- Reklama -

Na lewo, a prawo?

 Na początek prosty i niewinny przykład. Na lewo można poprawnie skręcić, jadąc samochodem, ale powiedzonko na lewo może też być wesołym wspomnieniem nawiązującym do tekstu powojennej piosenki o Warszawie: na prawo most, na lewo most, a dołem Wisła płynie… To śpiewali Polacy również w naszym rejonie w ślad za Chórem Czejandy o odbudowującej się stolicy. Pamiętam to jako mały brzdąc, kiedy wtenczas prawie wszyscy nucili tę piosenkę i tęsknili, aby taki krajobraz z mostami zobaczyć na własne oczy. Mnie było to dane. Ojciec zabierał mnie ze sobą do Warszawy, abym zobaczył te mosty i jakże niewyobrażalne wtedy ruchome schody na Trasie W-Z.

Ale nie o to chodzi w tytule tego felietonu. Wyjaśniam; chodzi tu o lewe interesy, takie poza ewidencją, bez pozwolenia i bez podatków, czyli niezgodnie z prawem, np. praca na lewo, co jest równoznaczne z pracą na czarno kojarzącą czarny kolor z niewolniczą pracą czarnych Afrykaninów w odległej Ameryce. A w Polsce?

Przypomnę – u nas, w dawnym PRL-u zawsze takie lewe interesy miały miejsce, ale z inną konotacją – o dziwo – raczej pozytywną. Tak ja to odbierałem, żyjąc w rodzinie chłopsko-rzemieślniczej. Przyniesiony na bagnetach, jak to mówią niektórzy, nowy ustrój był z zasady przeciwny interesom. On je chciał zniszczyć, dając w zamian namiastkę tzw. socjalistycznej sprawiedliwości: wszystkim po równo, tzn. g****, a od każdego wg jego możliwości. To było hasło, które nigdy nie zostało spełnione, bo nie mogło z uwagi na ludzkie różnorodności. Tamto prawo było nastawione na zlikwidowanie prywatnej własności, a skutkowało odwrotnym nastawieniem do tego prawa. Tym samym przekornie „zmuszało” do lewych interesów. Pamiętam, jak wtedy było: kto tylko mógł, to handlował na lewo i to było w tamtych czasach aprobowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa jako coś normalnego. Było na to ciche społeczne przyzwolenie i nikt, poza władzą, nie traktował takich interesów jako nieuczciwe. Kto miał spryt do handlu lub rzemiosła, to dorabiał się, chyba że dał się „przyłapać”, co kończyło się przysłowiową paką i konfiskatą towaru. Tak było w 1954 r. z moim ojcem. Stracił wiele, ale pozostał prawie cały majątek Majdańskiego Klucza (bez okazałego dworku z sadem), ponieważ zakupił to wcześniej od znanej kiedyś rodziny Szmidtów. Tak było, a jak jest teraz, to wszyscy widzą. Zamiast na lewo mamy do czynienia z „prawymi” przekrętami i lewiznami i to na duża skalę. Wkurza mnie to, że robią to wysokiej rangi cwaniacy, którzy później potrafią tak mataczyć, że sądy nie mogą skutecznie dobrać się im do skóry jako winowajcom. Cwaniacy jakby byli uprzywilejowani w stosunku do innych. Mam na myśli naszych biłgorajskich tytoniarzy, którzy zostali na lodzie, bo nie mogą odzyskać swych należności za sprzedany tytoń. Tylko jest pytanie, czy to była sprzedaż, czy to była forma komisowa, a więc oddanie towaru bez zapłaty na określony czas. Wiem coś o tym, doświadczałem tego w swojej firmie. Teraz tak się powszechnie praktykuje, bo ze zbyciem są problemy, bo podaż jest większa od popytu. Więc sprzedający ryzykują i ustępują w umowach handlowych, wierząc w uczciwość kontrahenta. A z tym różnie bywa. Naszych tytoniarzy spotkało nieszczęście i czeka ich teraz żmudne i drogie procesowanie z firmą Luxor, która popadła w tarapaty, bo jak się okazuje, produkowała papierosy nielegalnie, a więc na lewo. Pozostała tytoniarzom nadzieja, że prawo obroni ich interesy. A to byłoby mniej bolesne, gdyby te transakcje były ubezpieczone. Tak jednak mało kto robi, bo to kosztuje i zmniejsza zysk.

Jednak nie zawsze przymiotnik lewy ma posmak lewizny. Tym dobitnym wyjątkiem jest nasz najlepszy piłkarz – Robert Lewandowski nazwany Lewym dla uproszczenia wymowy nazwiska. Robi on na rynku transferowym zawrotną karierę. Jeden z najbogatszych na świecie klubów piłkarskich Real Madryt zamierza wydać na zakup tego zawodnika kwotę aż 100 mln euro. To wprost niewiarygodne. Byłoby to swoistym rekordem w świecie piłkarskim, a może nawet w świecie sportowym. Tak cennym staje się nasz rodak Lewy, rodem z Warszawy. A przypominam, że niegdyś też mówiono lewy na gracza na boisku, który partaczył i marnował piłki na korzyść przeciwnika. Proszę porównać: ten Lewy i tamten lewy, a jak potężna jest różnica w tych określeniach. Dodam, że na takich transferach robią legalne, a więc prawe interesy wszyscy ci, którzy trudzili się wyuczeniem i wychowaniem tego zawodnika. Np. jeden z jego klubów Znicz Pruszków może otrzymać zgodnie z prawem kwotę rzędu 5 mln zł! A tak na marginesie, naszej Ładzie też coś takiego by się przydało. Więc szkolmy piłkarzy!

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.