Jarosław Piskorski

Pamiętnik „Groma”

"Grom" to kapral Kazimierz Pacyk – komendant placówki VII AK w rejonie Biłgoraj w latach 1939-1944.

Dzięki pani mgr Marii Działo otrzymałem 15. „Zeszyt Osuchowski” całkowicie poświęcony działalności Kazimierza Pacyka „Groma”. Z tej bardzo ciekawej lektury wyłowiłem fragmenty obrazujące tragiczne losy rodziny Pacyków opisane przez Kazimierza – jedynego z 4 synów ocalonego z martyrologii wojennej na terenie Biłgoraja i okolic.

Kazimierz Pacyk urodzony 19 stycznia 1918 r. przeżył katorżnicze przesłuchania w biłgorajskim gestapo w początkach 1943 r. Udało mu się uciec z transportu do Zamościa. Miał trzech braci. Jan ps. „Wicher” lat 28 (walczył na Helu). Uciekł z niewoli wraz z kolegą Michałem Kochmańskim. Zamordowany na rotundzie w Zamościu 21 stycznia 1944 r. wraz ze swoim bratem Bronisławem (lat 19) ps. „Student”. Kpr Wincenty Pacyk ps. „Żwawy” lat 23 poległ w bitwie pod Osuchami. Wszyscy pochowani są na cmentarzu komunalnym przy ul. Lubelskiej (w pobliżu kopca z I wojny).

Ojciec Antoni ps. „Młody” lat 53 przeszkolony w Legionach w 1916 r. wraz z 2 synami zginął po ciężkich torturach w rotundzie zamojskiej. Nie wydali nikogo, to była bohaterska śmierć. Działalność rodziny Pacyków to teren Biłgoraja, Gromady, Majdanu Gromadzkiego, Rap i okolic. „Grom” wspomina: „Wieść o moim aresztowaniu i okropnym śledztwie rozeszła się błyskawicznie. BCh-owcy wiedzieli, że uciekłem, że wyciągnęli mnie z kryjówki, że nikogo nie wydałem. Urwała się gestapo – nić. Azylu użyczył mi Adam Jachosz – gajowy z Nadrzecza. Dziwił się, że leczyli mnie po kaźni gestapowców – obcy ludzie”. „Przecież mogli cię wydać – nagroda wysoka – 15 tys. zł”. Gmina Frampol była bazą w miarę pewną. Ludzie dobrzy, mający wiele kryjówek, a Niemcy czuli tam lęk”. „Po zamordowaniu ojca i dwóch braci wraz z 27 współwięźniami rotundy w Zamościu Niemcy obawiali się odwetu partyzantów z wiosną 1944 r. Komendant rejonu Biłgoraj Józef Stegliński „Cord” założył własny oddział partyzancki w lesie między Rapami Biłgorajskimi, a szosą Biłgoraj – Zwierzyniec. W tym miejscu była zmagazynowana broń przywieziona z lasów janowskich (1939 r.) przez ppor. Józefa Witka „Grota” – bardzo dobrze zakonserwowana przechowała się ponad 3 lata. Oddział pod dowództwem „Corda” był sprawny. Działało w nim szereg instruktorów: st. sierż. Eugeniusz Rosłan „Sokół”, podchorążowie „Śniardwy” i „Pazur”, porucznicy „Mały” i „Huk”, kaprale Zygmunt Książek „Kniaź” i Kazimierz Pacyk „Grom” – również drużynowy w szkole podoficerskiej.

Kazimierz Pacyk opisuje bitwę osuchowską: „Był wczesny ranek 24 czerwca 1944 r. – było pochmurnie. Mjr „Kalina” wysłał zwiady, by sprawdzić czy w nocy przez Susiec można przerwać pierścienie i jakie jest podejście. Wysłane zwiady oświadczyły, że pod wsią Osuchy jest najsłabsza obrona niemiecka. Jednak nie dowiedzieli się, że Niemcy wyczuli nasz postój i zbliżają się z dwóch stron. Nasze oddziały okopane na zboczach wzgórza czekają na przyjęcie wroga. Zaczyna w nas walić artyleria z dużą siłą. Nasze oddziały szykują się do odmarszu przez bagnisty bród. Oddział „Corda” wycofał się ostatni. Ubezpieczał kolumnę od tyłu. Komendant „Kalina” dowodził, jeżdżąc koniem, potem oddał go rannym.

Nasz oddział „Corda” wyszedł na lewe skrzydło. Jest ciemno. Obok mnie Jan Baczewski „Głaz” i Zenio Buszkowski „Żółty”, Szczepan Nizio „Seroka” i inni. „Cord” cicho rozkazuje: „naprzód bez krzyku”. Podrywam pluton. W lukę wchodzi oddział „Wira”. Przepłynęliśmy rzekę i biegiem w kierunku wsi. Tam gdzie stał młyn rozgorzała gwałtowna walka. Wołam „Seroka!” – cisza. Ktoś inny mówi: „Nie ma go, odszedł od nas”. Od ucieczki z transportu zawsze byliśmy razem. Teraz nie posłuchał, nie wróci już nigdy. Niedziela 25 czerwca, wychodzą promienie słońca. Spojrzałem na osuchowskie pola. Widzę w zbożu masę błyszczących hełmów. Idą tam, gdzie my mamy iść. Krzyczę: „Chłopcy biegiem za mną!” – wpadamy do lasu. Mamy duże straty. Por. Zygmunt Szalak, nowy komendant rejonu Biłgoraj, podaje swój pierwszy i ostatni rozkaz: „Wszystkich żyjących podoficerów awansuję o jeden stopień wzwyż. Wszyscy żyjący oficerowie, podoficerowie i szeregowi żołnierze Armii Krajowej obowiązani są utrzymać dyscyplinę, organizować sabotaż, jeżeli zajdzie potrzeba. Walczyć, aż do przyjścia wojsk radzieckich”.

A więc nasz oddział partyzancki, nasza chluba, nasz zaszczyt – przestał istnieć. Spadła żałoba na nas wszystkich podkomendnych „Corda”. Zostaliśmy bez broni”.

Kończy swoją opowieść komendant placówki VII AK w Biłgoraju – Kazimierz Pacyk „Grom”.

 

Kazimierz Szubiak

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.