Zrębki

Powakacyjne refleksje. Raczej smutne

  To jakby paradoksalne, bo lato było udane, dopisywało słońce, urodzaj na działce też był, a kataklizmy pogodowe omijały Biłgorajszczyznę dużym łukiem. Również moje i żony sprawy biegły sprzyjająco dla naszego zdrowia i co może być ciekawe, wcale nie stresowałem się przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, czyt. akademickiego w Biłgorajskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku, bo inaugurację zaplanowano na 17 października. Inne zajęcia społeczne też mi sił nie odebrały. Więc co mogło mnie zdołować? Dlaczego mam takie  refleksje? Przecież nikt mi nie skoczył na pukiel, jakby to powiedzieli na Śląsku. 

Powiem tak. Przytłumiły mnie, co dziwne, liczne uroczystości patriotyczne, a raczej ich wymowa w kontekście obecnych czasów. Od nich powiało na mnie chłodem i zasiało niepokój, jakby miała nadejść jakaś burza z gradobiciem, mimo że na horyzoncie nie było chmur. A jednak spochmurniałem. Jakbym przeczuwał, że zbliżają się powtórki z historii, że będą niszczące demony rozmontowujące obecny ład i spokój. Mówi się, że kto sieje wiatr, ten zbiera burze, a wiatru od polityków, to się czuje, przybywa. Według mnie to narasta i można było kojarzyć to sobie w czasie wakacji wiele razy, mimo że bezpośrednio zainteresowanych było niewielu. Wymienię te okazje. Na początek podam tylko daty tych historycznych zdarzeń, które tak smętnie przeżyłem. To 1 sierpnia – rocznica wybuchu powstania warszawskiego, 15 sierpnia – rocznica Cudu nad Wisłą, 31 sierpnia – rocznica zwycięstwa „Solidarności”, 1 września – rocznica niemieckiej agresji na Polskę, 6 września – odsłonięcie Ściany Pamięci w Biłgoraju, no i zbliżający się 17 września – rocznica sowieckiej agresji ze wschodu. Niby było to normalne, a jednak poddałem się apatii. Postaram się wytłumaczyć z tego, bo dokonałem tu świadomego połączenia tych wydarzeń. Jakże różnych w skutkach, bo i zwycięskich, i przegranych również. Zrobiłem to ze smutkiem, wrzucając je wszystkie do jednego wora. Bo nawet  wymienione wielkie zwycięstwa nie nauczyły większości tego, co najważniejsze w życiu, tj. szanowania za wszelką cenę pokoju i wolności, a także z tym związanej odpowiedzialności. Zauważyłem dokoła siebie głosy, które podważają takie konstatacje i mało tego, dla nich przelanie nowej krwi jest niewykluczone. Tak jakby nie było w historii Polski klęsk, a przecież pod tym względem (chyba) przodujemy wśród sąsiadów. To tak jakby się nigdy nie mogło to powtórzyć, jakby trzeba wszystko zaczynać od nowa, nie patrząc na to, co było. A pamiętajmy, że nasze największe zwycięstwo militarne, dodam obronne – pod Warszawą w 1920 r. i największe zwycięstwo pokojowe – Solidarność, mogą się już nigdy nie powtórzyć. Powiem truizm: zwycięża się rzadko i z trudem, a przegrywa się i często, i łatwo. Przecież wiszą nad nami czarne chmury, z których nie wróży nam nic dobrego. Nadciąga era wojen hybrydowych, jeszcze nie do końca zdefiniowanych, których środki rażenia są niewyobrażalne, ale ich przejawy w formie eksperymentalnej dają już znać o sobie. Napomknę tylko zmowy wielkiego kapitału szkodzące wybranym i słabszym czy broń magnetyczna i laserowa. Przecież już teraz (ponoć) są możliwości unieruchomienia komputerów i łączności elektronicznej, co jest w skutkach niewyobrażalne. I właśnie takie czarne myśli przychodziły mi do głowy w czasie tych wymienionych rocznic. Więc wydaje się naiwnością, by zrywać dobrosąsiedzkie stosunki i szukać z premedytacja wroga. Nie stawiajmy na powtórki z historii, bo to kierunek na kolejną klęskę, jeśli tylko stracimy sojuszników i to ze wszystkich stron. Po co tak piszę?

  Miałem okazję brać udział w Biłgoraju w kilku uroczystościach wymienionych wyżej i mogłem się przekonać naocznie, jak małe jest zainteresowanie społeczne tymi wydarzeniami i jak rozległe są różnice między wygłaszanymi deklaracjami w przemówieniach, a otaczającą rzeczywistością. Zainteresowanych była tylko garstka. Nasuwa mi się myśl zwątpienia, czy  rzeczywiście społeczność biłgorajska chce takiego przypominania o tamtych czasach, które przyniosły tyle nieszczęść, mimo doraźnych zwycięstw. Na to wygląda. Ludzie wolą garnąć się do Kościoła, gdyż tam mają wyciszenie i spokojne myślenie, chyba że jakiś porywczy ksiądz będzie głosił politykę i gloryfikował tych, którzy dążą do nowej sprawiedliwości w imię nadużywanego miłosierdzia i pokory.

Takie przypadki obserwuję i to mnie niepokoi. Bądźmy bardziej powściągliwi i nie mieszajmy w głowach, by szukać ponownie winnych. Spójrzmy na historię i zauważmy, że czasy się zmieniają, a nawet często koło historii się zamyka. I co wtedy?  

.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.