„Pomóżcie biednej wdowie!”

Przedstawiamy oryginalne fragmenty listu, który do NOWej Gazety Biłgorajskiej przysłała mieszkanka naszego powiatu. 

"Droga redakcjo. Mój syn brał ślub, była rodzina z różnych stron i nic nie wskazywało, że to spokój przed burzą. Brat cioteczny mojego syna przyjechał i bez uprzedzenia zaorali całą plantację malin, którą od lat uprawiałam. 36 lat. Całe pole na przeciwko domu, po drugiej stronie drogi. 14 lat temu po śmierci mojego męża, teściowa, po drugim mężu, zapisała tą działkę córce, która już ponad 20 lat mieszka za granicą i nigdy tego pola nie uprawiała. Teraz załatwiła rentę i zapisała to synowi, który pracuje z żoną za granicą. Nie pisali dzierżawy, nikt mi nie odbierał tego pola. Moja teściowa, z którą mieszkam płaciła podatki. To trwała plantacja, była 17 lat. Dosadzaliśmy nowe sadzonki, żeby odnawiać plantację. Dbałam z synem o plantację. Maliny dostawały wapno, nawozy, ekologiczne opryski, graberowałam, plewiłam, kosiłam. Syn mnie wspierał. Córka z mężem posadzili nowe rzędy, bo pomagali zbierać maliny i robili soki dla całej rodziny. Wszyscy jesteśmy zawiedzeni taką rodziną. Zniszczyli piękną plantację. Kocham pracę w polu. Kiedyś chodziłam do ludzi zbierać, potem sama założyłam plantację. 

Dzwoniłam na policję. Przyjechał patrol, dwóch policjantów, którzy spisali wszystkie fakty tego okropnego zdarzenia. Pytałam teściowej, ale ona nic nie wiedziała, że oni coś mówili na temat tego pola, niszczenia maliny. Poniosłam koszty finansowe i psychiczne. Była rozpacz. Nasiliła się tachykardia. Od wielu lat leczę nadciśnienie, wrzody żołądka, niedowład częściowy lewej ręki po porażeniu nerwów całej ręki. Ale to nie przeszkadzało w wykonywaniu różnych prac. Jestem załamana, tyle pracy włożone w to pole. 

Sytuacja się powtórzyła. Znowu graberował, zacierał ślady, bo wystawały gałązki z liśćmi młodej maliny. Też wezwałam policję. Są sąsiedzi świadkowie. Założyłam sprawę o odszkodowanie za poniesione straty, materialne, psychiczne i zdrowotne."

Jak pisze kobieta, rodzinny konflikt trwał od dawna. "W kwietniu była sprawa w Sądzie Rejonowym w Biłgoraju. Ja byłam pokrzywdzoną, a szwagier teściowej i siostra byli jako oskarżeni. Sprawa o wyzwiska, zastraszanie, ubliżanie, rzucanie zgniłymi jabłkami, kopanie młodych piesków. Sąd uznał, że skoro nie padło stwierdzenie "zabiję cię", to sprawa jest zakończona. Dostali upomnienie."

Teraz zdesperowana kobieta szuka pomocy tam, gdzie tylko się da. "Jestem porządną kobietą, pisze do gazet o swoim życiu. Mam ukończony kurs niemieckiego, certyfikat "Stop przemocy", szkolenie z finansów i ekonomii. Uprawiam warzywa i pola moich dzieci. Pomagam im w prowadzeniu gospodarstwa. Wszystko potrafię robić sama. Mąż 25 lat był alkoholikiem. Kradł w domu i ludziom. Był karany. Teściowa mnie o wszystko zło oskarżała. Teraz, dzięki mnie od lat żyje, bo ją ratowałam. Jestem wrogiem dla rodziny teściowej. Oni ją odwiedzają, kiedy przychodzi renta. Trzy razy dziennie. Buntują, żeby na mnie źle mówiła. Ale my żyjemy w zgodzie, szanuję moją teściową, jestem katoliczką. Oczerniają mnie przed ludźmi. Mam nadzieję, że ludzie są mądrzy i widzą co się tu dzieje. Proszę napiszcie o mnie artykuł. Może ktoś życzliwy do was zadzwoni i będzie więcej ludzi, którym oni robili krzywdę. Mają oni wielu wrogów ale ludzie boją się zeznawać. Przerwijcie to milczenie, pisząc o tych wydarzeniach ze zniszczeniem malin. Ja się w życiu kieruję prawdą i tak moje dzieci wychowałam. Pomóżcie biednej wdowie! Potrzebuję pomocy mediów i gazet. To ludzie bez serca i godności. Ile tam zemsty i zła. Pomóżcie mi, oni są zagrożeniem dla nas. Wiara czyni cuda."

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.