- Reklama -

Mieć Księżyc z tyłu

I znowu wakacyjnie popuszczam sobie wodze fantazji jakby na przekór tym, którym w poprzednim felietonie nie dogodziłem w tym beztroskim „bujaniu” i w niezadowoleniu, i dezaprobacie ponazywali mnie od najgorszych. Ale to nie moja wina, że oni nie potrafią się odnaleźć w biłgorajskiej rzeczywistości i nie mają w związku z tym zrozumienia dla mojego amatorskiego i emeryckiego, ale biłgorajskiego pisania. Wydaje się, że są obcy, być może, że aż z Żernicy, albo ze stolicy, skąd prawdopodobnie bierze się ich mania wyższości. A może z Kresów? To wynika, tak przypuszczam, z osobistego urazu do autora, o czym na razie nie chcę się wypowiadać. W każdym razie nie robi to na mnie większego wrażenia i na dowód mojej wolności pozwolę sobie zacytować fragmencik piosenki Kino Wolność „…Księżyca misa lśni, świat cały zwisa mi…”, co utkwiło mi głęboko w pamięci po tym, jak to niegdyś śpiewał  znakomity Jan Kobuszewski.

Jak to jest więc z tym Księżycem, można mieć go z tyłu, czy zawsze z przodu? Moim zdaniem, i tak, i tak. Trzeba go tylko wyprzedzić, aby mieć go z tyłu, a z przodu mamy go na co dzień. To jest, według mnie, każdemu dane, bo każdy, kto tylko za życia pokona odległość z Ziemi na Księżyc, jadąc czy nawet idąc zawsze do przodu, może spojrzeć na srebrny glob z tyłu. To trzeba sobie tylko dla żartów chcieć wyobrazić i uświadomić, a na nieścisłości przymrużyć oczy. Konieczna jest tu wyobraźnia, ale i magia podróży nieodzowna. Proszę sobie tylko uświadomić, że tego dokonało już za kółkiem wielu dorosłych kierowców, a może są też i tacy kolarze (w co ja nie wierzę), którzy mają już na swoim liczniku więcej niż 380 tys. km. Ta odległość jest przybliżona, bo tak naprawdę nieustannie się zmienia i różnica ponoć sięga ponad 40 tys. km. To wynik ruchu planet i eliptycznej trajektorii. A niektórzy może już jadą z powrotem lub nawet dojechali do miejsca startu i mają Księżyc znowu z przodu. Na takim etapie jest autor, który przez 58 lat posiadania prawa jazdy kończy drogę powrotną z Księżyca przy założeniu średniego rocznego przejazdu 12 tys. km, co jest przyzwoitym i powszechnym wynikiem. Ale nie to chcę tu podkreślić, tylko to, że moja dotychczasowa jazda nie miała żadnego wypadku, ba – nawet kolizji, z wyjątkiem trzech delikatnych otarć spowodowanych niepełną sprawnością mego pojazdu. Wymienię je, bo one są pouczające i mogą dać czytelnikowi wiele do myślenia, jak stan techniczny odgrywa wielką rolę dla bezpiecznej jazdy. Czasami wydaje się nawet, że trzeba pogodzić się z malutkimi niedomaganiami i jechać dalej. To jednak bywa złudne i przynosi opłakane skutki.

Pamiętam, jak dawno temu, pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, jadąc nocą, wyprzedzałem jakiś długi pojazd i w trakcie tego manewru zostałem oślepiony długimi światłami nadjeżdżającego pojazdu. Zagrożenia zderzenia nie było, bo odległości były spore, ale przy wycofywaniu się z wyprzedzania, dotknąłem ostatniego koła wyprzedzanego pojazdu. Przeżyłem to z dreszczem, a wszystkiemu był winien mój słabnący silnik, bodajże 28-„konny” fiat 850, a przyczyną tego, okazało się to później, była zachlapana błotem chłodnica powodująca przegrzewanie silnika i spadek mocy. Druga przygoda spowodowana była brakiem świateł hamowania i jadący z tyły samochód nie zauważył mojego hamowania i dotknął moją klapę bagażnika. Z kolei trzecia przygoda była skutkiem braku sygnału dźwiękowego, co uniemożliwiło mi ostrzeżenie manewrujące auto przed dotknięciem mego pojazdu. Przypuszczam, że niektórym czytelnikom to może wydawać się moim chwaleniem i ja o tym wiem, ale chcę być wiarygodny i dlatego podaję szczegóły. Wiem też, że takie „chwalenie” może sprowadzić zły los i już jutro może coś przykrego wydarzyć się na mojej drodze. By nie zapeszyć odpukam w niemalowane drzewo, jak to nakazuje powiedzonko.  

  A co ze sztucznymi księżycami – satelitami wyniesionymi na orbitę przez rakiety? Jest ich już multum, ale dokładnie nikt nie wie, bo niektóre są szpiegowskie. A ile jeszcze krąży tzw. kosmicznych śmieci zagrażających już bezpieczeństwu w kosmosie. Dotarcie na ich średnią odległość od Ziemi 200-2000 km nie sprawiłoby już żadnego problemu kierowcy samochodu, a nawet  kolarzom, którzy potrafią w jednym Tour de Pologne zaliczyć taką odległość. I oni mogliby mieć te satelity z tyłu niemal każdego dnia, choć szybkość satelity na orbicie jest oszałamiająca i wynosi ok. 8 km/sek, tj 20 razy więcej od kuli karabinowej. Teraz człowiek prawie wszystko może, zwłaszcza jak troszkę pobuja w obłokach i gdy ma satelity z tyłu.  

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.