Automax

Nadchodzą wyborcze obawy i nadzieje

Na pewno dla jednych nadchodzące wybory będą nadzieją na sukces, ale dla innych będą obawą o przegranie. Obydwie opcje będą aktualne, chyba że wynik ich będzie remisowy i po części zadowoli obie strony, a w konsekwencji będzie zachowany status quo. Podywagujmy, najpierw trochę górnolotnie a potem przyziemnie, po biłgorajsku, a nawet tak, jak na gminnym podwórku. Zacznijmy tak; przegrać może obecny burmistrz Biłgoraja, ale póki co rośnie już do roli matuzalema biłgorajskiego samorządu. On może ustalić biłgorajski rekord, może „rządzić” Biłgorajem już piątą kadencję. Chyba że przegra, tylko z kim? Na razie godnych rywali brak, a jeśli są, to jeszcze nie ujawnili się na dzień pisania felietonu (6 września), a zdarzające się pomówienia, mające mu zaszkodzić, ośmieszyły się swoją złośliwością i bezzasadnością. Przegrać może też starosta ze swoim ugrupowaniem. Tu – widać to wyraźnie – ostrzy sobie zęby PiS, ale czy PiS znajdzie aż tak duże poparcie w gminach, w których rolnicy mają uzasadnione powody do narzekań na obecną władzę za opuszczenie ich w bardzo trudnej sytuacji spowodowanej – oprócz suszy – także beztroską i opieszałością, i to mimo iluzorycznych deklaracji. Batalia zapewne odbędzie się w wyścigu o miejsce w sejmiku i w poszczególnych gminach o fotele wójtów. Tu młodym, według mnie, będzie łatwiej o zwycięstwo, gdyż ich młodość może przynieść skuteczniejszą troskę o opłacalność w rolnictwie, czego nie można powiedzieć o ich skuteczności w staraniach o pomoc unijną. A tu rozpiętość jest ogromna, bo są gminy z 10-milionowym (Biłgoraj, Biszcza) dofinansowaniem i są bez dotacji, np. Obsza, co aż prosi się o dopływ świeżej energii do kierowania taką gminą. Specjalnie nadaję tytułowi taki dywagacyjny sens zbliżającym się wyborom do samorządów, bo to nie będą, według mnie, standartowe wybory ani podobne do poprzednich. One raczej zapowiadają totalną polityczną walkę, bo polityka wkracza, niestety, na coraz niższe szczeble władzy. Np. będą dwie komisje w każdym lokalu wyborczym, jakby z góry zakładano, że gdyby była jedna, to doszłoby do oszustwa na niekorzyść przegranych. Mnie to szczególnie mierzi, bo byłem komisarzem w dwóch pierwszych demokratycznych wyborach, kiedy to była tylko jedna komisja i ona była w stanie dać gwarancje uczciwości i rzetelności wyników wyborów. Po co dwie? Żeby były dwukrotne koszty? Czy chodzi o samo wrażenie? Sadzę, że to członków komisji powinno obrażać. To nie tylko marnotrawstwo wspólnego grosza, ale to również wprowadzanie strachu przed domniemanym oszustem.

Już trwa pełna mobilizacja kandydatów na zapleczach, a czeka ich zwarcie jak gladiatorów w starożytnym Rzymie, z którego wyjdzie tylko jeden zwycięzca – hegemon, a przegrani jakby z tego powodu będą mogli obejść się smakiem. Skłaniają mnie do tego narosłe i nabrzmiałe różnice ocen rzeczywistości przez obecne elity polityczne, w zasadzie między dwoma biegunowo różniącymi się opcjami: PiS i reszta. Również w naszych biłgorajskich stronach. Słowem, uwidoczniły się wręcz wrogie sobie postawy polityczne i jednocześnie prawie sprzeczne dążenia do zmian ustrojowych. Jedni chcą dalej dekomunizować, choć już nie ma co – a drudzy na pierwszym planie mają cele spójności z Unią Europejską. To poważne, a może nawet groźne dla przyszłości. To może położyć się cieniem na dalszej drodze egzystencji państwa, nawet w skali naszego powiatu. Kto dalej będzie w biłgorajskiem rządził, jaka opcja? A może będzie po staremu? Przecież ci „starzy” dużo dobrego już zrobili, a nowi mogą nie podołać problemom, choć mogą, ku zaskoczeniu, dokonać więcej od poprzedników. Te różnice również uwidaczniają się w postawach kandydatów na samorządowców, jakby byli nie z tej samej gliny ulepieni, mówiąc eufemistycznie w stylu epoki gierkowskiej. A przecież łączyć ich powinna wspólna troska o lepszą przyszłość, o lepsze warunki życia każdego z nas. Same dopłaty i programy „plus” kiedyś się skończą i koszty zadłużenia wzrosną. I co wtedy? Jak wtedy zadowalać rządzonych. Ale to na dzień dzisiejszy się nie liczy, to może nawet być potraktowane jako slogan i truizm opozycji. Tego już rządzący nie chcą słuchać. Dominuje chęć przechytrzenia rywala zaskakującymi i bałamutnymi hasłami i to często nie mającego nic wspólnego z rzeczywistością i zdrowym myśleniem. Ale zejdźmy z obłoków i spójrzmy na sytuację w naszych biłgorajskich samorządach i sejmiku. Czy PiS wraz ze swoimi satelitami zagarnie całą władzę i tym samym spełni oczekiwania swej centrali? Trzeba przyznać, że jest to możliwe w naszym regionie, bo już poprzednie wybory potwierdziły duży potencjał PiS-u w gminach wiejskich. A w naszych miastach? Według mnie nie zanosi się tu na sukces PiS-u. Tu więcej jest mieszkańców myślących samodzielnie i nie dających się tak łatwo agitacji cywilnej ani kościelnej, bo takiej można się spodziewać, choć oficjalnie Kościół prawdopodobnie ogłosi neutralność. I oby tak było w praktyce. Zauważmy, że zniknęły z pola widzenia nazwy partii z przymiotnikiem „chrześcijański”, tego wręcz domagał się kiedyś nasz Papież Jan Paweł II. Pamiętajmy, co to miało znaczyć.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.