- Reklama -

Na drodze można… łowić ryby!

Kilka gospodarstw w miejscowości Paliwchy (gm. Księżpol) jest dosłownie odciętych od świata. Kilka razy do roku drogę dojazdową do ich domów odcina napływająca w starorzecze woda. Po drugiej stronie starego koryta rzeki jest kilka gospodarstw. Co prawda nie mieszka tu zbyt wiele osób, ale i tak codziennie korzystają one z przejazdu. – Jeszcze trochę wody z Tanwi najdzie i po chleb nie będziemy mieli jak dojść. A co dopiero, kiedy będzie musiała przejechać karetka pogotowia albo wóz strażacki? – skarży się mieszkaniec Pawlichów. Dodaje on, że zdarzały się sytuacje, kiedy chorego przenosiło się na plecach przez rozlewisko, gdyż samochód pogotowia nie miał możliwości przejazdu. 

Rozczarowania nie kryją także inni mieszkańcy. – Mamy bardzo zły dojazd do swoich domów. Mało tego, że woda ze starorzecza odcina nas od świata, to jeszcze dojeżdżający do swoich pól rolnicy bardzo niszczą tę gruntową drogę. Za chwilę to będziemy mogli tylko ciągnikami do posesji dojeżdżać, a nie samochodami – dodają.

Wspominają, że kilka razy interweniowali w Urzędzie Gminy, ale na rozwiązanie swoich kłopotów nie mogą liczyć. – Gmina chyba żarty z nas sobie robi. Pamiętają o naszych zmartwieniach tylko póki w urzędzie jesteśmy. My nie mamy zdrowia codziennie chodzić i prosić – mówią z żalem mieszkańcy odciętych gospodarstw. 

Wójt gminy Księżpol sprawę widzi inaczej. Twierdzi, że interwencja ze strony urzędu była.  – Droga została wysypana tłuczniem i wyrównana. Jak jest sygnał, to jedziemy i reagujemy. A woda górą musi przejść – mówi wójt Lech Rębacz i dodaje, że doraźne remonty przejazdu odbywają się kilka razy w roku, gdy zachodzi taka potrzeba. Z drugiej strony słyszy się także głosy mieszkańców, że podsypanie drogi tłuczniem przynosi negatywne rezultaty, gdyż zatamowana woda podtapia piwnice budynków. 

Wójt wylicza, że gminy nie stać na budowę mostu w tym miejscu. Inwestycja taka byłaby ekonomicznie nieuzasadniona, gdyż za starorzeczem mieszka tylko kilka osób. – Dla trzech osób mostu nie zbudujemy. Rozważamy budowę kładki, która umożliwiałaby przejście na drugą stronę – dodaje wójt. Możliwości gminy są ograniczone także ze względu na uregulowania własnościowe gruntów. – Możemy budować, ale na swoim – dodaje. 

Póki co mieszkańcy odciętych przez wodę gospodarstw muszą radzić sobie z przejazdem przez starorzecze. I liczyć, że lata będą suche. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.