Moto Tech

- Reklama -

Legenda o cudownym źródełku i objawieniach w Rakówce

Najstarsi mieszkańcy wioski i okolicznych miejscowości powiadają, że przy tym źródełku nad potokiem, usytuowanym na obecnym placu kościelnym, objawiła się Matka Boża.

Na terenie południowej części gminy Księżpol, m.in. w Płusach i Korchowie Pierwszym, w miejscu zamknięcia dolin albo spod zboczy potoków zwanych garbami, wydostaje się na powierzchnię woda. Uchodzi potokami do Złotej Nitki, wijącej się przez Korchów, Płusy i Księżpol, w Pawlichach zgubi się w leniwie płynącej Tanwi. Do tej rzeki spływają też wody z otoczonych betonowym kręgiem nisz źródłowych, które znajdują się w pobliżu cieku wodnego. Przed założeniem wiejskich wodociągów mieszkańcy czerpali z nich smaczną wodę. Pili ją dla ochłody żniwiarze, a wielu, leżąc w agonii, zanim wydało ostatnie tchnienie, prosiło o łyk zimnej wody ze zdroju. Gasili nią pragnienie i nawilżali spieczone usta. Mniemano, że źródlana woda może przywrócić zdrowie, a nieuleczalnie chorym skrócić cierpienie. Większość miejsc wysięków wody traktowana była jako zwyczajne źródła i święci nie sprawowali nad nią opieki. Wyjątek stanowi źródełko w Rakówce, które ma swoją niezwykłą historię. Przybywają do niego ludzie potrzebujący pomocy, czerpią z niego orzeźwiającą wodę i piją ją, wierząc w jej cudowną moc.

Najstarsi mieszkańcy wioski i okolicznych miejscowości powiadają, że przy tym źródełku nad potokiem, usytuowanym na obecnym placu kościelnym, objawiła się Matka Boża. Informacja ta przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Niektórzy wskazują nawet konkretne osoby. Miejsce to, jak gminna wieść niesie, w sposób szczególny ukochała Maryja, która w kopii cudownego wizerunku Pani Jasnogórskiej – Królowej Polski od 1 sierpnia 1982 r. patronuje filialnemu kościołowi. Jej kult w tym miejscu sięga odległych jeszcze czasów, kiedy katolicy z tej wioski należeli do parafii w Łukowej, a w Księżpolu administrowali proboszczowie z parafii prawosławnej.

Pod koniec XIX w., a może na początku XX, w jednej z wiejskich zagród biło wyjątkowe źródełko, z którego czerpano kryniczną wodę, gdy brakowało jej w studniach wiejskich. Do tego zdroju przychodziła także biedna, ale pobożna dziewczyna, która w zamian za jedzenie, nędzne ubranie i nocleg służyła u gospodarzy mieszkających po drugiej stronie gościńca. Sierota bardzo ciężko pracowała. Wiodła życie pełne trudów, ale nigdy nie narzekała na swój los. Jedyną ostoją i ratunkiem była zawsze dla niej ufna i pełna gorącej wiary modlitwa do Matki Boskiej. Święta Maryja posłużyła się służącą do spełnienia swej woli. Pewnego razu, kiedy jak co dzień dziewczyna czerpała wodę ze źródełka, zauważyła niecodzienne zjawisko. W koronie wysokiego drzewa pojawiły się świetliste promienie, a w nich postać pięknej kobiety. Niezwykły ten widok przeraził i przestraszył prostą dziewczynę. Nie zwierzała się nikomu z tego, co widziała i czego doświadczyła, mimo że widzenia zaczęły się powtarzać. Wszystko rozważała w swoim sercu. Podczas jednego z objawień Przenajświętsza Matka przekazała przesłanie, prosząc o jego ogłoszenie, żeby w miejscu, w którym bije źródełko, ludzie za jej przyczyną zaczęli modlić się do Boga. Oznajmiła także dziewczynie, że w przyszłości zostanie wybudowany w jego pobliżu kościół. W tej sytuacji służka przełamała swój lęk przed pomówieniami i opowiedziała o swoich spotkaniach z Maryją, o jej prośbach i przepowiedni. Wielu ludzi uznało ją za pomyloną, ale znaleźli się też tacy, którzy stanęli w jej obronie, wierząc w proroctwo przekazane sierocie. Wieść o cudzie przy źródełku rozeszła się błyskawicznie po okolicy. Lud uznał je za cudowne. Do Rakówki zaczęli przychodzić i przyjeżdżać ludzie, aby cudowną wodą leczyć choroby ciała. Do miejsca „rzekomych obrzędów” przyjechał również proboszcz z Łukowej, do którego doszła wieść o wydarzeniach we wsi i rozentuzjazmowanych ludziach, którzy gromadzili się przy źródle. Wysłuchał niezwykłych opowieści dziewczyny, ale nie uznał ich za wiarygodne. Nakazał wiernym zasypać źródło. Sam udeptywał ziemię. Jednak, jak mówi przekaz, mimo ogromnego trudu, jaki włożono, aby spełnić polecenia kapłana, wszystkie wysiłki kończyły się kompletnym niepowodzeniem. Woda ciągle wypływała na powierzchnię, a ludzie obmywali się nią, otrzymując liczne łaski i doświadczając uzdrowień (przy źródle w okresie międzywojennym leżało wiele lasek). Miejsce to także często odwiedzał proboszcz z Łukowej. Pewnego razu, konie wiozące duszpasterza, zjeżdżając ze wzniesienia w Budzyniu w kierunku Chmielka, spłoszyły się. Powóz przewrócił się. Kapłan doznał poważnej kontuzji nóg. Stan jego zdrowia, mimo leczenia różnymi sposobami, nie poprawiał się. Nic nie rokowało nadziei na powrót do zdrowia. W wydarzeniu tym niektórzy wierni zaczęli upatrywać kary Bożej za brak wiary proboszcza w objawienia Maryi. Inni twierdzili, że to znak dla wszystkich niewierzących, który ma powiedzieć, że uzdrowienie proboszcza – niedowiarka może nastąpić tylko za sprawą wody ze źródełka. Niestety, dziwny splot okoliczności sprawił, że ksiądz nie mógł napić się cudownej uzdrawiającej wody. Jak twierdzą najstarsi: „Zawsze stawało coś na przeszkodzie”. Proboszcz nadal nie władał nogami. Szeptano, że nie jest godzien. Pewnego dnia, kiedy przyniesiono wodę ze źródełka na plebanię i kapłan już miał jej skosztować, nagle i niespodziewanie garnek z wodą rozbił się. Wydarzenia to sprawiło, że proboszcz zrozumiał swój błąd i zmienił stosunek do źródełka. Kazał je jak najszybciej odkopać i odbudować cembrowinę. Ludzie obok studni postawili krzyż. Jednak marzenie nawróconego niedowiarka o przywróceniu sprawności nóg za sprawą rakowieckiej wody do końca życia pozostało tylko jego pobożnym życzeniem. Ksiądz pozostał kaleką do końca swych dni.

Z upływem czasu miejsce to nie przyciągało już tłumów. Czasami tylko najstarsi opowiadali swoim najbliższym o tych niezwykłych wydarzeniach. I tak ta wieść przetrwała w przekazie ustnym. O doznanych cudach nie można wiele powiedzieć, ponieważ nikt ich nie spisywał.

 

Prawdopodobnie w 1923 r., po erygowaniu katolickiej parafii w Księżpolu, w skład której weszła Rakówka, w miejscu źródełka wybudowano niewielką kapliczkę. Jej inicjator, niestety, nie został zapamiętany. Wiadomo z całą pewnością, iż stała ona w połowie lat 30. XX wieku przy parowie, dobrze widoczna z wiejskiego gościńca. W czasie drugiej wojny światowej popadła w ruinę. Staraniem małżonków Stanisława Maziarza, górala z Tymowej koło Limanowej i Anieli z domu Korba, którzy po zaślubinach powrócili z przymusowych robót w Niemczech do Rakówki, niszczejąca kapliczka, na sąsiadującej z ich gruntami działce, została odbudowana. Stawiano ją z lękiem i obawą, ponieważ obowiązywał zakaz wznoszenia obiektów sakralnych, a tych, którzy nie respektowali prawa, surowo karano.

Budowla zaczęła służyć mieszkańcom wioski. Gromadzono się przy niej na nabożeństwach majowych, Mszy świętej z racji poświęcenia pól oraz w Wielką Sobotę na okoliczność święcenia pokarmów.

W latach stalinowskiego terroru stopniowo zacierała się świętość tego miejsca. Ludowa władza walczyła z Kościołem, a ludzie wierzący byli poddawani dyskryminacji przez instytucje ówczesnego państwa. Z różną intensywnością dążono do kształtowania świadomości Polaków zgodnie z oficjalną ideologią ateistycznego państwa. Zaczęto eliminować religię ze szkół. W 1953 r. ksiądz proboszcz Józef Podkul nie otrzymał zezwolenia na katechezę w szkole w Rakówce. W związku z powyższym zaczął nauczać uczniów w domu Janiny Wołoszyn. W następnym roku szkolnym dzieci zaczęły zbierać się pod gołym niebem przy kapliczce na źródełku. Podczas deszczu szukały schronienia pod sąsiednimi budynkami. Wierzący postanowili zaradzić złu. Pewnej wiosny w pobliżu obiektu zbudowano z drewnianych słupów niewielką zadaszoną wiatę. Pokryli ją papą. Niedługo cieszyli się jednak ze swej budowli. Pod osłoną później nocy na plac zajechał samochód – platforma i dźwig. Robotnicy,  asekurowani przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa oraz wspierani przez członków ORMO, przystąpili do demontażu wiaty. Mieszkańcy, widząc to, nie interweniowali. Trwali na modlitwie. Jedynie Bronisław Bździuch, obudzony łomotem, wyszedł zobaczyć, co się dzieje. Został natychmiast aresztowany. Zdemontowaną wiatę przetransportowano do Huty Krzeszowskiej. Przeznaczono ją na magazyn narzędzi i schronisko dla robotników kolejowych. Sytuacja uległa zaostrzeniu, bowiem incydent wywołał oburzenie mieszkańców Rakówki i wzbudził nienawiść do stróżów prawa.

Z okazji obchodów tysiąclecia Państwa Polskiego, podobnie jak w całej Polsce na przełomie lat 60. i 70. XX w. rozwijała się cześć dla Matki Bożej, która zgodnie z nauką Kościoła określana jest jako pomoc i obrona narodu polskiego. Obraz, procesjonalnie przewożony z jednej parafii do drugiej, gromadził rzeszę wiernych.

- Reklama -

W sierpniu 1971 r. Matka Boża w kopii częstochowskiego wizerunku nawiedziła także parafię w Księżpolu. Były to w zasadzie tylko ramy cudownego obrazu jasnogórskiego i świeca. Mieszkańcy Rakówki zaczęli ubiegać się o możliwość odprawiania Mszy świętej i marzyć o wybudowaniu kościoła w pobliżu źródełka. Wtedy też coraz częściej zaczęto wspominać słowa Maryi przekazane służącej i jej przepowiednie o kościele w tym miejscu. Ich marzenia nabrały realnych kształtów, gdy nieco złagodzono wcześniejszy ucisk. Rozpoczął się nowy rozdział w historii tego miejsca.

Od 1972 r. w co drugą niedzielę przy kapliczce gromadzili się mieszkańcy: Rakówki, Budzynia, Kucłów, Przymiarek, Marianki i Kulasz, by uczestniczyć w sumie odprawionej przez proboszcza ks. Józefa Podkula. Z jego inicjatywy rozpoczęto przygotowania do budowy kościoła. Wykupiono plac pod planowaną budowę, wykarczowano drzewa, wyrównano teren. Przy wydatnym wsparciu mieszkańców Rakówki i pobliskich wiosek parafianie zakupili w Aleksandrowie dwie stodoły z przeznaczeniem na budowę domu sakralnego. Z zapałem zaczęto układać bale na fundamentach. Niesamowicie szybko powstały ściany. Świątynię postawiono polecić opiece Królowej Polski. Jan Bździuch, „Staszeca” z Kulasz, utalentowany stolarz o jednej nodze, wykonał ołtarz. W jego centrum umieszczono wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, przywieziony z bocznego ołtarza z kościoła w Księżpolu, który czczony jest do dziś. Zaznaczyć wypada, że niezwykła jest historia tego obrazu. Okazuje się bowiem, że w okresie międzywojennym dwie księżpolskie pątniczki – Marianna Grabek i Marianna Niedzielska – czcicielki Maryi z wdzięczności dla Niej, w czasie pieszej pielgrzymki do Częstochowy, zakupiły go na Jasnej Górze. Uczyniły to z myślą przekazania go do kościoła parafialnego, aby pamiątka służyła potrzebom kultu religijnego. Podarowały obraz ówczesnemu proboszczowi, który zdecydowanie nakazał zabrać pamiątkę do domu. Kiedy kobiety nie wykonały jego polecenia i pozostawiły wizerunek w zakrystii, proboszcz nie wyraził zgody na umiejscowienie go w widocznym miejscu świątyni. Musiało upłynąć wiele czasu, by obraz Matki Boskiej Częstochowskiej znalazł godne miejsce w kościele, tak by wierni mogli Matce Boskiej obecnej w tym wizerunku oddawać cześć. Dopiero po drugiej wojnie światowej wizerunek został umieszczony w bocznym ołtarzu świątyni. Wierni zaczęli wreszcie składać w macierzyńskie dłonie Maryi swoje sprawy, modlić się i wypraszać liczne łaski.

Drewniana świątynia w Rakówce pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej był konsekrowana 1 sierpnia 1982 roku. W każdą niedzielę i w święta kościelne sprawowane są Msze święte. Odbywają się nabożeństwa majowe, pierwszopiątkowe do Najświętszego Serca Pana Jezusa i sobotnie do Matki Boskiej. Mieszkańcy gromadzą się w Wielkim Poście, aby uczestniczyć w odprawianiu Drogi Krzyżowej, a w październiku modlą się na różańcu. Okazjonalnie odbywają się uroczystości zaślubin.

Okazało się jednak, że kościół jest za mały w stosunku do licznych wiernych i wymaga remontów. U progu nowego wieku ze strony radnych parafialnych z Rakówki padła propozycja budowy nowego, murowanego kościoła. Inicjatorzy żywili nadzieję, iż ich marzenia się spełnią, bo przecież taka była wola Matki Bożej objawiona prostej dziewczynie przy źródełku w Rakówce. W roku 2006 zatwierdzono projekt budowy nowego kościoła autorstwa mgr inż. Marii Gmyz. Wylewanie fundamentów rozpoczęto 3.11.2006 r. w przeddzień wspomnienia św. Karola Boromeusza, patrona Papieża Jana Pawła II, a już w Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata J.E. Ks. Bp. Wacław Depo poświęcił plac i fundamenty pod wznoszony kościół. Mieszkańcy Rakówki i sąsiadujących z nią wiosek budują nowoczesny dom Boży własnym sumptem. Z obrazu Matki Boskiej, który widnieje w głównym ołtarzu, czerpią siłę do wytrwania w przyjętych zobowiązaniach.

Wiekowi parafianie, obserwując postępujące prace, śmiało przekonują o tym, że na tym Bożym świecie bardzo się dziwnie wszystko jakoś plecie i z podziwem dodają:

Jakże się ten świat zmienia…!”

 

Opracowała Halina Sarzyńska

Foto: GOK Księżpol

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.