- Reklama -

List do gazety z 1901 roku

W 10. wydaniu warszawskiej Gazety Świątecznej z 1901 roku, znalazł się list ze wsi Przymiarki. Opisana jest w nim zabudowa wsi, sposób życia mieszkańców oraz ich zwyczaje.

Pisownia oryginalna:

„Wieś nasza składa się trzydziestu trzech osad włościańskich. Zabudowana jest bez ładu; domy nie stoją, jak zwykle, rzędem, jeden przy drugim, ale rozmaicie, a to dlatego, że grunt tu nierówny. Przed kilkunasty laty, kiedy się ta wieś zabudowywała, był rozkaz od Ordynacji Zamojskiej, aby budynki należące do gumna budowano po jednej stronie gościńca, a domy mieszkalne po drugiej, nie zważając ani na wzgórki, ani na niziny. Ale później, gdy zarząd zauważył, że ludzie kąpali się po pas w błocie, pozwolono wynosić się z budynkami, gdzie komu lepiej. Z tego powodu wieś rozerwała się na trzy części.

Grunt u nas jest średni. Rodzi się tu wszystko dość dobrze, tylko groch polny od kilku lat zupełnie się nie udaje; rośnie wprawdzie dość bujnie, ale ziarenka w strąkach robactwo do cna wyjada. Łąki mamy blizko, zaraz na końcu gruntów. Siana nikt nie potrzebuje kupować, mamy go pod dostatkiem, niektórzy nawet po trochu sprzedają. Pastwisko jest podzielone pomiędzy gospodarzy. Tuż koło łąk płynie rzeka Tanew. Jest to dopływ Sanu.

Przed laty pradziadowie nasi mieszkali gdzieindziej, bo wtedy rzeka Tanew nie płynęła, jak teraz, regularnem korytem ze wschodu ku zachodowi, ale rozlewała się po nizinie na przestrzeni dwóch wiorst. Za owych czasów ludzie budowali się na pagórkach nad temi wodami i trudnili się przeważnie rybołówstwem, a po części i pszczelnictwem. Mieli też młyn nad rzeką. Zczasem, gdy się rozmnożyli, zabrakło im pagórków do ustawiania pasiek, a rozszerzać swych posiadłości nie mogli, bo dalej ziemia należała do Ordynacji Zamojskiej. I te pagórki, na których siedzieli, były poprzednio paśnikiem dworskim, lecz otrzymali je wzamian za to, że dobrowolnie przyjęli poddaństwo i odrabiali pańszczyznę w folwarku w Księżpolu.Tych poddanych było z początku trzynastu, ale później przybywało coraz więcej. Grunt był jeszcze wolny, więc kto przyjmował poddaństwo, temu odcinano kawał pastwiska, aż się ono potrochu całe w grunty orne się zamieniło. Z tego to czasu została nazwa wsi „Przymiarki”.

Gospodarzom, którzy mają jeszcze całe osady, nieźle się powodzi, ale takich już mało; większa część osad podzielona jest już na pół, a nawet na trzy i na cztery części. Ale i na tych małych osadach bieda nie bardzo ludzi opanowuje, bo ziemia tu hojnie pracę wynagradza, byle ją tylko dobrze uprawić i byle Pan Bóg dawał suche lata.

Odzież u nas noszą niemal wszystką swojego wyrobu. Mężczyźni zimową porą odziewają się w sukmany starodawnego kroju ze stojącym kołnierzem ozdobionym niebieskim lub granatowym sznurkiem łamanym w kształt haftki. Na piersiach sukmana zapina się na szesnaście do dwudziestu par haftek z mosiężnego drutu i od samego kołnierza aż po pas ozdobiona jest podobnie jak kołnierz sznurkiem, ale naszytym w cztery lub pięć rzędów; z tyłu na biodrach są dwie fałdy i także nieco sznurka; nad kieszeniami też sznurkiem wyszyto. Czapka z takiego samego sznurka jak sukmana, kilkanaście razy wokół sznurkiem obwiedziona. Wierzch czapki jest czworograniasty, a na każdym rogu przypięta jest z takiego sznurka kiść w kształcie mularskiego pędzla, tak duża jak pięść dziesięcioletniego wyrostka. Im większa jest kiść tem ozdobniejsza czapka. Do tego ubioru na święto noszą buty, na codzień zaś łapcie skórzane, tutaj powszednie chodakami zwane. Latem noszą parcianki z „cenowatego” płótna lnianego lub konopnego. Krój tych parcianek taki sam jak sukmany, lecz zapina się tylko na jedną haftkę. Z tyłu w pasie od jednego biodra do drugiego ciągną się drobno zebrane fałdy. Kapelusz słomiany z dość dużymi skrzydłami, opasany zieloną lub czerwoną wstążką. Młodym chłopakom lepiej się już podoba „leciste” ubranie; zaczynają się już ubierać w „cejkowe” kamizelki i spodnie, i w buty na niskich obcasach z ostremi nosami. Dziewczęta noszą chustki kolorowe jedwabiem przerabiane, kaftaniki bajowe w barchanowe, na piersiach i u spodu figlowato różnokolorowemi wstążkami ozdabiane. Na zimę mają białe kożuchy baranie, haftowane na piersiach i na biodrach czerwonym i zielonym jedwabiem, co ślicznie wygląda. Kiedy dziewczyna idzie zamąż, to zaraz po ślubie drużba rozplata jej warkocz, a sąsiadki wkładają jej na głowę zamiast czepca tak zwany kapturek, który ledwie z wierzchu głowę okryje; w gąszcz włosów wplatują zaś drewnianą obrączkę, zwaną „chamotko”. Na tę drewnianą obrączkę, przymocowaną włosami do głowy, wkładają drugą, kartonową, dwa cale szeroką, ociągniętą białym perkalem, co razem wygląda, jakby włożył na głowę biały rondel.

Choć oprócz niektórych (…), nieby w tym domu wymarli. A gdy wprowadzają się do nowego domu, to najpierw wpuszczają oknem koguta, i ten za wszystkich musi umierać.

Ludzie tu są bardzo chciwi na ziemię. Sąsiedzi nie mogą nigdy żyć w zgodzie; gdyby mogli, toby jeden drugiemu cały grunt zaorał.

Kościół parafialny mamy o pięć wiorst w miasteczku Tarnogrodzie, dość duży, zbudowany przez ordynata Zamojskiego. Sklepienie oparte jest wewnątrz na czterech filarach. Ołtarzy jest osiem. W wielkim ołtarzu jest obraz Przemienienia Pańskiego, w kaplicy Matka Boska z dzieciątkiem na ręku, w bocznych zaś ołtarzach Zbawiciel na krzyżu, Święty Walenty, Matka Boska Apostolska, Św. Tekla, Św. Antoni i Św. Jan Nepomucen. Parafia jest dosyć duża, ma blisko 10 tysięcy dusz. Dwa lata temu, za staraniem ś. p. księdza proboszcza Bogusławskiego z dobrowolnych składek parafian kościół kościół całkiem odnowiono wewnątrz i przyozdobiono wymalowanemi na ścianach postaciami Świętych Pańskich. Ołtarze ślicznie pozłocono. Chciał jeszcze świętej pamięci ksiądz proboszcz postawić nową plebanię, ale śmierć go zaskoczyła. Niech Bóg zaliczy go w poczet swych wybranych.

K.D.”

 

- Reklama -

1 komentarz
  1. Gh mówi

    Piekne. Jak jak najwiecej takich dokumentów

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.