Krzeszów 15 września 1914 r.

105 lat temu miał miejsce ostatni bój I wojny światowej w ramach bitwy galicyjskiej. Gwardia rosyjska kontra armia austro-węgierska, po obu stronach walczyli Polacy – tu przeciwko sobie.

Rozkazem dowództwa Frontu Południowo-Zachodniego z dnia 14 września 4. Armia rosyjska otrzymała zadanie uchwycenia i ubezpieczenia przeprawy przez San w Krzeszowie i Ulanowie, miejscowościach oddalonych od siebie o 10 km. Lejb-Gwardyjski Preobrażeński Pułk zebrał się w Harasiukach o godz. 7.00. Żołnierzom rozdano porcję jedzenia, po czym kolumna pułku wyruszyła w kierunku wsi Kusze. W Kuszach Lejb-Gwardyjski Semenowski Pułk skręcił 90 stopni na północ, wzdłuż strumienia i skraju lasu przypuszczalnie na północny skraj Wólki Kuszowskiej i do wsi Ryczki. Idący żołnierze usłyszeli odgłos walki i zauważyli dym palącej się wsi (Hucisko). Około godziny 8.30 kompania dołączyła do swojego batalionu i zastała jego żołnierzy leżących w płytkim parowie i za zabudowaniami niewielkiej wsi (Ryczki). W tej pozycji 2. batalion oczekiwał na rozkaz do ataku. Dowództwo Pułku Preobrażeńskiego przekazało swoim oddziałom następujące wytyczne do ugrupowania bojowego: Rano pułk zaatakuje przyczółek mostowy przeciwnika w Krzeszowie na froncie: Kamionka – Podolszynka Ordynacka.

Koncepcja obejścia tyłów przeciwnika powstała w toku walki i została wykonana przez 1. pluton Michaiła Tuchaczewskiego tejże kompanii. Po jakimś czasie tyraliera weszła na przedpole wzniesienia Krzeszowa Górnego i zniknęła przeciwnikowi z pola widzenia, szybko doszła do lasu. Artyleria austriacka przerwała ostrzał. Żołnierze zauważyli, że wieś, typowa długa ulicówka, nie uległa zniszczeniu podczas wcześniejszego ostrzału artyleryjskiego, jakby w ogóle nie była dotknięta wojną. Antolij Iwanow-Diwow zarządził postój. Ich oczom ukazała się wspaniała panorama miejsca walki. Na lewo srebrzyła się rzeka San. Z przodu teren stopniowo obniżał się w kierunku Krzeszowa Dolnego, który zabudową łączył się z Krzeszowem. Nad wyraźnie widocznymi żółtymi liniami okopów austriackich wisiały białe obłoczki rozrywanych szrapneli. W dolinie, drogą Kustrawa – Krzeszów Dolny – Krzeszów szły kolumny ubranej w błękitne mundury piechoty austriackiej wraz z taborami, artylerią. Iwanow-Diwow polecił trzem plutonom swojej kompanii utworzyć tyralierę na obrzeżu zagajnika. Na komendę kompania otworzyła ogień w kierunku kolumny austriackiej odchodzącej za San. W kolumnie zapanowało zamieszanie. Widząc to, bateria artylerii austriackiej usunęła się na pobocze drogi, aby ustąpić miejsce maszerującej kolumnie żołnierzy. W tym czasie znajdujący się na obszarze zalewowym, osłoniętym skarpą starorzecza Sanu, 1. pluton Tuchaczewskiego przygotowywał się do szturmu na Krzeszów i most na Sanie. Prężnie i pewnie szły do natarcia kompanie pierwszej linii a za nimi w niewielkiej odległości, również w tyralierze, kompanie rezerwy.

Semenowcy kontynuowali natarcie i bez wystrzału zbliżali się na odległość 100-150 kroków (około 94-141 m) do umocnionych pozycji przeciwnika, po czym nastąpił szturm na bagnety. Zdobyto karabiny maszynowe i przechwycono jeńców. Kapitan Sztejn: „W kilka sekund później dobiegliśmy do okopu przeciwnika. Na nasz widok wyszło na przedpiersie 200 Austriaków z podniesionymi rękami i się poddało. Pamiętam zdziwienie Austriaków, kiedy, dobrze mówiąc po niemiecku, wezwałem najstarszego stopniem i kazałem mu ustawić jeńców w szyku”. Około godz. 13.00 żołnierze 1. i 3. batalionu wdarli się na sam szczyt wzgórza 229. Pułkownik Timrot zobaczył piękną panoramę Krzeszowa, typowego żydowskiego miasteczka, a za rzeką dostrzegł cofające się w kierunku Koziarni i Kopek tyraliery przeciwnika.

Artyleria austriacka po raz kolejny ostrzelała szrapnelami obsadzoną przez Rosjan pierwszą linię okopów. Ostrzał jednak nie wyrządził większej szkody, gdyż pozycja ta usytuowana była przed zabudowaniami Krzeszowa, a przez to dobrze ukryta przed wzrokiem obserwatorów kierujących ogniem artylerii austriackiej. Po jakimś czasie na pierwszą linię dostarczono amunicję. Żołnierze uzupełnili ładownicę, wyszli z okopów i wznowili natarcie na Krzeszów. Około godz. 13.00, 1. pluton Michaiła Tuchaczewskiego podszedł do domów w Krzeszowie. Rynek był przepełniony żołnierzami austriackimi próbującymi wycofać się za San. Przez rynek przechodzili grupami i osobno żołnierze austriaccy. 1. pluton Tuchaczewskiego utworzył tyralierę pomiędzy domami i otworzył ogień. Przestraszeni żołnierze austriaccy rzucili się na most. Zaskoczony został oddział karabinów przeciwnika, który poddał się pododdziałowi Tuchaczewskiego. Żołnierze pobiegli tuż za uciekającymi Austriakami i oczyścili most z przeciwnika. Na jednym z jego filarów, przygotowanych do wysadzenia, stał Michał Tuchaczewski. Ten zuchwały atak umożliwił zdobycie mało uszkodzonego krzeszowskiego mostu i zapobiegł jego zniszczeniu. Żołnierze zajęli okopy austriackie po lewej stronie drogi. Broniący się w Krzeszowie przeciwnik został zaskoczony. Przemawiają za tym dwa fakty. Po pierwsze, nie zdążył on zabrać swoich rannych, zalegających tuż przy moście. Po drugie, most nie został zniszczony materiałem wybuchowym. Okopani w pierwszej linii żołnierze 12. kompanii zaczęli krzyczeć: „artylerzyści uciekają za róg cmentarza”. Pluton karabinów maszynowych wystrzelał taśmy z amunicją przeciwpancerną i zamienił je na taśmy z amunicją przeciwpiechotną. W tym momencie do dział przeciwnika podjechały zaprzęgi konne z dwukółkami amunicyjnymi. Kanonierzy przeciwnika ostatni raz szybko załadowali działa, huknęła ostatnia salwa. Od wybuchu szrapnela pada stojący koło karabinu maszynowego porucznik Jurij Zubow. Około godz. 13.00 przed frontem Pułku Preobrażeńskiego piechota przeciwnika zaczęła się wycofywać. W tym czasie elementy Pułku Semenowskiego poprowadziły szturm na Krzeszów i most na Sanie. O godz. 13.30 tyraliery 3. i 4. batalionu zajęły okopy przeciwnika i rozproszyły się po Krzeszowie.

Na lewym brzegu Sanu, tuż przy moście płk Grigorij Timrot oficjalnie pogratulował wszystkim zgromadzonym tam oficerom i żołnierzom za błyskotliwy sukces zdobycia mostu i za wtargnięcie na terytorium przeciwnika (w Krzeszowie – Koziarni znajdowało się nadsańskie przejście graniczne). Pod Krzeszowem rannych zostało 130 żołnierzy Lejb-Gwardyjskiego Preobrażeńskiego Pułku. Wywieziono ich do szpitali polowych usytuowanych po prawej stronie Tanwi. Na drodze Krzeszów – Harasiuki transport rannych napotkał maszerującą kolumnę 8. Moskiewskiego Pułku Grenadierów. Kolumna zatrzymała się i wyrównała szereg. Żołnierze przyjęli postawę zasadniczą i oddali honory. Orkiestra zagrała marsz pułkowy. Grenadierzy głośno krzyczeli: hura!

Tak wydarzenie to wspomniał jadący z transportem rannych Jurij Zubow. Pierwotnie 1. Armia austriacka zamierzała aktywnie bronić linii Sanu od ujścia do Krzeszowa, ale niepowodzenia sąsiadującej z nią 4. Armii austriackiej zmusiło ją do rozciągnięcia powierzonej linii obrony od Krzeszowa do Jarosławia. Zdobycie krzeszowskiej przeprawy – pisał dalej Arsenij Zajcow – zatrzymałoby ewakuację Austriaków i uniemożliwiło korzystanie z torów kolejowych. 1. Armia (austriacka) chciała utrzymać się na Sanie do wieczora 19 września, aby zabezpieczyć odwrót korpusów armii austriackiej. Forsowanie rzeki przez Rosjan (pod Krzeszowem) wymusiło na dowództwie 1. Armii rozpoczęcie odejścia od Sanu 15 września. Armia ta odeszła na 15-20 km od Sanu.

 

W okolicach mojej działki rekreacyjnej w Sierakowie nad Tanwią pozostało wiele umocnień i resztki pocisków ze słynnej bitwy pod Krzeszowem we wrześniu 1914 r. Artykuł ten napisałem przy „wsparciu literackim” Tomasza Sudoła autora książki „Działania wojenne na ziemi niżańskiej” oraz wspomnień Romana Sokala „syna tej ziemi”. Dziękuję.

 

Kazimierz Szubiak

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.