- Reklama -

- Reklama -

Kto kogo?

Tak często można zapytać, szczególnie w sporcie, ale i przy sporach albo przy wyrównanych bójkach (bo w innych bójka kończy się masakrą jednego), nie mówiąc już o wojnach, kiedy to obydwie strony kładą na szalę zwycięstwa cały swój potencjał i dorobek egzystencjalny, by zwyciężyć przeciwnika za wszelką cenę, nie zważając na rachunek per saldo zysków i strat.

Ostatni strajk nauczycieli od 8 kwietnia 2019 r. to strajk, według mnie, nie tylko o poprawę bytu tej grupy społecznej, ale i o poprawę jakości nauczania i też ma charakter walki i to tej jakby totalnej, bo jest strajkiem generalnym. Wszak objął on cały kraj i zagroził istniejącemu porządkowi w polskim szkolnictwie, bo ten nowy porządek był zaprowadzony w pewnym stopniu żywiołowo, bez dostatecznej rozwagi i wyobraźni jego skutków. Moim zdaniem, był bez poważnych konsultacji ze społeczeństwem, bo dopiero teraz proponuje się tzw. okrągły stół (Stadion Narodowy?) i zauważa się „opór reszty”. Tak ja to widzę i oceniam, i nie ulegam presji  z żadnej strony. Uważam, że w dążeniu do potrzebnej reformy nie było obiektywizmu. I nie dziwi mnie fakt, że szkoły rejonu biłgorajskiego także w tym strajku uczestniczą (z małymi wyjątkami – łamistrajkami), choć strajki powinny być poza szkołą, by nie angażować w nie dzieciaków. Pisałem już o tym w NGB nr 4 z 22.01.2019 r. pt. Gorąco w zimie – strajki, kiedy to nawoływałem wręcz władze do kompromisów, radząc wsłuchiwać się w suwerena, bo ten suweren – środowisko nauczycielskie będzie mocno oddziaływać na władzę w przyszłości. Niestety, upływający czas władza zbagatelizowała i doszło do tytułowej sytuacji; kto kogo(!), jakby wyłączono z szarych komórek naszego Papieża JP II, który w czasach solidarności nauczał, by w sytuacjach kryzysowych iść koniecznie po rozum do głowy, a nie do konfrontacji, a tym bardziej do zawziętej walki. Można powiedzieć, że obecnie obydwie strony chcą walczyć tylko po to, by pokazać, kto w końcu wygra i to honorowo.

Przypominają mi się moje młode lata, kiedy to miałem takiego kolegę Julka w pierwszych dwóch klasach szkoły podstawowej, który koniecznie chciał mi „dołożyć”, a nie mógł tego dokonać, bo byłem zawsze od niego sprytniejszy i w odwecie zawsze siedziałem na jego grzbiecie, aż do jego zniechęcenia. Taką obecnie walkę, moim zdaniem, toczą nauczyciele z rządem, który też ma przewagę nad strajkującymi i czeka na ich poddanie się z braku sił i wyczerpania, bo wie, że tych sił z każdym dniem będzie nauczycielom ubywać. Ta walka w formie strajku i to całkiem legalnego, bo zgodnie z literą prawa, nie może doczekać się negocjatora, bo o arbitrze już nie ma co marzyć. Kościół schował się, sądy straciły zaufanie u rządzących, a chętnych indywidualnych autorytetów brak. Można zapytać: co dalej i czy ten strajk jest do końca moralny? Przecież Bogu ducha winne dzieciaki, młodzież i ich rodzice przeżywają to jako swoją krzywdę, jako wielki stres i mocno zszarpane nerwy. Młodzi na tym szczególnie cierpią, bo nie cierpią tak zdecydowani na wszystko nauczyciele, a tym bardziej rząd, któremu w głowie siedzi tylko chęć przedłużenia swej władzy i poszerzenie swego elektoratu wyborczego, nie licząc się z konsekwencjami strajku. Jest przy tym bałamutne gadanie o specjalnych obowiązkach nauczycieli, że pensje dla nich nie powinny być najważniejsze, tylko przede wszystkim idea i to jeszcze połączona z pasją. To mija się z obecnymi czasami, gdzie komercja zupełnie zmieniła priorytety. Na pasję powoływała się władza za czasów mojej przynależności do ZNP w latach 60. i 70., kiedy praca i jakaś tam płaca była zawsze akceptowana. Pamiętam swoje pierwsze wypłaty w granicach 1000 zł i nie narzekałem, ale też nie spoczywałem na przysłowiowych laurach, szukałem dodatkowych źródeł dochodów, a były takie, np. nadgodziny i prace w zespołach na rzecz przemysłu. Wiem, że takich możliwości teraz nie ma, ale, jak słyszę, jest popyt na korepetycje i to podobno bardzo opłacalne. W moich czasach nauczycielskich korepetycji nie praktykowano, były za to dodatkowe konsultacje i to poza pensum, a ponadto silniejsi pomagali słabszym. Wtedy była idea, żeby przede wszystkim pracować i żyć tak, jak władza sobie życzy, czyli bez sprzeciwu i ofiarnie. Czyżby obecna władza sięgała po przykłady z tamtego okresu? Wtedy i w pewnym sensie teraz chodzi o uznanie li tylko przywódczej roli władzy, której zależy głównie na poparciu swoich idei wyborczych. Wydaje się, że tym razem wpadła kosa na kamień i zaiskrzyło, a cała sytuacja grozi pożarem, którego w obawie przed najgorszym wystrzegajmy się i to z całych sił. Bo każdy pożar niszczy ludzki dorobek, nawet wielowiekowy, jak pożar ponad 800-letniej katedry Notre Dame w Paryżu, który miał miejsce 15 kwietnia 2019 r. Tylko kto kogo teraz przechytrzy: kamień kosę czy odwrotnie, albo totalnie – woda ogień czy ogień wodę?

Biłgorajczyk, e-mail; naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

1 komentarz
  1. wyborca mówi

    Biłgorajczyk bardzo mądrze piszesz-to na wstępie. Gdy rozpoczynałem pracę po ukończonym SN w 1970r. to pracowałem 26 godz. tygodniowo ,co prawda przy 6 dniowym tygodniu pracy za 1.450zł miesięcznie. Ubranie kosztowała 2.500zł, kilogram kiełbasy zwykłej 44zł, chleb 7,20 zł co prawda większy od dzisiejszego, telewizor Ametyst 8.200zł ,o,5l wódki czystej z czerwoną etykietką i języczkiem przy kapselku 51zł . Jak się mają te ceny do dzisiejszych cen tych produktów w stosunku do poborów dzisiejszych nauczycieli.Tylko że my pracowaliśmy dla idei jak to mówi Pan Marszałek.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.