach siedemdziesiątych nikomu do głowy by nie przyszło, a zwłaszcza uczonym sowietologom, że może być taki porządek na Ziemi, w którym nie będzie Związku Radzieckiego, a wolna Polska stanie się członkiem NATO i UE. Gdyby nie sierpień 1980 roku, gdyby nie „Solidarność”, nadal żylibyśmy w tym niewyobrażalnym dla nas PRL-u, tak jak nadal żyją Kubańczycy i mieszkańcy Korei Północnej. Obok nas rozkwitałby „miłujący pokój”, a tak naprawdę zniewalający narody Związek Radziecki.

Lata 70. złota epoka gierkowska. Naczelne hasło: „Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej”. Właśnie w takich momentach pojawiają się pierwsze niedostrzegalne pęknięcia, pierwsze symptomy czegoś nowego, coś co odmieni świat. Gdy Gierkowi skończyły się kapitalistyczne kredyty, trzeba było podnieść ceny żywności i to nie o kilka, a o 40-60 procent. Doszło do strajków. Stanął Ursus, zakłady w Radomiu, Płocku, Warszawie. Był czerwiec roku 1976. Trzeba powiedzieć uczciwie, że nie wytoczono czołgów przeciw robotnikom, ale ich bito, zamykano w więzieniach, wyrzucano z pracy z wilczym biletem. Henryk Wujec pisze, że od samego początku brał udział w akcji pomocy robotnikom w Ursusie i w Radomiu.

Powstawały inne organizacje np. Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, tworzyła się podziemna Polska. Na działaczy opozycji spadły oczywiście represje: zwolnienia z pracy, ciągłe areszty, rewizje, pobicia, niekiedy morderstwa (Stanisław Pyjas), ale raz powstałego ruchu nie można było zatrzymać, raz nawiązanej współpracy robotników i inteligencji nie dało się przerwać. Powstało pismo „Robotnik”, zaczęły powstawać Komitety Wolnych Związków Zawodowych, w tym najmocniejszy w Gdańsku z Bogdanem Borusewiczem, Aliną Pieńkowską, Anną Walentynowicz i Lechem Wałęsą. Trwało to 4 lata, tylko 4! Ale jakże ważne: w 1978 roku papieżem został wielki Polak – kardynał Karol Wojtyła, w 1979 roku Jan Paweł II odwiedził Polskę i na placu Zwycięstwa w Warszawie wygłosił pamiętne słowa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. A w lipcu 1980 roku rozpoczęła się w Polsce fala strajków, która przetoczywszy się przez cały kraj, dotarła na wybrzeże. Strajki przebiegały według scenariusza opracowanego wcześniej w środowisku „Robotnika” i Wolnych Związków Zawodowych: tworzy się Komitet Strajkowy, który nie opuszczając zakładu formułuje postulaty i rozpoczyna negocjacje z dyrekcją i wyższymi władzami. Jacek Kuroń sformułował to lapidarnie: „zamiast palić komitety zakładaj własne”.

Władze Stoczni Gdańskiej im. Lenina, chcąc uchronić załogę przed „zgubnymi wpływami”, wyrzuciły z pracy Annę Walentynowicz – członka Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. I to właśnie spowodowało 14 sierpnia solidarny strajk w obronie represjonowanej koleżanki. Na czele strajku stanął Lech Wałęsa, który już wcześniej wyrzucony ze Stoczni – przeskoczył przez płot i przemówił do robotników. Tym skokiem wszedł do historii Polski i do historii świata.

Tworzy się Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, formułowane są sławne postulaty, które przybierają postać 21 postulatów, z pierwszym najważniejszym – prawem do tworzenia Wolnych Związków Zawodowych.

Do Gdańska przyjeżdżają Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek. Zostają ekspertami Komitetu Strajkowego, członkowie KOR-u Konrad Bieliński i Ewa Milewicz uruchamiają w Stoczni Biuletyn Strajkowy o nazwie „Solidarność”. Trwały długie i trudne negocjacje z delegacją rządową, z wicepremierem Mieczysławem Jagielskim na czele. Powoli strajkuje cała Polska.

I wreszcie 31 sierpnia następuje podpisanie słynnych Porozumień Gdańskich z prawem do tworzenia Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych. Wypuszczają członków KOR na wolność z więzienia na Rakowieckiej. To porozumienie było szczytem sztuki osiągania kompromisu – zadziwiło cały świat.

Tworzy się olbrzymi ruch, który jest – co do tego nie ma żadnych wątpliwości – demokratyczny, który działa pokojowo, konsekwentnie poszerza sferę wolności. Świat wstrzymał oddech, a jego bohaterem stał się Lech Wałęsa. Za ścianą był potężny Związek Radziecki, który niedwuznacznie groził interwencją, ale jej nie podjął. Stan wojenny wprowadził 13 grudnia 1981 roku gen. Jaruzelski. „Moim zdaniem stało się tak z obawy przed towarzyszami, którzy szykowali się do konfrontacji siłowej z „Solidarnością” – mówi H. Wujec.

Po 15 miesiącach „Solidarności”, gdy ludzie poczuli, że ich los może zależeć od nich, zmieniła się świadomość społeczna. Nie można było już wrócić do PRL-u. 13 grudnia 1981 roku gen. Jaruzelski odniósł wprawdzie spektakularny sukces, zamykając prawie wszystkich działaczy „Solidarności” w więzieniach, zdelegalizował NSZZ „Solidarność”, ale po dziewięciu latach od wprowadzenia stanu wojennego musiał znów usiąść do stołu rokowań, bo nie mógł sobie poradzić z kryzysem. Po obradach Okrągłego Stołu i po pierwszych w systemie sowieckim częściowo demokratycznych wyborach do parlamentu 4 czerwca 1989 roku Polska jako pierwsza wyrwała się z objęć Związku Radzieckiego – „wielkiego brata”. W ślad za nami poszli inni: Czesi i Słowacy, Węgrzy, Wschodnie Niemcy, Litwa, Ukraina itd. aż wreszcie runął sam „wielki brat”.

Żadnych ideałów nigdy nie da się do końca zrealizować. Musi coś zostać dla następnych pokoleń – zakończył swoje dywagacje wielki biłgorajanin Henryk Wujec (rocznik 1941).

Kazimierz Szubiak

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.