Noclegi – Bździuch

Nie dało się go nie lubić

 

Na uroczystość pogrzebową ks. kan. Zenona Nowickiego przybyła rodzina z Wrocławia, Oleśnicy, a także kapłani, przyjaciele, delegacje parafii, w których pracował ks. Zenon, m.in. w Teratynie z proboszczem ks. Stanisławem Błaszczukiem, w Aleksandrowie, i przedstawiciele wspólnoty św. Marii Magdaleny w Biłgoraju.

Kustosz sanktuarium ks. kan. Witold Batycki powitał wszystkich zgromadzonych na czele z ks. biskupem Marianem Rojkiem, ks. biskupem Janem Śrutwą i ks. kan. Michałem Maciołkiem, kanclerzem Kurii Diecezjalnej w Zamościu. – Ostatnie lata pobytu ks. Zenona w naszej parafii były naznaczone krzyżem i cierpieniem. Pojawiał się w Wielki Czwartek, by wspólnie z kapłanami tutaj modlić się. To swoje cierpienie znosił z wielką pokorą – wspominał ks. kan. Witold Batycki, dodając że miejsce spoczynku doczesnych szczątków kapłana będzie na parafialnym cmentarzu. – Jest to dla nas zobowiązanie, byśmy o nim pamiętali i za niego modlili się – kustosz sanktuarium zachęcał do modlitwy i komunii św. w intencjach zmarłego.

Postać śp. ks. Zenona Nowickiego przybliżył ks. bp Marian Rojek.

Ks. Zenon Nowicki był kanonikiem Kapituły Zamojskiej od 1985 r. Urodził się 6 marca 1928 r. w Hołużnie (parafia Grabowiec). Święcenia kapłańskie otrzymał 21 czerwca 1953 r. w Katedrze Lubelskiej. Jego praca kapłańska przebiegała w następujący sposób. Był duszpasterzem w Piotrawinie od 11 VII 1953 do 4 VIII 1953 r. Potem był okres posługi wikariuszowskiej, najpierw w Rejowcu od 4 IX 1953 do 2 VII 1958 r., potem w parafii Wilkówod 2 VII 1958 do 20 VI 1962 r., w parafii Łopiennik od 20 VI 1962 do 19 VIII 1963 r., w parafii pw. św. Mikołaja w Hrubieszowie od 19 VIII 1963 do 1 VII 1964 r. Ostatnia wikariuszowska parafia to Mełgiew, gdzie posługiwał od 1 VII 1964 do 22 III 1968 r.

Proboszczem był w Teratynie od 22 III 1968 do 25 IX 1976 r., Siedliszczu od 25 IX 1976 do 14 XI 1980 r., Krężnicy Jarej od 14 XI 1980 do 17 XI 1984 r., Aleksandrowie od 17 XI 1984 do 21 VIII 1993 r. i Kalinówce od 30 IX 1993 do 6 XI 1996 r.

Od 6 listopada 1996 r. posługiwał swoją modlitwą, krzyżem, cierpieniem i w miarę możliwości także dyspozycyjnością posługi kapłańskiej jako emeryt – wspominał ks. bp Marian Rojek.

W kazaniu ks. Krzysztof Portka, dyrektor Domu Księży Seniorów, mówił, że śmierć podobna jest do drugich narodzin, narodzin prowadzących do nowego życia. – Całe życie ks. Zenona, wszystko to, co w tym życiu się wydarzyło, wszystkie spotkania i decyzje, wszystkie lęki i uśmiechy, chwile szczęścia, chwile zwątpienia, wszystko, co się wydarzyło, pozwoliło mu powiedzieć w ostatniej chwili jego ziemskiej wędrówki: Jezu, ufam Tobie – mówił ks. Krzysztof Portka. – W ostatnim etapie jego życia tu na ziemi doświadczył bardzo wiele cierpienia – przybicia do łóżka szpitalnego. Można powiedzieć, że całe swoje życie dojrzewał do Jezusa ukrzyżowanego, ale i zmartwychwstałego, i by być gotowym na przejście do Domu Ojca. Śmierć to drugie narodziny – przypominał zgromadzonym w świątyni ks. Krzysztof.

Życie i wiara ks. Zenona dojrzała i zahartowana ufnością i zawierzeniem, uszlachetniona cierpieniem staje się dla nas dzisiaj świadectwem, staje się dziękczynieniem i sprawia, że podczas tej Eucharystii, tej Najświętszej Ofiary pragniemy modlić się o łaskę zamieszkania w Domu Ojca Niebieskiego dla niego, tak jak on się modlił dla innych o to niebo – mówił kapłan.

Księże Zenonie, nie było mi dane poznać ciebie bliżej, czego ogromnie żałuję. Poznałem cię, kiedy byłeś przykuty już do łoża szpitalnego, kiedy byłeś, jak zwykłeś mówić, skazany na innych i choć trudno było nawiązać rozmowę, to z twoich oczu uderzała wielka pogoda, pogoda spotkania – wspominał ks. Krzysztof i przywołał jedno spotkanie, gdy chory kapłan powiedział: Jesteście wspaniali. Na pytanie: kto? odpowiedział: Wy. Wy wszyscy, Ewa, Stasia, wy.

Byłem zaskoczony, a jednocześnie uradowany wewnętrznie taką krótką nauką postawy wdzięczności za życzliwe słowo, krótkie, ale treściwe. Takiego cię zapamiętamy jako człowieka szlachetnego, pełnego ciepła, życzliwości. Zapamiętam cię jako człowieka, który kochał Kościół, jako dobrego kapłana, pasterza – ks. Krzysztof przywoływał zmarłego kapłana.

Podczas uroczystości głos zabrał pochodzący z parafii Teratyn ks. Jarosław Nowak. – Ks. Zenon Nowicki to był niezwykły człowiek pod każdym względem. Jego stosunek do ludzi pełen ciepła, zrozumienia szacunku. Budził takie same reakcje wobec niego. Po prostu nie dało się go nie lubić. On znał swoje owce po imieniu – wspominał ks. Jarosław Nowak, dodając, że dla każdego miał czas. Gdy nauczał, zawsze czynił to z głęboką znajomością spraw społecznych, parafii, ludzi. Robił to w taki sposób, by nikogo nie urazić. Miał w sobie głębokie umiłowanie Liturgii, o którą bardzo dbał i sprawował ją z pietyzmem, z miłością, przy tym pięknie śpiewając, ucząc nas nowych rzeczy w okresie reformy posoborowej. – Do dzieci, które uczył religii, a było tych punktów w parafii bardzo wiele, zwłaszcza w domach prywatnych, często zwracał się słowami: moje ukochane wróbelki, a wszyscy garnęli się do niego jak do kogoś bardzo bliskiego, starzy, młodzi. Był to człowiek niepowtarzalny w każdym calu – podkreślał ks. Nowak. – Dziś dziękujemy Bogu, że postawił go na drogach naszego życia – mówił.

Ks. Edward Borsuk z Lublina, przyjaciel śp. ks. Zenona, wspominał, że poznał go, gdy jako wikariusz pracował w Teratynie. Ta znajomość zaowocowała wielką przyjaźnią do końca życia. Po przejściu na emeryturę przez 11 lat ks. Zenon pomagał ks. Edwardowi w parafii pw. św. Marcina w Lublinie. – Rozumieliśmy się, wiedzieliśmy kim jesteśmy i komu służymy – podkreślał ks. Edward. – Pracował bardzo gorliwie. To wypływało z jego osobowości, oddany sprawie bez reszty – mówił. – Ks. Zenon służył, mówił kazania, odprawiał Msze św., spowiadał, prowadził pogrzeby, był zaangażowany duszpastersko. Za co mu dzisiaj dziękuję – wyrażał swoją wdzięczność przyjaciel. – Dziękują ci, księże Zenonie, wszyscy parafianie zemborzyccy – dodał ks. Edward Borsuk.

Wierzymy, że pozostajesz nadal w kontakcie z nami, a my z tobą poprzez wiarę, poprzez modlitwę – mówił kolega z roku święceń ks. Józef Zbiciak, wspominając czas, gdy w 1953 r. w Katedrze Lubelskiej rocznik liczący wówczas 29 osób, w tym siedmiu kolegów z seminarium lwowskiego, otrzymało święcenia kapłańskie z rak bpa Piotra Kałwy.– W ostatnich kilku latach Pan dał ci szczególny udział w tajemnicy krzyża. Odchodzisz od nas kolegów jako dwudziesty z kolei. Składamy dziś dzięki Bogu za twoją kapłańską służbę, za jej owoce duszpasterskie i prosimy, aby wieczną Jego nagrodą dla ciebie było pełne z nim zjednoczenie w społeczności zbawionych – mówił ks. Józef, żegnając kolegę kursowego.

Na zakończenie Mszy św. ks. Krzysztof Portka dziękował wszystkim za wszystko. Po Eucharystii ciało zmarłego kapłana zostało złożone w grobie na cmentarzu parafialnym parafii pw. św. Marii Magdaleny w Biłgoraju.

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.