- Reklama -

- Reklama -

- Reklama -

Karnawałowe szaleństwo w latach 50-tych

Tak się biłgorajacy bawili w latach 50. Było "goło, ale wesoło" – może dlatego, że byliśmy młodzi i piękni.

Do momentu powstania Powiatowego Domu Kultury w 1953 r. zabawy taneczne były rzadkością. Latem – na 1 Maja, 22 lipca i sporadycznie „z okazji” kolejnego x-lecia (np. PSS), festyny na stadionie, występy zespołów śpiewaczych czy tanecznych. Biłgorajski folklor. Namiot, z którego ciągnięto fanty na wędce. Jeden wyłowił grzebyk czy lusterko, inny gęś lub prosię. A więc było „goło i wesoło”.

Wieczorem na starym korcie przygrywała orkiestra pana Jakóbczyka i bawiono się do późnych godzin. Samochód marki Star służył jako bufet. Można było zamówić piwo z beczki (długa kolejka – chętnych wielu, a kufli kilka). Mieszkańcy lokowali się na łące, a płaszcze zastępowały stoliki. Śpiewy, śmiech i okolicznościowe toasty tworzyły niezapomnianą aurę. Tak było latem, a zimą? Zimą sylwester i zabawy karnawałowe odbywały się w zakładowych świetlicach. Duże sale w „jajczarni” lub prezydium w piwnicy (obecny ZUS) przystrojone kolorowymi bibułkami imitowały sale balowe.

Szarzyzna lat 50. ustępowała kolorowemu wystrojowi i wystrzałowemu humorowi. W 1953 r. powstał Powiatowy Dom Kultury, dyrektorem (kierownikiem) był pełen zapału do pracy i ciągle nowych pomysłów – Edmund Szubiak.

Zabawy sylwestrowe odbywały się w sali kina. Był jeden problem. Pochyłość podłogi powodowała, że nad ranem tańczący tłoczyli się przy scenie, na której „panowała” świetna orkiestra dyrygenta i trębacza Czesława Nizio. Na środku sali stała 5-metrowa choinka, pod którą bywało, że ktoś nad ranem przysnął.

Dżentelmenów u nas dostatek, więc koncert życzeń przeciągał się do białego rana. Wracający z balu przystrojeni serpentynami, konfetti i balonikami mijali się z idącymi na Mszę do kościoła. Życzenia noworoczne były nieodzowne – zawsze miłe i serdeczne. Nie przeszkadzał siarczysty mróz.

W każdą sobotę karnawału odbywały się wieczorki taneczne. W PDK – na górze jedna sala konsumpcyjna, gdzie niezawodna pani Michala serwowała kiełbaskę na gorąco i bigos, a na „ostatki” śledzia z ziemniakami w mundurkach. Jak przystało na placówkę kulturalną alkoholu nie było (oficjalnie), natomiast oranżada była „z prądem” i czasami trudno było odróżnić butelki produkcji pana Borowskiego i Miazgi. Zespół muzyczny przygrywał w drugiej sali lustrzanej.

Muzycy to I liga województwa lubelskiego: Waldemar Łysikowski – akordeon, Tadeusz Mróz – pianino, Stanisław Niespodziewański i Jerzy Zakrzewski – gitarzyści, Ryszard Róg i Jan Kukiełka – perkusja. Z czasem zespół powiększył się o grającego na trąbce Czesława Nizio i saksofonistę Wojciecha Baszkiewicza (wypożyczanego z Tarnogrodu).

Klub PDK tętnił życiem. Bilety szły jak woda. Zabawowiczów przybywało. Niebawem powstawały lokale z dansingiem „Astoria” (obecnie kwiaciarnia) oraz „Łabędź”. Zawsze pełna frekwencja. Ubaw po pachy do rana. O dziwo – policja prawie nie interweniowała.

- Reklama -

W dalszym ciągu karnawałowe zabawy odbywały się w zakładach pracy. Prym wiodła Włosiankarnia (na ul. Zamojskiej). Była tu duża świetlica. Rano dzieci dostawały paczki od św. Mikołaja (wcześniej Dziadka Mroza). Wieczorem ludzie pracy balowali i nikomu to nie przeszkadzało. Inne zakłady: PZGS, PSS „Społem”, Przedsiębiorstwo Budowlane i inne miały swoje „choinki”. Raz lepiej, raz gorzej, ale większość uczestników była zadowolona. Powstawało wiele związków, niektóre trwają do dziś.

Zabawy miały swoją oprawę. Z reguły prowadził je wodzirej. Niezapomniany był pan Ferdynand Mossakowski. Bal rozpoczynało się polonezem, a kończyło białym mazurem. Były różne atrakcje: bal maskowy, bal z fujarkami i klekotkami, którymi szczególnie głośno witano nowy rok. Kto tam wtedy myślał o fajerwerkach? Młodzież z okolic najczęściej strzelała z pojemników z karbidem. Kupione na odpustach pistoleciki na kapiszony lub korki to pikuś w porównaniu z obecnie stosowanymi „bombami”.

Były jeszcze walce kotylionowe, wybory miss balu czy najlepszej pary tanecznej. Fundatorzy wręczali torty, butelki szampana i różne gadżety.

Ostatni taki bal pamiętam w Liceum Ogólnokształcącym w roku 1980. Dookoła bieda galopująca. Kartki na podstawowe produkty. Jedyny w mieście sklep komercyjny z szynką, a tu przepych: świetna kuchnia, przednie alkohole, wiele atrakcji, a w bufecie niezapomniany koktajl „Jaszu”. Mieliśmy satysfakcję z kolegą Marianem, gdy nazajutrz jeden z licznych gratulujących życzył nam: „Weźcie w ajencję olimpiadę letnią w Moskwie, może medali nie będzie, ale będzie wesoło”.

W 1966 r. utworzono Muzeum Biłgorajskie, którego organizatorem i pierwszym dyrektorem był Janusz Bentkowski, po nim funkcję objął Roman Sokal. Placówkę od 1976 r. przemianowano na Muzeum Rzemiosł Ludowych. Mieści się tutaj jedyna w kraju ekspozycja sitarstwa (obecnie w skansenie przy ul. Nadstawnej). Są tu także zbiory z zakresu: historii, sztuki, etnografii, archeologii oraz rzemiosł ludowych. Staraniem Towarzystwa Regionalnego i muzeum powstała w Józefowie Izba Pamięci poświęcona Józefowi Romanowskiemu – poecie, który zginął pod Józefowem w czasie powstania styczniowego (kwiecień 1863 r.), walcząc w oddziale płk. Borelowskiego „Lelewela”. Dzięki zabiegom Towarzystwa uratowane zostały od zniszczenia zabytki kultury materialnej: Zagroda Sitarska, Zespół Młyński na rzece Biała Łada. Wykonano także liczne prace konserwatorsko-renowacyjne. W sesjach naukowych Towarzystwa Regionalnego, które prowadził inż. Mieczysław Kamiński, uczestniczyli znani w środowisku naukowym profesorowie biłgorajskich uczelni: Jan Mazur, Andrzej Wąsek, Roman Tokarczyk i działający aktywnie do chwili obecnej prof. Stanisław Grabias. Wszyscy oni mają biłgorajskie korzenie, co podkreślali przy każdej okazji.

I rzeczywiście tak było, o czym zapewnia

Kazimierz Szubiak

- Reklama -

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.