Zrębki

Pobujajmy się…

Bujać kogoś nie polecam, bo to przeważnie szkodzi dobrym relacjom, np. między bliskimi, ale rozkoszne pobujanie się w wyobraźni przy letnich obłokach to może już być dobry wakacyjny relaks. Dotyczy to szczególnie ludzi pracujących zawodowo, dla których urlop powinien być przeznaczony na ładowanie akumulatorów swego organizmu, choć i seniorzy też mogą przeżyć coś pożytecznego. Ale urlopują przeważnie ludzie w sile wieku i na urlopie relaksu specjalnie szukają i nawet gotowi są słono za niego zapłacić. Takie możliwości zbliżają się, wszak sezon urlopowy tuż, tuż, a i pogodne obłoki na nieboskłonie pojawiają się coraz częściej. Również ciekawych tematów do „trawienia” przybywa z każdym dniem. Zamiast więc stresować się i włączać się fizycznie i intelektualnie do realnej rzeczywistości, można od niej odpłynąć i tak sobie nieodpowiedzialnie pobujać w obłokach, czyli inaczej – pofantazjować bez ograniczeń, słowem, beztrosko pooddychać i cieszyć się wolnością. Podobnie zachęcała do takiego odpoczynku za moich młodych lat Maryla Rodowicz w swoim wakacyjnych przebojach „Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet…” lub „A tymczasem leżę pod gruszą na dowolnie wybranym boku i mam to, co na świecie najświętsze święty spokój…” Toż to może być i teraz odpowiedni sposób na leniwe rozmarzenie się o czymś, co jest nieosiągalne, choćby z powodu ograniczonej „kasy”, a to u większości jest częste. To okazja, aby popuścić sobie wodze fantazji i śnić na jawie, albo marzyć o niebieskich migdałach, których smak pozostaje dalej do zbadania. Ale zapytajmy, czy to zdrowy sposób na zdrowie?

  O tym można podyskutować, ale jednemu nie da się zaprzeczyć; taki relaks z beztroską zadumą i miłym rozmyślaniem jest odprężający, co dla przemęczonej i znerwicowanej głowy i serca ma pierwszorzędne znaczenie. Sam kiedyś najpierw o tym marzyłem, a później praktykowałem. I pamiętam, że zawsze po takiej „terapii” szybko odzyskiwałem świeżość i pogodę ducha. A reszta?

 Reszta organizmu też na tym korzystała, bo szybciej przychodziła ochota, aby pobiegać i poćwiczyć, np. grę w piłkę. O rowerach nie wspomnę, bo w tych latach relaksowa jazda na rowerach była niepopularna, a ponadto taki ówczesny typowy samochodzik, jak fiat 126 nie miał możliwości przewożenia rowerów na urlop, a o ścieżkach rowerowych nikt nie słyszał.

Spróbuję podywagować o bujaniu w obłokach na konkretnych przykładach mogących niektórych zadowolić i dać urlopowiczom satysfakcję. Zrobię to z własnego punktu widzenia, co może nie wszystkim odpowiada, dla mnie bowiem jest to w pewnym sensie czas przeszły, jako że ja już 6 lat cieszę się emeryturą i w zasadzie nie mam po czym odpoczywać, gdyż moje codzienne zajęcia same w sobie przynoszą mi potrzebne spełnienie i zadowolenie, a to nie wymaga jakiejś specjalnej regeneracji sił, bo ich w nadmiarze nie zużywam. Więc pofolgujmy wyobraźni…

Weźmy pod uwagę sprawność i warunki fizyczne w sporcie. Tylko pozazdrościć, np. siatkarzom czy koszykarzom, którzy przy wzroście 210 cm szaleją na boisku, jakby mieli 180. Jakież to dla ludzi niskiego wzrostu jest imponujące i zarazem jakiż to powstaje kompleks niższości i niedowartościowanie, a o takim można sobie tylko pomarzyć, np. podczas bujania w obłokach i szukać tam siebie, śniąc o czymś takim. Takie rozmyślanie nic nie kosztuje, a nawet przeciwnie daje to chwilowe złudzenie, że jest się również herosem sportu. A inny przykład ze świata filmu i estrady, gdzie występują artyści o wyjątkowej urodzie i wyjątkowym powodzeniu. Wydaje się nam, zwykłym zjadaczom chleba, że cały świat leży u ich stóp, że takie gwiazdy wszystko mają w zasięgu ręki. Jakież to szczęście być takim… I pytanie do siebie, czy nas kiedyś takie zaszczyty spotkają? Oczywiście, że nie, ale pomarzyć i pobujać siebie i sobie można, i tym samym dać sobie urojoną nadzieję na iluzoryczny sukces, a takie rozważanie staje się i przyjemne, i relaksowe. W rzeczywistości ci bogowie sportu i filmu nie są tacy szczęśliwi w życiu, mają swoje problemy, tak samo chorują, tak samo przeżywają i nie żyją wcale dłużej, a nawet krócej, bo dają się ponosić częstym, szkodliwym uciechom i stresom.

Bujać można też inaczej, np. mówić celowo nieprawdę, kogoś oszukiwać albo celowo wprowadzać w błąd. I być może są tacy, którym takie bujanie też sprawia radochę, jak to powiedzieliby młodzi. Ale nie o takie bujanie chodzi mi w tym felietonie. Moje bujanie nie może nikomu szkodzić, może tylko mi pomóc, a jak mnie to pośrednio i najbliższym, najczęściej rodzinie albo sympatiom. Tego nie unikajmy i tego się nie krępujmy, bo to najtańszy środek na lepsze życie i każdy ma do niego dostęp – bez recepty. 

Biłgorajczyk, naj-lawok@wp.pl. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.