Kłótnia o babcię

Jeden z naszych Czytelników przyszedł do Redakcji, aby opowiedzieć o ciężkim losie swojej mamy. Mężczyzna chciał poruszyć temat na łamach gazety i może tym sposobem zakończyć rodzinne niesnaski, które z roku na rok stają się coraz bardziej uciążliwe. – Kiedy bym nie pojechał do mamy, to zawsze na coś się skarży. A to, że leki ktoś jej zabrał, że ziemniaki ukradł, że wodę w butelkach pozabierał. Mówi, że to wszystko wina mojego brata, który mieszka z nią na tej samej posesji – opisuje mężczyzna, który dodaje, że jego mama jest notorycznie okradana, a brat dokucza jej, a nawet grozi śmiercią. Na dowód tej winy pokazuje raporty działań policyjnych. Jego mamę policja odwiedzała już kilkakrotnie, ponieważ mężczyzna zgłaszał, że dzieje się coś niedobrego. Ostatnia interwencja poskutkowała założeniem tzw. „niebieskiej karty”. Teraz funkcjonariusze policji i pracownicy opieki społecznej na bieżąco kontrolują sytuację. Jednak dotychczasowy nadzór nie wykazał niczego niepokojącego. Mimo próśb naszego Czytelnika, każda sytuacja kończyła się odmową wszczęcia śledztwa. Policjanci i pracownicy opieki radzą, aby mężczyzna zabrał mamę do siebie. Jednak on twierdzi, że starsza pani nie chce opuszczać swojego lokum. 

Po wysłuchaniu jednej strony, pojechaliśmy zapytać drugą o jej wersję wydarzeń. Oskarżony przez brata mężczyzna twierdzi, że słowa jego brata są stekiem bzdur i pomówień. Mówi, że z matką nie utrzymuje kontaktu, nie odwiedza jej i nie rozmawia z nią. Ale to nie oznacza, że się znęca nad nią psychicznie. – Ja nie chcę pieniędzy matki. Ja chcę mieć święty spokój – oznajmił w rozmowie z nami. Jego zdaniem opiekować się starszą kobietą powinien ten, kto bierze pieniądze z emerytury. A według mężczyzny, duża część emerytury jego mamy trafia na konto brata. Jego życzeniem byłoby, aby któreś z jego czworga rodzeństwa podjęło się prawnej opieki nad staruszką. Tylko w tym upatruje zakończenie rodzinnego konfliktu.

Rozmawialiśmy też ze starszą panią. Według kobiety jej syn, z którym mieszka na jednej posesji, bardzo jej dokucza. Mówiła, że niszczy jej rzeczy albo je zabiera bez pytania. Skarży się, że nie ma wody ani toalety w swoim mieszkaniu, co z wiekiem sprawia jej coraz więcej problemów. Jej zdaniem takie rzeczy powinien zapewnić jej syn, z którym wspólnie zajmuje jedno podwórko. Skarży się, że inne kobiety w jej wieku są niemal noszone na rękach przez ich dzieci i wnuki, a do niej nikt nie przychodzi. – Jestem tu sama. Nikt mnie nie odwiedza. Ostatnie święta, Wigilię spędziłam całkiem sama – użala się. Mówi, że dzieci się od niej odwróciły, nie odwiedzają jej, choć ona każdemu pomagała jak mogła. Przyznaje, że teraz odwiedza ją jeden syn, ale ona nie chce się do niego przeprowadzić. Zastanawia się nad domem opieki nad osobami starszymi, jednak martwi ją to, że będzie musiała większość swojej emerytury oddawać. Według kobiety najlepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie osoby, która codziennie doglądałaby jej, sprzątała, gotowała, pomagała.

Nie od dziś wiadomo, że rodzina to fundament, na którym większość ludzi buduje swoje całe życie. Jednak w niektórych przypadkach to właśnie rodzina staje się przyczyną konfliktów i życiowej niedoli. Miejmy nadzieję, że historia przedstawiona powyżej znajdzie swoje pozytywne rozwiązanie, stawiając kres rodzinnej kłótni.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.