Mój antysemityzm

Dojrzałem już do wypowiedzenia się na temat wałkowanego ostatnio w ogólnopolskich mediach tematu Żydów w Polsce i ich zagłady, a szczególnie roli Polaków w tej zagładzie. Piszę bo mam i wspomnienia, i przeżycia, które obrazują poniekąd tę przeszłość.

Chciałem zabrać głos w imieniu biłgorajskiego dzieciaka, które ponoć wyssało antysemityzm z mlekiem matki, jak to wypowiedział się ostatnio minister Izraela I. Katz. Dopowiem; rzeczywiście ssałem mleko matki w obozie koncentracyjnym na Majdanku, ale zmieszane z jej krwią, bo jako kilkunastomiesięczne dzieciątko chciałem wyssać więcej mleka niż organizm matki mógł wydać z siebie, a to z uwagi na oszukiwaną strawę obozową składającą się głównie z wody i rozbełtanej brukwi. Organizm matki uzupełniał więc pokarm dla mnie swą krwią, gdyż w innym przypadku, gdybym jadł tę brukwiową lurę, padłbym ofiarą wszechobecnej tam śmiertelnej biegunki. Tak mi relacjonowała matka po wojnie, dzięki której przeżyłem Majdanek. Jeśli więc już, to mogłem wyssać nienawiść tylko do Niemiec i Niemców, jako sprawców również mojej gehenny, a nie do Żydów, tym bardziej że utkwiło w mojej pamięci opowiadanie moich rodziców o likwidacji dzieci żydowskich na tzw. okopisku w Biłgoraju w czasie wojny, jak zwożono ich tam przepełnionymi drabiniastymi wozami, nie zważając na ich ułożenie, a mimo to dzieci jechały w ciszy, bez krzyku i oporu, jakby wieziono niemych.

Te okrutne obrazy towarzyszą mi do dzisiaj, choć również już w latach powojennych matka demonstrowała mi rzekome narzędzie zbrodni Żydów, tzw. szczotkę. Teraz dygresja. Wykorzystywano ją przy międleniu wysuszonego lnu nad paleniskiem w lesie, które rozpalała w specjalnie wykopanym dole w odległości około 100 m od budynków Koszarnego i Golika, by nad nim ułożyć prymitywny ruszt z zebranych w pobliżu gałęzi i na nim suszyć ten len, wcześniej wymoczony przez około dwa tygodnie w czyściutkiej wtedy Ładzie k. Nizia i Czubka w Rudzie Zagrody. Pamiętam to dokładnie, bo pomagałem mamie przy tym jako kilkuletni chłopczyk, grzejąc się przy tym ogniu i pilnując by nie zapalił się las. A zdarzało się, że się palił i ja go wtedy skutecznie gasiłem, depcząc, skacząc i tłumiąc kijem zarzewia. Ale najważniejszym zadaniem było pilnowanie ogniska, by nie spłonął ten suszony len na ruszcie. Wracając do tematu, pamiętam, że obok międlarki, zwanej w encyklopedii cierlicą, była zamocowana do jakiegoś leśnego pieńka ta „zbrodnicza” szczotka, czyli kawałek deski szerokiej na ok. 30 cm z gęsto nabitymi gwoździami od dołu, by na jej wystających ostrzach „czesać” wymiędlone przędziwo z resztek paździerzy. Zdaniem mamy, Żydzi na swe święta na takiej szczotce „pobierali” krew od malutkich chrześcijan siłą zmuszanych, żeby na tej szczotce usiąść. To robiło na mnie ogromne wrażenie, choć wiedziałem, że mój ojciec traktował takie opowieści z przymrużeniem oczu. Mój ojciec miał zupełnie inne zdanie o Żydach, nawet chwalił ich, że w Biłgoraju mógł im wszystko sprzedać, nawet malutkie ryby kiełbie, kiedy inni nie mogli po sensownej cenie sprzedać znacznie lepszego towaru. Nawet Żydzi lubili za to ojca i nazywali go „ty biłgorajczyk” w znaczeniu bardzo umiejącego się targować. Później też, kiedy studiowałem na Politechnice Śl. pochlebnie wyrażał się o moich kolegach pochodzenia żydowskiego, nawet radził mi, bym się z nimi przyjaźnił, bo uważał, że z nimi dalej zajdę w życiu. I miał rację, jedna przyjaźń zaowocowała biznesem.

Dopowiem także, że o Żydach biłgorajskich w mojej młodości mówiło się bardzo mało, jakby ich w ogóle nie było w Biłgoraju. Odnosiłem nawet wrażenie, że odeszli stąd bez śladu i bez pamięci. Zastanawiały mnie jedynie płyty granitowe wystające tu i ówdzie na placu, gdzie obecnie znajdują się obiekty sportowe LO im. ONZ. Nikt nawet nie napomknął, że są to resztki nagrobków macew po dawnym żydowskim cmentarzu, a przecież w latach 50. świadków holokaustu było w Biłgoraju wielu. Czy to był antysemityzm? Raczej nie. Było to, według mnie, zobojętnienie na to, co zaszło w czasie wojny. Ja też byłem wtedy obojętny, ale z innej przyczyny; nie byłem tego świadomy. Odwrotnie jest teraz. Mam swoje zdanie, szczególnie po przeczytaniu ciekawej książki A. Siwaka „Trwałe ślady”, gdzie w sposób udokumentowany, ale jednostronny są opisane powiązania władzy z diasporą żydowską w Polsce i wynikające stąd uprzedzenia. Uważam, że mogą nawet nasilić się, kiedy Polska będzie spłacać odszkodowania Żydom za utracone mienie w czasie wojny. Przypomniał o tym oficjalnie sekretarz stanu USA M. Pompeo, będący niedawno (12-15.02.) w Polsce, domagając się m.in. od Polski szybszej realizacji zobowiązań wobec Żydów. To temat rzeka, ale czeka…

 

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.