Ronda radują, a kikuty smucą

Mnie biłgorajskie ronda urzekają i to nie raz, ale zawsze, gdy po nich tylko jadę. Szczególnie teraz, wczesną wiosną, gdy świeżo nasadzone kwiaty pięknie kontrastują z jeszcze pozimowym otoczeniem. A może to nieprawda, może mnie się tylko tak wydaje, może to skutek zapatrzenia się tylko w to miejsce? Wiem, że kiedyś też tak wydawało mi się, gdy mogłem podziwiać uroczą dziewczynę, patrząc na nią z zachwytem, bez końca, ale ukradkiem, żeby tego nie widziała, bo to byłaby wpadka, czyli dekonspiracja. Może taka skłonność pozostała z tamtych lat do dzisiaj? Komu pogratulować takich doznań, komu to zawdzięczać? Zacznę od decydentów, którym należy się pełne uznanie nie tylko za to, że finansują, ale przede wszystkim za dobry smak, za sprawdzony gust. To zapewne władze miasta z jakimś tam ułamkiem władz powiatu zasłużyły na to. Ale również, i to szczególnie doceniam, zasłużyli na to fachowcy z branży ogrodniczej i architektury krajobrazu. Zaimponowali mi. Nawet próbuję z tych ukwieconych rond brać przykład na swoim minirondzie z pergolą w środku w Nadrzeczu. Niestety, mimo moich podchodów i starań żony – nie udaje się to. Domyślam się nawet dlaczego, bo to prawdziwa sztuka, której nie można splagiatować, co najwyżej można naśladować i próbować, ale zawsze nie z takim skutkiem jak by się chciało.

A kikuty? Też są w Biłgoraju, i o dziwo, one z roku na rok dają o sobie znać. To resztki po amputacji drzew na ul. Pojaska (choć za moich młodych lat mówiło się powszechnie Pajaska) i na osiedlach, gdzie z uporem maniaka ogławia się bezdusznie całe korony, zostawiając pień – kikut. Moim zdaniem, to przykład barbarzyństwa na przyrodzie, to brak wyobraźni, a nawet swego rodzaju empatii, nie mówiąc już o zupełnym braku zmysłu estetycznego. To prymityw w każdym calu. A przecież są przepisy, które zabraniają tej bezduszności i to nawet pod groźbą kary. Czyżby w Biłgoraju nie wiedziano o tym? Zapewne wiedzą, tylko lekceważą, bo nie ma tu za to kary, mimo że mamy prokuraturę, służby kryminalne i… opiekunów przyrody. W Biłgoraju jakby było na to ciche przyzwolenie. Dlaczego więc tak się dzieje? Podejrzewam, że ta beztroska o „normalne” życie drzew wynika z ich nadmiaru, ale nie w mieście tylko dookoła miasta. A może w Biłgoraju kultywuje się jakieś niechlubne tradycje sprzed wojny? Zachowane fotografie jakby to potwierdzały: Biłgorajskie ulice i sam Rynek był prawie bez drzew. Przekonać się teraz można o tym, będąc w odnowionych pomieszczeniach restauracji U Dorosza, gdzie takie widoki starego Biłgoraja widnieją na całej ścianie. To zdumiewający efekt powiększenia zdjęć pocztówkowych. Czyżby kiedyś też nie lubiano drzew w mieście? Coś w tym było skoro wolne przestrzenie wzdłuż głównych ulic były zabrukowane. Pamiętajmy tylko, że przed wojną Biłgoraj był malutki, a zabudowa była zagęszczona i jako takich rezerw na zieleń brakowało. Obecnie mamy za to rynek prawie z parkiem. Drzewa dominują i tych tak się nie kaleczy, jak gdzie indziej. Żeby sprawa była jasna, przycinać konary można, mało tego tzw. pielęgnacja drzew uwzględnia nawet wycinanie zbędnych konarów. Więc prawo dopuszcza do ingerencji, tylko z poszanowaniem przyrody. Nawet wycinka jest możliwa, gdy powstało zagrożenie i niebezpieczeństwo, i tak robiono kiedyś, gdy konary i całe drzewa przeszkadzały przewodom elektrycznym rozpiętym między słupami na stosunkowo niskiej wysokości. A teraz takich widoków już nie ma. Wszystkie przewody są pod ziemią, a jednak chęć bezlitosnego ogławiania została. Jak nie tam, to tu… Mimo wszystko Biłgoraj wiosną jest uroczy i czysty. Znacznie mniej widać na chodnikach petów po palaczach papierosów, nie ma też zalegającego piasku po zimie, nie wieje też wiatr piaskiem i kurzem po oczach, ulice są z reguły pozamiatane. To są zapewne zmiany na lepsze i pod tym względem możemy być przykładem dla innych miast, np. dla… Warszawy, gdzie, moim zdaniem, jak na stolicę państwa być powinno wzorowo, a króluje beztroska o ład i porządek, i tylko wiatr hula i wali po oczach kurzem. Tak zapamiętałem Warszawę z ubiegłego roku, kiedy byłem tam z 50-osobową grupą słuchaczy biłgorajskiego UTW, by zwiedzić nasz parlament. A niedawno dowiedziałem się, że budynki Sejmu i Senatu będą ogrodzone zaporowym 2-metrowym płotem w miejscu przylegającej jeszcze gdzieniegdzie zieleni. Dla mnie to porażka cywilizacyjna; po pierwsze, żeby tak odgradzać się, a po drugie, że mogłyby tam rosnąć kwiaty, symbole pokoju i życia. Ale ten wątek zamykam z ulgą, bo Biłgoraj takich „numerów” nie robi i chwała mu za to.

Biłgorajczyk

e-mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.