Automax

Ranga urodzin jakby rosła

Tak mi się wydaje, gdy obserwuję ten zwyczaj z bliska. Zaryzykuję tezę, że urodziny stają się coraz bardziej powszechne na naszym terenie, a ich obchodzenie jest w pewnym sensie coraz większą nobilitacją, takim świadectwem – najpierw dorosłości, a potem, niestety, i starości, która to starość – a przekonuje się już o tym kilkanaście lat – wcale nie musi oznaczać schyłkowości ani lamentu. Takie jest życie i trzeba tylko odpowiednio się do tego przygotować, czyli z akceptacją tego, co Bozia dała.

Wypada podkreślić, że niektóre urodziny są szczególne. Dla młodzieży są to tzw. osiemnastki, a więc pierwsze na prawach dorosłego i odpowiedzialnego człowieka, ale jeszcze nie samodzielnego, bo zależnego finansowo od kasy rodziców. Zauważam, że te osiemnastki przybierają obecnie rangę święta, kiedy to wszyscy w rodzinie włączają się w to wydarzenie, umożliwiając i tym samym pozwalając swym latoroślom na różne zachcianki i fanaberie w myśl powiedzonka, że mają się wyszaleć „skolko ugodno” i to na różne sposoby, łącznie z alkoholowym menu, szokującym ubiorem i  swobodą w obcowaniu ze sobą i to wszystko w odosobnieniu, często z dala od domu, najlepiej w lokalu, choć i tzw. wolne chaty rodziców czasami wystarczają. Można sobie wyobrazić, że młodzi osiemnastolatkowie są wówczas szczęśliwi, tym bardziej że są wtedy otoczeni i adorowani przez swoich najbliższych przyjaciół.

A jak było za moich czasów, 60 lat temu? W ogóle nie zarejestrowałem tego wydarzenia, bo dla mnie wtedy dorosłością było zdanie matury i zabawa po maturze – komers. To już zapamiętałem w detalach, choćby z uwagi na rozsadzającą pierś ogólną radość, większą śmiałość wobec koleżanek, które nie pozostawały dłużne. A były jeszcze spontaniczne tańce, takie bez żadnej kontroli, bo profesorowie-wychowawcy zwinęli żagle już wcześniej, pozostawiając nas samych dryfujących na morzu, jakby to powiedzieli romantycy. Mnie szczególnie miło było z Bożenką, którą przy tej okazji serdecznie pozdrawiam.  Pamiętam też osiemnastki swych córek. Dostały chatę i moją zgodę na nieobecność. Poczułem się wtedy poniżony, ale za zgodą mojej żony, więc szczegółów nie znam.

Stop. Pospieszyłem się do tej dorosłości. Zapomniałem o roczku, bez którego nie byłoby osiemnastki. A były one uroczyście świętowane od zawsze, jak pamiętam i to zawsze z godnym kościelnym ceremoniałem, choć były też świeckie, ale zawsze jakże wzruszające dla rodziców i dla dziadków. Mój roczek był za okupacji, pozostało z tej okazji zdjęcie, z którym teraz się obnoszę i poniekąd chwalę, bo wyglądam całkiem, całkiem, choć siermiężnie ubrany w przydługawą koszulkę lnianą i ręcznej roboty buciki. Teraz „roczek” to impreza, która mobilizuje szczególnie rodziców, a nawet dziadków do godnej fety, z kościelną włącznie, takiej wystawnej i uduchowionej, co nierzadko jest tylko zwykłym pozoranctwem, bo dominuje w nim przede wszystkim chęć zaimponowania innym, co w obecnych czasach udaje się najlepiej w kościołach, szczególnie w naszych wschodnich stronach.

Robię przeskok do pięćdziesiątki, do tzw. Abrahama, co u nas jest wydarzeniem mało znanym. A szkoda, bo ma szczególną wymowę, np. na Śląsku i na Kaszubach. Jest okazją do potwierdzenia swego dotychczasowego dorobku życia, do okazałego zaprezentowania się rodzinie w na miarę ekskluzywnym przyjęciu. To pierwszy dzwonek przed starością, więc mobilizuje do dalszej pracy i zarazem do zabawy, skoro tylko jeszcze zdrowie na to pozwala. Takie jubileusze dodają jeszcze więcej powagi i uznania jubilatowi, i poniekąd zachęcają do jeszcze bardziej wystawnego przyjęcia czy, jak kto woli, liczniejszego grona gości. Więc następne jubileusze, czyli sześćdziesiątka,  sześćdziesiątka piątka, siedemdziesiątka, siedemdziesiątka piątka i w końcu osiemdziesiątka zdarzają się jeszcze bardziej zacne i dostojne, bo jubilat z reguły staje się w międzyczasie bardziej zasłużony i majętny.

A imieniny? Są, według mnie, wydarzeniem innego rodzaju. Mają katolicką wymowę, czyli powiązanie z najczęściej już świętym patronem. A co mogą powiedzieć ci, którzy mają imię mało popularne, które nie figuruje w katolickim kalendarzu, np. głośna kiedyś i wzruszająca do łez Izaura? Jej pozostają tylko urodziny i tak rozumuje coraz więcej, zwłaszcza Skandynawów, protestantów i wyznawców innych religii pozaeuropejskich.

Ja mam jeszcze taki osobisty argument optujący za urodzinami, a mianowicie: kolejne urodziny, szczególnie w starszym wieku, są okazją, aby cieszyć się z dożycia do nich i okazją do podziękowania Stwórcy za okazaną łaskawość. To powinna być też refleksja nad upływającym czasem i nad sobą, by zastanowić się nad resztą życia, wiedząc, że ta reszta zbliża się do nieubłaganego zera. Wiec w urodzinach widzę większy sens i motywacje do refleksji nad sobą, nie tylko do biesiadowania i do otrzymywania bukietów kwiatów z załącznikiem, choć i to każdego człowieka powinno cieszyć.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.