- Reklama -

Niedoszły skok na Giewont

Chodzi tu o moje nieudane próby tzw. skoku na Giewont, na szczyt góry, o której to górze ostatnio mówi się ze smutkiem i respektem. Przecież na nim rozegrała się tragedia i zginęła tam 22 sierpnia 2019 r. nasza biłgorajanka, łącznie 4 osoby, a jej towarzysz został ciężko ranny. To daje mi teraz do myślenia, jak trzeba być w życiu rozważnym, szczególnie w górach, a jeśli już nie, to ile trzeba mieć szczęścia lub być w przysłowiowym czepku urodzonym, by marnie nie zginąć. Np. idąc na szczyt góry, mimo ostrzeżeń i przeciwwskazań.

Góry urzekają pięknem, wszyscy to wiemy, ale też grożą niebezpiecznymi zjawiskami tak, jak ostatnio – nagła burza, nawałnica i śmiercionośne pioruny. Przy tym zastanawiam się sam nad sobą, czy w moim przypadku, kiedy dwa razy podchodziłem pod Giewont, nie zdobywając go, było to pierwsze – rozsądek, czy to drugie – opatrzność, bo zdobycie Giewontu było kiedyś moim marzeniem i to przez szereg lat, a jak była już okazja sprawdzić się, to zawodziłem siebie i swoją towarzyszkę. Było mi przykro, bo pozostawałem pod szczytem, a nie na nim, choć trasa zachęcała, by iść dalej. Jakbym nie wierzył do końca w swoje możliwości ani w czuwającą opatrzność. A może ta opatrzność ostrzegała; jest upał, źle się czujesz, masz samoistne nadciśnienie – zatrzymaj się, nie idź dalej, zawróć… Tak było kiedy szedłem na Giewont Doliną Strążyską i drugi raz, kiedy szedłem przez Halę Kondratową, dochodząc tylko do Schroniska PTTK. Niektórzy znajomi nawet kpili wtedy ze mnie z tego powodu. Mówiąc gwarowo, żem panikarz, żem hipochondryk, żem łamaga, a to można zastąpić innym słowem – że ze mnie to taki typowy nizinny ceper, jak to godają górale, poniżając w ten sposób tych, co nie wiedzą, jak się poprawnie zachować na szlakach górskich. A ja się z tego cieszę, bo żyję, mimo że Giewontu nie zaliczyłem.

Ta moja ostrożność dała znać o sobie jeszcze w innych miejscach. W Izraelu pod Masadą nad Morzem Martwym nie odważyłem się wyjechać kolejką na szczyt o wysokości tylko ok. 410 m nad poziomem Morza Martwego, gdyż lejący się żar z nieba odebrał mi siły, powodując już na dole zawroty głowy spowodowane upałem. Podobnie było w Kaukazie nad jeziorem Sewan na wysokości prawie 1900 m, skąd była wyprawa na pobliskie szczyty. Wtedy to zawróciłem samotnie z powodu nadmiernego ciepła. Również na Gran Canarii (Wyspy Kanaryjskie) byłem pod najwyższym szczytem hiszpańskim Teide 3718 m n.p.m. Podszedłem tylko pod kolejkę na wysokości ok. 2350 m i zawróciłem, obawiając się, że przeszarżuję i nie podołam trudom. Wszędzie wycofywałem się zawczasu, będąc nawet pod szczytami, nie idąc wyżej, gdzie szli pozostali uczestnicy wędrówki.

Są tacy, którzy mówią, że co ma być to będzie, a więc człowiekowi jakby już docześnie zagwarantowano rozwiązanie i to bez potrzeby korzystania z rozsądku, jakby zbędnego. Mnie to mierzi. Ja ubolewam nad takim podejściem do życia. Takie rozumowanie zaprzecza, według mnie, logice i przesłaniu, jakie człowiek otrzymał od Stwórcy, będąc stworzony na Jego podobiznę, a więc również z malusieńką cząsteczką jego mądrości nad mądrości. A jeśli tak – to korzystajmy praktycznie na co dzień ze swej mądrości otrzymanej od Boga. Nie bądźmy obojętni na to, co wokół nas się dzieje, a bądźmy nawet czujni na otaczające nas zagrożenia. To jest potrzebne również w sporcie wyczynowym, szczególnie w grach zespołowych, gdzie zdolność przewidywania czyni sportowca wielkiej klasy. Inni mówią o wrodzonym instynkcie, jeśli da się coś przewidzieć lub czemuś zapobiec. A to, moim zdaniem, normalna ludzka mądrość – minimalizować zagrożenia. Tego nie mieli uczestnicy wyprawy na Giewont we wspomnianym tragicznym dniu. Tam szli jak w amoku, bez potrzebnej, a nawet koniecznej rozwagi, rodzice z małymi dziećmi, z których dwójka już nie wróciła. Siły przyrody są bezwzględne, ich nikt i nic nie powstrzyma. To truizm, o czym zapewne wiedzieli uczestnicy wyprawy, a jednak ich rozum nie zadziałał i dał się ponieść chęci zdobycia szczytu, jakby nie można było zmienić decyzji, kiedy na horyzoncie pojawiły się groźne chmury i komunikaty w eterze, że w sąsiedniej Słowacji żywioł ten sieje grozę i spustoszenie. Być może trzeba było zamknąć szlak do góry, kiedy zbliżało się nieszczęście, a to już należało do ludzi z kierownictwa Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Mnie również nasuwają się pomysły, by znajdujący się na szczycie słynny metalowy krzyż wyposażyć w bardziej skuteczne instalacje odgromowe, które już są dostępne w technice. Ta refleksja rodzi się teraz, po tragedii, kiedy to ukazały się opinie fachowców, że takich skutecznych i nowoczesnych zabezpieczeń tam nie było. To już gdybanie po szkodzie, ale taki jest przeciętny Polak, że mądrzeje dopiero po szkodzie, choć nie zawsze, czasami i to nie pomaga, a to już poniża nas. Mnie to nie dotyczy… gdyż do tej pory wyciągam wnioski na czas.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.