Powyborcza czkawka

Wykluczam czkawkę pijacką i o niej ani mru, mru… Więc do rzeczy, do innej czkawki, poważniejszej. Czkawkę jako taką zna każdy z nas, bo to nieodłączna cecha życia i naszego organizmu. To na ogół zaskakująca chwilowa dolegliwość, która przeważnie mija, choć męczy i coś sygnalizuje, często nic niepokojącego. A jednak jest wymowna, coś się dzieje. To mimowolna reakcja organizmu na niepożądany bodziec, kiedy podrażniona przepona brzuszna wykonuje skurcze wraz z wydobywającym i powtarzającym się odgłosem „a hyk, a hyk”.

Czkawka powyborcza też jest taka i czy w ogóle ona jest? A może mnie się tylko wydaje, że człowiek czymś dotknięty, czyli w tym przypadku niespełniony kandydat, czy wyborca może też doznawać czegoś podobnego? I to będę rozważać, i o tym jest ten felieton, a więc aktualny, gdyż można przypuszczać, że ta czkawka teraz po wyborach pojawia się u wielu, szczególnie u tych zawiedzionych. Zakładam również, że może ona wystąpić także u szczęśliwców, czyli zwycięzców, i to z euforii. Można to zobrazować nawet liczbowo. Takich zawiedzionych niedoszłych senatorów może być 180, bo 100 dopięło celu. I takichże 4651 kandydatów na posłów, którym fotel parlamentarzysty uciekł sprzed nosa.

Wyborcy też mogą mieć podobnego „kaca”, też z czkawką, bo nie po ich myśli ułożyły się wyniki wyborów i nie w zgodzie z prostym rachunkiem, tylko według niezrozumiałej na pierwszy rzut oka matematycznej metody niejakiego Belga D`Honta, do której to metody jakby wszyscy nabrali zaufania. Ja jednak do nich nie należę. Moim zdaniem, ta metoda jest w pewnym sensie zaprzeczeniem prostych demokratycznych wyborów, czyli takich, którymi lud (z grec. demos – ludowy) rządzi w wyborach, według zasady większościowej, czyli według prostego zapisu: masz więcej głosów ode mnie – jesteś przede mną, wygrałeś ze mną. To proste i bez zawiłych rachunków.

Tak liczono głosy do Senatu, a nie do Sejmu. Gdyby tak liczono i tu, PiS miałby, licząc w przybliżeniu, 200 posłów, PO – 126, SLD – 59, PSL – 39, Konfederacja – 31 posłów. I takie wyniki odpowiadałyby prawdzie i polskiej rzeczywistości, a ja wówczas nie miałbym czkawki powyborczej. Byłbym pogodzony, a tak dzięki matematyce, a nie dzięki poparciu suwerena, PiS stał się politycznym hegemonem w Sejmie, co, jak wykazała najbliższa przeszłość, było powodem gigantycznych nieporozumień w poprzedniej kadencji, których tu nie będę przypominać, bo wszyscy moi czytelnicy – mam taka nadzieję – je znają.

Kto w naszym rejonie może mieć czkawkę powyborczą oprócz przegranych? Mamy tylko jedną poseł i wybranych spadochroniarzy z Warszawy, i to z jakże pokaźnym wynikiem. Nasza poseł otrzymała aż 14 razy mniejsze poparcie w swoim rejonie niż zupełnie obcy wicepremier. W tej nowej kadencji mamy w Sejmie tylko jednego prawdziwego rodaka z Biłgorajszczyzny. Wcześniej było trzech, więc to trzykrotny regres, z czego czkawka gotowa.

Czyżby w naszym rejonie nie było godnych reprezentantów? Tak nie można powiedzieć, bo mamy wybitnych samorządowców, którzy zbierali już w przeszłości laury na najwyższym poziomie. I co? Im nie dano zaufania, ich zaliczono do „wrogów” dla rządzących, mimo że reprezentują z powołania interesy nie tylko mieszkańców naszych wsi i to z nowoczesną wizją na przyszłość. A mimo to zagłosowano na innych, z inną wizją i z innej opcji. Biłgorajska wieś nie będzie miała w parlamencie swych autentycznych przedstawicieli.

Moim zdaniem, program PiS-u, oprócz świadczeń socjalnych, czyli dalszego rozdawnictwa, nie ma argumentów, szczególnie dla Unii Europejskiej, gdzie przygotowywane są cięcia dla polskiego rolnictwa. Wyczytałem, że w następnej kadencji, czyli po roku 2020 będzie to kwota rzędu 30 mld euro. To powód już teraz do czkawki, bo szanse na negocjacje maleją z uwagi na powstałe nieporozumienia.

Myślę, że czkawki nie ma Kościół, wszak wygrana opcja polityczna to wypróbowany sprzymierzeniec i niezawodny fundator. Można powiedzieć, że jest tu osiągnięty właściwy consensus. I to powinna uszanować nowa opozycja. Ona nie powinna być totalną, tak jak poprzednia, ona nie powinna mieć uprzedzeń, a wtedy można o wiele łatwiej osiągnąć zgodę i współpracę, zwłaszcza gdy nie ma wspomnianego nieustępliwego hegemona. Dlatego dziwi mnie niepokój ze strony partii rządzącej, że nie ma absolutnej przewagi w Senacie i już są odgłosy o podejmowanych próbach „odbicia” kilku senatorów, jakby w obawie, że powyborcza sytuacja będzie przeszkadzać w sprawowaniu władzy. A przecież na tym ma polegać prawdziwa demokracja, żeby uwzględniać interesy i rozumowania innych, i w mniejszości, a nie tylko swoje, partyjne.

W biłgorajskiej radzie miasta jest, według mnie, dobry przykład na tę okoliczność, tu nie ma tzw. hegemona i jak dotąd nikt z tego powodu nie podnosi (śląskiego) „larma”. Bo tu radni nie są li tylko politykami, ale przede wszystkim działaczami i czują się współgospodarzami miasta, i tak, moim zdaniem, powinni rządzić senatorzy w Warszawie, których już teraz męczy czkawka, bo muszą się dzielić władzą z inną opcją.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.