Odkrywamy białą plamę historii

W artykule opisaliśmy mało znaną historię tak zwanego pomnika aliantów, który znajduje się pomiędzy Biszczą a Księżpolem. Prosiliśmy naszych czytelników, aby ci, którzy cokolwiek wiedzą lub pamiętają, podzielili się z nami swoimi wspomnieniami. 
Odzew czytelników przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Kilka osób wypowiedziało się na forum, przytaczając wspomnienia swoich bliskich. Były także listy elektroniczne i telefony.
– Są to prawdopodobnie jeńcy francuscy, ale to jest kwestia sporna i dlatego użyto określenia żołnierzy alianckich. Ponadto z relacji mojego taty to wiem, że w czasie okupacji hitlerowskiej przez teren Tarnogrodu była prowadzona kolumna jeńców francuskich w kierunku Biłgoraja. Dodam, że jeden z jeńców wyskoczył z kolumny w celu wyrwania, prawdopodobnie brukwi na polu pana Marcina Konopki, gdzie został zastrzelony przez żołnierza niemieckiego i prawdopodobnie jest tam nadal pochowany. Do pomnika w Kamionce można dojechać drogą polną od strony Płus – napisał do nas Piotr Magoch.
– Byli to francuscy więźniowie, zbiegli z obozu, głodni i wycieńczeni. Zauważyli miejscowego, poprosili o jedzenie, ten obiecał, że przyniesie, tylko żeby tu czekali. Zamiast tego pobiegł na posterunek UPA w Księżpolu. Wszyscy zginęli w okrążeniu. Po wojnie ciała ekshumowano i przewieziono do Francji – napisał jeden z czytelników. 
Kolejny czytelnik wspomina tak:  – W latach 1968-1972 jako harcerz wraz z grupą ze Szkoły Podstawowej w Płusach chodziliśmy porządkować tę mogiłę. Kiedyś był tam krzyż brzozowy, mogiła ogrodzona była płotem brzozowym i co jakiś czas było to wymieniane. Z czasem to miejsce zaczęło zarastać krzewami i drzewami, a jak pamiętam mogiła była jakieś 4-5 metrów od drzew. Jak pisze dalej, komendanta policji ukraińskiej z tamtego okresu rozpoznano w ZSRR i deportowano do Polski. – Nie pamiętam, w którym to było roku, przywieziono go do Księżpola na wizję lokalną. Słyszałem od starszych osób, które tam był , że ówczesny komendant Żur pamiętał prawie dokładnie, gdzie zostali zastrzeleni alianci. Podobno osoba, która zdradziła tych ludzi, obawiała się wyjawienia przez Żura, kto to doniósł. Dokumenty z tego procesu mogą być w Lublinie, ale należy szukać historyków, którzy się w takich sprawach specjalizują. A najlepiej zwrócić się do redaktora Sikorskiego, on kiedyś był w Szarajówce, może się tą sprawą zainteresuje – dodaje.
Mieszkańcy dzwonili także do biblioteki w Biszczy, która zbiera informacje na temat pomnika poległych żołnierzy. – Było kilka telefonów w tej sprawie, dzwonili mieszkańcy Księżpola i Bukowiny, jeden pan nawet przyszedł osobiście, aby podzielić się z nami wspomnieniami. Jednak relacje świadków są bardzo różne i w kilku punktach fakty nie zgadzają się – opowiada Ewa Szabat z Gminnej Biblioteki Publicznej w Biszczy. Bibliotekarka zastanawia się, skąd wzięło się przekonanie, że byli to żołnierze francuscy. Wątpliwości co do narodowości poległych spowodowały, że napis na pomniku mówi o żołnierzach alianckich. Pada też pytanie, czy było to pięciu żołnierzy czy czterech. Przewija się także nazwisko Michała Żura, który po wojnie zbiegł z Polski, był deportowany i sądzony. Miał on dokładnie relacjonować przebieg mordu żołnierzy. W telewizji był nawet program o jego procesie. – Warto byłoby dotrzeć do materiałów z jego procesu. Być może dokumenty z jego zeznań znajdują się w IPN-ie, prokuraturze czy innych archiwach. Zebranie tych materiałów źródłowych wymaga jednak dużo czasu i uwagi. Najlepiej, gdyby tematem tym zainteresował się regionalista lub miłośnik historii. Warto to spisać i zachować dla kolejnych pokoleń, bo być może ktoś w przyszłości będzie szukać informacji na ten temat – dodaje pani Ewa.
Być może ta historia stanie się inspiracją dla kolejnych poszukiwaczy faktów i odkrywców białych plam. Chociaż historia naszego regionu w czasach drugiej wojny światowej była burzliwa i tragiczna, a żyjący świadkowie do tej pory boleśnie ją przeżywają, warto zachować te ocalałe jeszcze wspomnienia dla potomnych.  

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.