- Reklama -

Mjr rez. Stanisław August Malewicz (1889-1940)

17 września br. minęła kolejna rocznica zdradzieckiej napaści ZSRR na Polskę, dokonanej, jak wiemy, w połowie września 1939 roku. Inwazja ta, wbrew porozumieniom, została przeprowadzona niespodziewanie, tj. w trakcie wojny toczonej przez nas z Niemcami. Stąd też ów dzień stał się nie tylko dla obywateli Rzeczypospolitej symbolem zbrodniczej współpracy pomiędzy Hitlerem a Stalinem przeciw wolnym narodom Europy.

Jednak my będziemy kojarzyć go zawsze z bestialskim mordem popełnionym przez Sowietów na polskich wojskowych, policjantach, lekarzach, inżynierach czy cywilach, począwszy od ich wkroczenia na ziemie polskie, przez rozstrzelanie co najmniej 22 tys. naszych oficerów oraz szeregowych w 1940 w obozach specjalnych, po dalszą eksterminację i rusyfikację narodu od 1944 roku włącznie.

Z tego powodu chciałbym dzisiaj przedstawić losy jednego z dawnych mieszkańców Biłgoraja, który także podzielił ich los, aby w ten sposób upamiętnić wszystkie ofiary totalitaryzmu sowieckiego, a dokładniej członków Biura Politycznego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) Związku Radzieckiego i Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD). Znamy obecnie nawet nazwiska tych wielkich zbrodniarzy, którzy ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność za wydanie decyzji o ich zagładzie (tzw. decyzji katyńskiej) oraz przeprowadzenie tejże akcji. Byli nimi w kolejności: wnioskodawca mordu i wykonawca wcześniejszych zbrodni stalinowskich Ławrientij Beria, sam dyktator sowiecki Józef Stalin, ponadto Wiaczesław Mołotow, Kliment Woroszyłow, Łazar Kaganowicz, Michaił Kalinin, jak również Anastas Mikojan ze słynną “Trojką” NKWD, czyli moskiewskimi aktywistami zbrodniczego aparatu: Leonidem Basztakowem, Bogdanem Kobułowem i Wsiewołodem Mierkułowem.

Właśnie z ich ręki 81 lat temu zginęli najlepsi synowie naszego narodu. Nie tylko znakomicie wykształceni oficerowie polskiej armii, lecz także policjanci, inżynierowie, konstruktorzy, agronomowie, leśnicy, czy pracownicy administracji państwowej, tj. ludzie wychowani patriotycznie, którzy według słów Stalina, “gdziekolwiek by ich rzucono, tam zrobiliby Polskę“. A tej w jego planach miało już nigdy nie być. Na domiar złego zamordowani żołnierze, w większości pochodzący z rezerwy, stanowili według szacunku historyków dokładnie połowę ówczesnego korpusu oficerskiego polskiej armii a ze względu na istniejący w II Rzeczypospolitej cenzus wykształcenia wyższego dla kadry dowódczej, znaczną część niewielkiej liczebnie polskiej inteligencji.

Ławrientij Beria – szef NKWD od 1938 roku

Wśród ofiar zbrodni katyńskiej, obok 20 oficerów WP oraz funkcjonariuszy Policji Państwowej, pochodzących z Biłgoraja i jego okolic, znalazł się również bohater tego artykułu – major rezerwy a z wykształcenia lekarz – Stanisław August Malewicz.

Urodził się 24/25 sierpnia 1889 roku w Biłgoraju. Był synem Wacława Malewicza, rodem z Lublina, który osiadł w mieście nad Ładą dzięki małżeństwu z Apolonią Książek. Jego ojciec, przybywszy tutaj, został wkrótce miejskim rejentem, jednak nie dorobił się nigdy własnej kancelarii. (Akt Wacława Malewicza nie ma bowiem w Archiwum Państwowym w Lublinie, w przeciwieństwie do innych miejscowych notariuszy). Pracował zapewne u ówczesnego prawnika biłgorajskiego – Bolesława Wisłockiego, który sprawował tę funkcję już od 1866 roku. Pan Wacław trudnił się głównie wystawianiem aktów chrztu i małżeństwa dla okolicznej ludności, potajemnie zaś dla prześladowanych przez carat unitów. Oprócz córki Zofii oraz syna Stanisława posiadał jeszcze trójkę dzieci: Jana, Tadeusza i najmłodszego Zbigniewa.

Kiepska sytuacja materialna nie przeszkodziła mu wcale w osiągnięciu pozycji lidera tutejszej endecji, tzn. Narodowej Demokracji, skupiającej głównie przedstawicieli lokalnego ziemiaństwa, kleru czy zamożnego chłopstwa. (Należał do niej później nie tylko sam proboszcz i dziekan biłgorajski ks. Cz. Koziołkiewicz, lecz także lepiej sytuowani mieszczanie, jak np. Stanisław Matraś, Stanisław Szczurkowski oraz Stanisław Kruszyński).

Niestety, ok. 1900 ktoś doniósł na rejenta. Wkrótce dostał on nakaz carski zmuszający go do opuszczenia Biłgoraja wespół z żoną i małymi dziećmi. Niewykluczone, że musiał nawet opuścić teren guberni lubelskiej, albowiem wszyscy razem udali się przez Lublin drogą żelazną do Warszawy. Tam ojciec Stanisława wynajął mieszkanie na Nowym Świecie i zostawiwszy swoją rodzinę z kuzynką do pomocy, udał się na poszukiwanie pracy. Znalazł ją dopiero w Sierpcu u rejenta Wacława Gurbskiego. Dlatego Malewiczowie zamieszkali właśnie w tym mieście. Ponieważ byli ludźmi ambitnymi, dbającymi o wychowanie i wykształcenie swego potomstwa, posyłali wszystkie swoje dzieci do szkoły w Warszawie. Stancję wynajmowali im na ul. Koszykowej u zbankrutowanej hrabiny. Tak rozpoczęła się ich gruntowna edukacja, którą Jan zakończył studiami prawniczymi, Tadeusz ekonomicznymi, a Stanisław medycznymi. Jedynie Zbigniew zadowolił się tylko maturą, ale to właśnie on dzięki pieniądzom ze sprzedaży biłgorajskiego domu dorobił się z czasem majątku ziemskiego zwanego Przeździatką (k. Sokołowa Podlaskiego).

Jak już wspomniałem, Stanisław Malewicz kształcił się w Warszawie, gdzie w 1909 r. ukończył najpierw Praskie Gimnazjum Męskie, a następnie studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego, uwieńczone w 1914 r. upragnionym dyplomem doktora wszech nauk medycznych. Tuż po zakończeniu nauki, wraz z wybuchem I wojny światowej, został powołany do wojska. Skierowano go do Lejb-Gwardyjskiego Pułku Wołyńskiego, wchodzącego w skład 23. Korpusu Armijnego armii carskiej z siedzibą w Warszawie, w randze sztabskapitana-lekarza. Twarda rzeczywistość wojenna szybko potwie­rdziła jego umiejętności i wiedzę medyczną, za co cieszył się uznaniem otoczenia. W obcym wojsku przebywał aż do wybuchu rewolucji październikowej.

 

Dyplom lekarski ppor. rez. Lucjusza Wajszczuka z Siedlec. Tak samo wyglądał dyplom S. A. Malewicza

 

Za służbę w armii rosyjskiej został udekorowany kilkoma medalami, w tym Orderem Św. Stanisława, Orderem Św. Anny oraz Orderem Św. Włodzimierza. W 1917 roku wrócił do cywila. Nie wytrzymał jednak długo bez munduru. Wkrótce bowiem jako kapitan-lekarz wstąpił do odrodzonego wraz z naszym państwem Wojska Polskiego. Uczestniczył w obronie Lwowa, a także służył w pociągu sanitarnym podczas wojny z bolszewikami. Uhonorowany za to odznaczeniami, został już w 1923 roku zdemobilizowany. Osiadł wówczas na stałe w Sierpcu, gdzie objął stanowisko ordynatora w miejscowym szpitalu powiatowym. Oprócz praktyki prywatnej trudnił się dodatkowo opieką medyczną w tutejszym więzieniu.

- Reklama -

Właśnie tu poznał Wandę Łazarowiczównę, studentkę historii z Warszawy, będącą w czasie wojny polsko-radzieckiej sanitariuszką na Dworcu Gdańskim, a później w szpitalu w Modlinie. Ożenił się z nią 27 września 1924 roku. Stopniowo rodzina Malewiczów w Sierpcu się powiększała. Najpierw przyszła na świat ich córka Zofia Teresa (26 stycznia 1926), a po niej kolejno synowie: Jerzy Karol (4 października 1928) oraz Krzysztof Jan (12 lipca 1931). Dopiero w 1935 roku doktor Malewicz dorobił się własnego domu.

W międzyczasie bardzo aktywnie uczestniczył w życiu społecznym swego drugiego miasta. Był zarówno działaczem Stronnictwa Ludowego, jaki i miejscowym radnym oraz komendantem Ochotniczej Straży Pożarnej. Około 1939 roku spłacił wszystkie swoje zobowiązania kredytowe związane z budową kamienicy. (Co ciekawe, jego dom po wejściu hitlerowców został zajęty najpierw przez policję niemiecką, następnie przez NKWD, a po wojnie przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Obecnie zaś w tym budynku mieści się także Komenda Powiatowa Policji).

 

Tzw. Decyzja Katyńska strona 1

 

W końcu sierpnia 1939 r. kpt. Stanisław Malewicz, jako oficer rezerwy, został powołany do WP i awansowany do stopnia majora. Mianowano go komendantem szpitala polowego w Równem na Wołyniu, choć zgodnie z miejscem zamieszkania przynależał do 1. Szpitala Okręgowego w Warszawie. W trakcie agresji sowieckiej, pomimo świadomości utraty życia oraz zachęty do ucieczki, nie skorzystał z tej możliwości. Honor i poczucie odpowiedzialności nie pozwalały mu bowiem pozostawić rannych bez opieki. Po wkrocze­niu czerwonoarmistów do Równego został oczywiście internowany i uwięziony, najpierw w Szepie­towie, a następnie w obozie w Starobie­lsku. W drodze do niego, z braku papieru napisał na banknocie dwuzłotowym kilka słów do rodziny, informując ją o swojej aktualnej sytuacji.

Ponieważ nie wiedział, gdzie przebywają jego najbliżsi, umieścił na nim adres swojego teścia, mieszkającego w Warszawie. W tym czasie jego rodzice razem z żoną Wandą oraz ich małymi dziećmi opuścili Sierpc i udali się najpierw do domu Łazarowiczów, a następnie do majątku Zbigniewa Malewicza w Przeździatce. Ta osobliwa koresponde­ncja z datą 2 października 1939 r., przekazywana z rąk do rąk, dotarła w końcu do adresata. Zostały w niej podane również nazwiska kilku innych osób, dzielących ten sam, co doktor, los. Ze Starobie­lska mjr Stanisław Malewicz wysłał na adres domowy jeszcze dwie inne karty (z datą 29 września 1939 i 10 stycznia 1940 r.), które również dotarły do rodziny.

Niestety, machina zbrodni ruszyła dwa miesiące później (tj. 5 marca 1940 r.). Na skutek wniosku Berii, wysłanego w tajemnicy do Stalina, domagającego się śmierci dla naszych oficerów i cywilów, “jako ludzi nierokujących nadziei poprawy i zaciętych wrogów władzy radzieckiej”, rozpoczęto przygotowania do masowych egzekucji. Jeńców ze Starobielska zaczęto wywozić dokładnie miesiąc później, a więc 5 kwietnia 1940 r. Konwoje śmierci trwały nieustannie ponad 30 dni. (Ostatni odbył się 12 maja tego roku). Oprócz wytypowanych 78 osób, wszystkich pozostałych 3661 więźniów przewieziono z obozu pociągiem do Charkowa. Tam ze stacji kolejowej odbierały ich już podstawione ciężarówki, które dowoziły naszych bezbronnych rodaków do siedziby ukraińskiego NKWD na Placu Dzierżyńskiego.

 

Tablica poświęcona dr Stanisławowi Malewiczowi – Sierpc 2010

 

Po szczegółowej identyfikacji osób najpierw wiązano skazańcom ręce z tyłu, po czym wprowadzano ich do sali, w której pod kierownictwem naczelnika charkowskiego NKWD mjr. Safonowa, jego zastępcy kpt. Tichonowa oraz komendanta więzienia st. lejtn. Kuprina pozbawiano wszystkich życia strzałem w kark. Miało to zapobiegać zbyt dużemu krwotokowi podczas niekończących się egzekucji. Następnie ciała zamordowanych, z zawiązanymi na głowie płaszczami, wywożono pod osłoną nocy i grzebano w zbiorowych mogiłach w Piatichatkach pod Charkowem. Oprócz doktora Malewicza pochowano tam, obok innych oficerów, także kilku generałów, m.in. Leona Billewicza, Stanisława Hallera, Aleksandra Kowalewskiego, Kazimierza Orlik-Łukoskiego, Konstantego Plisowskiego, Franciszka Sikorskiego, Leonarda Skierskiego oraz Piotra Skuratowicza.

Żona doktora, mimo braku dalszych wiadomości, miała ciągle nadzieję, że on żyje. Straszna prawda wyszła jednak na jaw po dwóch latach dzięki Niemcom, którzy ujawnili ją w 1943 r. Stanisław August Malewicz został odznaczony pośmie­rtnie Orderem Virtuti Militari dopiero 11 listopada 1976 r. przez Prezyde­nta Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie Stanisława Ostrowskie­go. Jego syn Jerzy Karol, który po ukończe­niu Polite­chniki Wrocławskiej wyemigrował i zamie­szkał w Nowym Jorku, przybywszy stamtąd w czerwcu 2000 roku na otwarcie i poświęcenie ukraińskiego Cmentarza Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie-Piatichiatkach, tak powiedział o nim: “Mój ojciec był lekarzem w Sierpcu. Został zmobilizowany 3 dni przed wojną. Skierowano go do szpitala polowego w Równem, którego był komendantem. Tam dostał się do niewoli. Przysłał nam ze Starobielska dwie kartki oraz dwa złote z wyrytym adresem. Ale w maju 1940 roku przestały dochodzić od niego wszelkie informacje”.

Cześć jego pamięci!

Piotr Flor, Prezes BTR

- Reklama -

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.