Jarosław Piskorski

Majowe śpiewy prawie wszędzie

Więc zakładam z góry, że ten felieton może nie być aprobowany przez wszystkich, a może nawet spotkać się ze sprzeciwem. Moje intencje są "czyste", bez nutki wymądrzania się, bez pychy. Wynikają one z pewnej nostalgii za moim dzieciństwem, kiedy prawie codziennie usługiwałem księdzu przy odprawianiu nabożeństwa majowego w Majdanie Starym. Był to początek lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy wieczorami szeroko poza kościołami rozbrzmiewały śpiewy majowe szczególnie wtedy, kiedy sprzyjała ładna pogoda, mówiąc obecnym językiem, kiedy był wyż. To popularne Majówki ku czci Matki Bożej, albo Majowe, jak to obecnie mówi wielu Ślązaków. Piszę umyślnie dużą literą, aby nadać tym śpiewom rolę święta. Przyznam, że w kościołach jakoś robiło to na mnie mniejsze wrażenia, natomiast poza kościołami, wśród przyrody, gdzieś między pachnącymi bzami i zdobną zielenią to było dla mnie szczególne przeżycie. To było takie naturalne, autentyczne, bez pomocy obcych dźwięków, bez akompaniamentu i bez… światła. Była świeczka albo naftowa latarka. Te mroki zachęcały też niektóre dzieciaki do robienia czasem figli, zwłaszcza dziewczynom, dlatego dziewczyny przychodziły z osobami starszymi. Bywało, że śpiewano w niewielkim gronie, w zagubionej kolonii pod lasem, jak to było w moim przypadku w Rudzie Zagrody, za Solą, w której było tylko 15 domostw i to rozmieszczonych na dużej przestrzeni. Tam odbywała się, i ponoć dalej się odbywa, Majówka przy przydrożnej figurze z piaskowca na działce Roja, figurce ufundowanej przez moich rodziców na pamiątkę po przeniesieniu się z tej wioski do Majdanu Nowego. Dodam; w 2003 r. odnowiłem ją i solidnie zakonserwowałem. Tu śpiewanie było wtedy jak najbardziej amatorskie, bez skrępowania, pełnym głosem, jakby z całego serca i z głębi duszy. Tak to zapamiętałem jako "konus", bo też tak mówili starsi na rozrabiające dzieciaki. Dla mnie było to śpiewanie nad wyraz pobożne i ze skupieniem. Kilka lat później już w Majdanie znałem na pamięć całą Litanię Loretańską i Pod Twoją obronę, a nawet trochę Chwalcie łąki umajone, góry, doliny zielone… Zawdzięczam to matce, która bardzo starała się mnie zachęcać do pójścia na Majówkę do kościoła. Była nawet nagroda. Miałem zgodę, aby wcześniej zakończyć pasienie krów. Cieszyłem się z tego, tym bardziej że na Majówki chodziła również moja młodsza nieco koleżanka ze szkoły, której starałem się przypodobać. To wszystko sobie przypomniałem teraz, będąc kilka dni temu na takim nabożeństwie w kościółku św. Jerzego w Biłgoraju, gdzie po majówce również była uroczysta Msza św. poświęcona 100-leciu Objawień Fatimskich. Ale tu śpiewy były pod dyktando organisty, z wyświetlonym tekstem na ekranie, z wyczuciem i przerwą na oddech.

Zapytam – dlaczego to radosne śpiewanie odbywa się w maju, a nie w innym miesiącu? Sadzę, że w maju nie tylko przyroda stara się przypodobać człowiekowi, ale również wierni starają się to robić Bogu i z tego powodu śpiewają na Jego chwałę, a konkretnie Jego Matki Maryi. Te wspomniane Majówki, które rozbrzmiewają teraz też szeroko jak kiedyś, np. na Gromadzie, obserwuję, jadąc z Nadrzecza. Nabożeństwa odbywają się przy kapliczkach, czasem przydrożnych figurach Maryi albo nawet krzyżach, takimi z tradycjami, przy których nieraz święcone są posiłki wielkanocne. Pamiętam taki krzyż w Soli na Bagnie, przed Grabiasem. Tam święciłem pokarmy na wielkanocny stół i tam bywałem też jako malec z matką na śpiewanej Majówce. Tak było kiedyś, bo teraz – jak zauważam – więcej wiernych dojeżdża samochodami do kościoła, choć w Niemczech zauważyłem trend odwrotny. Tam wierni wyjeżdżają z miasta na nabożeństwa, w tym i na Majowe, i jadą tam, gdzie są ustronne kaplice z wygodnymi parkingami. Tak praktykują katolicy, a jest ich tam około 1/3 ludności. Tak było w Nadrenii.

  Ciekawa jest też historia Majówek. Wyczytałem, że początki nie były w Ziemi Świętej, w Palestynie, lecz w V w. na Wschodzie, prawdopodobnie w Armenii, a takie udokumentowane początki śpiewania majowego w Europie sięgają przełomu XIII i XIV w. najpierw w Hiszpanii, a później we Włoszech. A na ziemiach polskich pojawiły się Majówki stosunkowo niedawno dzięki jezuitom. Było to w połowie XIX w. na Kresach w mieście Tarnopol, po czym w niedługim już czasie śpiewano na wszystkich ziemiach polskich. A teraz? Teraz w zasadzie każdy może, zwłaszcza seniorzy, potrzebne są tylko chęci. 

Biłgorajczyk, naj-lawok@wp.pl

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.