działka

- Reklama -

Katastrofa coraz bliżej?

Oby nie, ale za dużo jest już jej symptomów, żeby spać spokojnie i być dalej bezmyślnym, a tym bardziej żeby ją bagatelizować. Oczywiście, w biłgorajskiem bezpośrednich zagrożeń jeszcze nie widzimy, ale pośrednio już dają znać o sobie. Mam tu na myśli coraz cieplejszy klimat połączony z mniejszymi opadami i – co za tym idzie – większą, wyniszczającą suszą. Narasta też problem ze skuteczną utylizacją odpadów nieorganicznych, których – jak wiemy – przybywa w postępie geometrycznym, tak jakby nie było u człowieka opamiętania i jakby nie można było temu zaradzić. A to nie do końca prawda.

Są już opracowane technologie zastąpienia opakowań foliowych i plastikowych nowymi materiałami podatnymi na utylizację i powstającymi z… odpadów w przemyśle spożywczym. Na przykład w młynach to otręby, na polach słoma, a w lasach ściółka. Rzeki i morza alarmują, rośnie ich zanieczyszczenie, giną ryby, mimo że uodparniają się zaskakująco, jedząc nawet plastik, ale czy bez szkodliwych następstw? Tego obawiać się należy nawet u nas, ich zjadaczy. A w naszej Ładzie dalej nie ma ryb, mimo że wędkarze i spółki wodne dokonywały już zarybień. Ja, u siebie na działce przyglądam się niemal codziennie wodzie w rzece i jeszcze nie widziałem jakiejkolwiek ryby (żabki się zdarzają), a stworzyłem dogodne dla nich warunki, w czym pomogły mi bobry, dzięki którym powalone drzewa porobiły zatoczki i zagłębienia zarośnięte badziewiem. Mimo to zrobiła się pustka, którą ożywiają dwie dzikie kaczki i codziennie mnie odwiedzają. To nie napawa optymizmem, wręcz odwrotnie, obawą o naszą przyszłość. O tym mówi sam Papież. Niektórzy ostrzegają też przed katastrofą ekonomiczną, której obawiają się po wdrożeniu wszystkich obietnic przedwyborczych głoszonych przez zjednoczoną prawicę, o ile tylko wygra ona najbliższe wybory do parlamentu z potrzebną do tego przewagą. I tu, według mnie, trzeba już na zimne dmuchać, jako że temu można jeszcze zaradzić, podejmując w samej gospodarce na czas środki ochronne i dywersyfikacyjne. Dla mnie te obietnice są ambiwalentne, bo z jednej strony dają to, czego potrzebujemy, czyli więcej środków do życia, a jednocześnie grożą na przyszłość, czyli według sceptyków zagrażają kryzysem gospodarczym i dużą, czyli skokową inflacją. To – szczególnie dla potomnych – zły kierunek. Ale bądźmy też świadomi, że ci sceptycy są zarazem opozycją polityczną i dla nich takie narzekania są potrzebne dla celów wyborczych.

Moje skromne zdanie jest takie, by wygrana opcja nie była absolutna, czyli wszechmogąca, bo to prowadziło zawsze w przeszłości do wynaturzeń i zlekceważeń reszty. To slogan, ale wypowiem go, każda władza powinna mieć nad sobą kontrolę, a najlepiej jest wtedy, gdy jest wzajemna kontrola, czyli trójpodział władzy, pozostawiając tzw. suwerenowi, czyli nam wszystkim wyborcom, ingerencję tylko podczas demokratycznych wyborów, takich jakie będziemy mieli 13 października.

- Reklama -

Mamy więc okazję teraz ocenić dotychczasową władzę i wydać jej swoją ocenę. Zasługuje na prolongatę czy nie, czy też trzeba ostrzec ją, że idzie w złym kierunku i robi błędy? Dla świadomego wyborcy nie będzie z tym problemu, wszak on będzie i jest na bieżąco wystarczająco zorientowany. Ale jest reszta i to ta decydująca, którą można manipulować z afiszów na płotach czy z ambony, choć ten drugi sposób agitacji jest oficjalnie zabroniony i do czego brak jest oficjalnego, kościelnego przyzwolenia. Tak by było najlepiej, żeby propagandę wyborczą ograniczyć tylko do obiektywnej informacji. Dotychczasowa praktyka jednak temu zaprzecza i to dla mnie jest smutne, choć znam wyjątki, nawet tu w Biłgoraju. A to gdzie indziej, np. na Śląsku jest prawie chlebem powszednim, tam Kościół trzyma się mocno, wiem to z autopsji.

Korzystajmy więc przede wszystkim ze swego rozsądku, a mamy go przecież nie od parady, tylko do użytku, szczególnie w chwilach ważkich dla państwa i dla siebie. Tę sugestię powinniśmy zastosować przy analizie poszczególnych kandydatów. Odróżniajmy swoich od spadochroniarzy, którym są obce warunki i potrzeby naszego biłgorajskiego środowiska, a którzy traktują nas jak katapultę do politycznej kariery. W naszym rejonie główny potencjał wyborczy jest na wioskach i stamtąd będzie najwięcej głosów, więc dla tych wyborców najlepszy jest wybór zgodnie z chłopskim rozumem. Mieszkaniec wsi ma teraz wszelkie warunki do orientowania się w materii wyborczej, ma dostęp do wszystkich mediów, o ile tylko czas mu na to pozwala. Kiedyś na wsiach dominowała partia chłopska i wtedy parlamentarzystami byli „łepscy” chłopi. Przedwojenny poseł Jan Dziduch z Soli niech będzie tego przykładem. A inni? Niech głosują według swej woli, wszak to wybory powszechne, bezpośrednie i wolne od nacisków.  Najważniejszy jest sam udział w wyborach, niech zwycięzcy mają mocny mandat zaufania.

Biłgorajczyk, naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.