Kolędowanie w zaniku, nawet u nas

 To smutne, a wydawać by się mogło, że w biłgorajskim wszystko to, co kościelne, powinno trzymać się mocno, a kolędy na dowód tego powinny rozbrzmiewać w czasie świąt Bożego Narodzenia i nowego roku na wszystkie sposoby. Przecież mamy tu społeczeństwo religijne i praktykujące, więc kolędowanie, czyli głoszenie, śpiewając, chwały Bogu i odwiedzanie z tym zamiarem sąsiadów i znajomych powinno być trwałą tradycją, szczególnie w drugi dzień świąt, zwany kolędą. A przecież jest jeszcze wymiar ziemski kolędowania, taki ludzki, kiedy to ludzie są radośni i chętni do bratania się, śpiewając tradycyjne kolędy i unowocześnione pastorałki, a nawet specjalne pieśni na tę okazję. To radosna zabawa, nie mówiąc już o dzieciakach, dla których kolęda i kolędowanie może być atrakcyjną i pouczającą przygodą. To też byłoby okazją do zademonstrowanie odważnego śpiewania przez dzieciaki, a i ogłady zarazem. Ponadto mógłby się przy tym zrodzić nawyk do zbierania datków pieniężnych na wzór późniejszego zarobkowania. To początek edukacji z ekonomii, z prawa wartości, w tym przypadku wartości i siły nabywczej pieniądza. A niech starsi przypomną sobie, jak to było zaraz po wojnie; nie wszyscy mogli dawać „płaźnik” pieniężny. Dawali to, co mieli, a wyróżnieniem było też świąteczne ciastko, a nawet bułka pszenna z mąki pytlowej.

A jak było teraz? Przez całe święta nie zauważyłem żadnych kolędników na ulicy, żaden nie odwiedził mnie w domu, a i w domu jakoś nie mogłem namówić do wspólnego śpiewania kolęd. Ale moi znajomi spotkali na ulicy w Biłgoraju wyjątkowych, przebranych kolędników; roześmianą „anielicę” i takąż „diablicę”. Oczywiście zaśpiewali kolędę na życzenie i ku uciesze zarobili „kolędę”, bo tak też nazywano „płaźnik”. Takie widoki i podobne zdarzenia należały jednak do rzadkości. Za to siedzenia przy stole i konsumowania nie było końca. Będąc w gościach, miałem szczęśliwą okazję wysłuchać zamiast kolędy jej melodię i to w wykonaniu chłopca Mikołaja, ale przyjezdnego – spod Krakowa, który zaintonował na akordeonie kolędę „Przybieżeli do Betlejem pasterze „. Resztę gości jakby zamurowało; wysłuchali biernie i… i nic, żadnej powtórki ani kontynuacji. Za to było śpiewanie kolęd kilka minut po powitaniu nowego roku, na tzw. prywatce – spotkaniu towarzyskim, a szczególnie donośna była kolęda „Nowy rok bieży, w jasełkach leży”. I pomyśleć, jak to kiedyś wszyscy śpiewali kolędy, a tacy malcy uczyli się słów kolęd na pamięć ze specjalnych śpiewników, takich w formacie dzisiejszego indeksu studenckiego, tylko oprawionego w grube okładki i zszyte nićmi kartki. To były niezapomniane kantyczki. Właśnie z nich uczyłem się kolęd, by później z kolegą chodzić po domach, choć częściej było to pod oknem, i śpiewać na cały głos, aby gospodarz domu bardziej takie śpiewanie docenił, dając większą zapłatę. Ale czy tak robili pierwsi chrześcijanie w I w.n.e., tego nie wyczytałem. W każdym razie nazwa „kolęda” powstała od łacińskiego słowa calendae oznaczającego pierwszy dzień miesiąca i roku. Zaś pierwsza polska kolęda „Zdrów bądź, królu anielski” powstała w 1424 r., natomiast najbardziej znana na świecie jest kolęda „Cicha noc” powstała w połowie XIX w. w Austrii. Przetłumaczono ją na ponad 300 języków świata. A co z kolędowaniem?

  Jeszcze nie tak dawno chodzenie kolędników po domach było powszechne. Teraz to wyjątki i to w unowocześnionej formie. Taki  piękny wyjątek w tej dziedzinie zrobił zespół Retrospekcje przy Biłgorajskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku, który między świętami złożył kolędową wizytę aż w Aleksandrowie, dokąd zaprosili ich miejscowi animatorzy kultury. W planie ma jeszcze występ w Ciosmach i w BCK razem z innymi zespołami  Ich rekwizytem były w kolorze złotym jednakowe nakrycia głowy w kształcie korony królewskiej oraz jednakowe ubiory z przewieszonym białym szalem. Był tez przebrany ksiądz, którego zadaniem było czytanie Ewangelii i… tacka…

  Mimo że zanikło prawie zupełnie kolędowanie domowe, to rozpowszechniło się – jakby w zamian – śpiewanie kolęd przez różnego rodzaju zespoły, głównie ludowe, oraz przez najbardziej znane gwiazdy estrady i sceny. W tym celu organizowane są różne przeglądy, spotkania i recitale kolęd i to z nagrodami dla najlepszych, a programy w telewizji i radiu prześcigają się w pomysłach, wymyślając bajeczne scenariusze i scenografie. To kosztuje i to robi wrażenie, choć ich forma, moim zdaniem, trochę deprecjonuje główne przesłanie kolęd – śpiewanie chwały Boskiej Dziecinie – jakby to nie było najważniejsze. Ponadto pojawiają się nowe teksty pastorałek i kolęd jakby sztuczne, jakby w zamian kolędowania. Takie odnoszę wrażenie.  

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.