Mistrzowskie dzieło w Nadrzeczu

To dzieło można już od 6 października 2019 r. podziwiać w całej okazałości, ze wszystkich stron, bo ono nie ma ogrodzenia, jakby zapraszało zawsze do zwiedzenia, również od wewnątrz. Ten obiekt nie ma jeszcze adekwatnej nazwy, choć wszyscy wiedzą, co ma w nim być i komu ma służyć. Ma tylko nazwę roboczą zapisaną w projekcie i w dokumentach urzędowych, jako że ta inwestycja musiała mieć odpowiedni zapis, czyli przemyślany tytuł, który nadawałby się do wystąpienia o skuteczną pomoc finansową z Unii Europejskiej na jego realizację. Pomoc ta była ogromna, bo prawie milion zł, a resztę ok. 400 tys. zł musiała wysupłać ze swego budżetu gmina Biłgoraj z wójtem W. Różyńskim na czele. Według tych pierwszych zapisów była to remizo-świetlica, a w projekcie jest to inwestycja pt. „Przebudowa i rozbudowa remizy w Nadrzeczu”.

A co powstało? Powstało cacko architektoniczne, bo takie skojarzenie powstaje na sam widok, bez zaglądania do jego wnętrza, gdzie również łatwo o ponowny zawrót głowy z powodu doznanych wrażeń, jednak pod warunkiem, że zwiedzający ma artystyczną wrażliwość, i że jest entuzjastą sukcesów naszej małej Ojczyzny, której reprezentantem jest obecnie Nadrzecze i jej Stowarzyszenie Moje Nadrzecze z prezesem R. Mazurkiem, i nasi wybitni projektanci z Biłgoraja, z firmy – wymienię, bo na to zasługuje – ARPOT i jej projektantka mgr inż. arch. U. Grosiak, która nie tylko błysnęła wyobraźnią i projektowym doświadczeniem, ale również nie szczędziła serca, poświęcając się, by wyegzekwować od wykonawcy bezusterkowe wykonanie. Oczywiście, nie od razu, ale w bojach. Chwała też wykonawcy i nadzorowi, że dali z siebie wszystko, co mogli, by wspólnie osiągnąć cel na miarę sukcesu.

Sprawdzałem jakość osobiście w dniu otwarcia, szukałem umyślnie niedoróbek i nic takiego nie zauważyłem, a było to po obfitym deszczu, który, jak wiadomo, jest obiektywny w ocenie do bólu i nie było żadnej nieszczelności ani nierówności na zewnątrz. Wszystko zagrało na medal i na mistrzowski poziom, choć jeszcze to dzieło można wzbogacić o skuteczniejsze oświetlenie zewnętrzne i ukrycie odprowadzenia wody deszczowej z dachu. O tym nawet ktoś mi to powiedział do ucha.

Ma więc czym gmina i sam wójt chwalić się, bo inni tak dopracowanego obiektu nie mają. A nie jest to obiekt ogromny, ma tylko powierzchni użytkowej 285 m2 i kubatury brutto 885 m3, a mimo to jest w nim wszystko, co jest potrzebne dla tak małej miejscowości, liczącej 42 numery i budujące się osiedle jednorodzinnych domów dla 82 właścicieli.

Dodam jeszcze, że obiekt ten powstał na działce ograniczonej drogami, jakby na wyspie, mającej tylko niecałe 450 m2. To było dodatkowe utrudnienie i dla projektantów, i dla wykonawcy, bo placu budowy jako takiego nie było. A mimo to powstało dzieło, które ja tu, w felietonie z namysłem podziwiam. Mam – pochwalę się też – tytuł do tego. Byłem projektantem, nawet generalnym w Miastoprojekcie Gliwice, miałem wszystkie uprawnienia budowlane, wygrywałem ogólnopolskie konkursy w latach 80. ubiegłego wieku i wiem, na czym polega sukces inżynierski, a ten opisywany w Nadrzeczu jest mistrzowski, jakiego tylko można pozazdrościć.

Sama trójdzielna bryła, przenikająca się wzajemnie, zaskakuje, a w rzucie poziomym ma funkcyjne uskoki i zharmonizowaną kolorystykę z otoczeniem, nawet z plenerową rzeźbą, stojącą na froncie, mej fundacji. Cieszę się więc z tego podwójnie, bo to dzieło dla wszystkich i z moim malutkim akcentem. A w planie mam jeszcze coś, ale o tym na razie sza, wiedzą tylko najbliżsi i … wójt. Będę więc dalej chwalić to dzieło, bo kilka lat temu z oddolnej inicjatywy chciano dokonać tylko częściowej przebudowy i to na miarę amatorskiej wyobraźni, i tylko brak ogólnej zgody i tzw. wewnętrzne „rozgrywki” spowodowały, że nie urodził się pochopny twór budowlany obliczony tylko na efekt doraźny. Dziś możemy odetchnąć i tylko podziękować wójtowi, że wstrzymał się wtedy od akceptacji i zaczekał na lepsze czasy, kiedy to i fundusze zdobyto większe i animozje lokalne zniknęły. Był więc przez kilka lat impas i czekanie, czy wójt dotrzyma słowa i czy przypadkiem na tym oczekiwaniu Nadrzecze nie straci na rzecz Dąbrowicy, gdzie w międzyczasie powstał obiekt o podobnym przeznaczeniu. Obawy okazały się płonne. Gmina nie zasypiała. Nadrzeczańską inwestycję wprowadziła do planu gminnego i skutecznie zabiegała o dofinansowanie unijne. Dzieło rosło dość długo, nawet próbowaliśmy dokonać zmiany kolorystki pokrycia dachowego, sugerując, że kolory w tonacji oliwkowej będą odpowiedniejsze, co spotkało się z kategorycznym sprzeciwem pani architekt. Dzisiaj przyznajemy jej pełną rację.

Tak rodzi się sukces, w dyskusji, a nawet w sporze, ale tylko do pewnego momentu, kiedy fachowcom trzeba ustąpić, i my tak zrobiliśmy dla dobra sprawy.

 

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.