Garderoba Gentlemana

Jak szybko działa pogotowie energetyczne?

Do naszej Redakcji zgłosił się mieszkaniec ulicy Spokojnej w Biłgoraju, którego załatwienie sprawy przez pracowników Rejonu Energetycznego doprowadziło do przysłowiowej "białej gorączki". – Przy moim budynku przebiega linia średniego napięcia. Kable dotykają wierzchołków drzew rosnących nad działką sąsiada. Przy silniejszych podmuchach wiatru sypią się nawet iskry! – mówi mieszkaniec ulicy Spokojnej. Obawia się on, że taka sytuacja może doprowadzić do pożaru lub porażenia prądem i stworzyć zagrożenie dla życia i zdrowia jego rodziny.

Zgłosił on swój problem telefonicznie do Pogotowia Energetycznego w Biłgoraju. – Na pracowników Rejonu trzeba było czekać dwie godziny. Elektrycy przyjechali, pooglądali i stwierdzili, że… nic nie da się zrobić! Odjechali, nic nie robiąc! – mówi zdenerwowany mieszkaniec Biłgoraja. Po tym zdarzeniu jeszcze kilkakrotnie dzwonił on na infolinię i prosił o załatwienie sprawy. W odpowiedzi usłyszał zapewnienie, że problem będzie rozwiązany. – Jak długo mam na to czekać? – pytał. 

Zdesperowany mieszkaniec napisał skargę do dyrektora Rejonu Energetycznego, opisując swoją sytuację: "W dniu 22 lipca 2017 r o godz. 18.45 na numer telefonu alarmowy 991 zadzwoniłem z informacją o zagrożeniu życia i zdrowia na ul. Spokojnej w Biłgoraju. Mój dom stoi obok linii średniego napięcia. Przez moją działkę i sąsiednią przebiegają dwie linie średniego napięcia. Pod liniami na sąsiedniej działce rosną drzewa, które przy podmuchach wiatru dotykają linii i widać iskrzenie, czyli następuje różnica potencjałów. Posiadam małe dziecko w wieku 2 lat, które chodzi po podwórzu i obok tych drzew przebiega droga, po której chodzą ludzie.

Pracownicy pogotowia przyjechali tego dnia ok. godz. 21.00, popatrzyli i nic nie zrobili (dlaczego tak długo jechali – to jest pytanie – czyżby bagatelizowanie sprawy lub przełom zmian dyżurnych?). Wyjaśnili, iż tą sprawę zgłoszą wyżej. Następnie w dniu 24 lipca 2017 r. o godz. 9.41 ponownie zadzwoniłem z interwencją, iż drzewa dotykają linii i jest zagrożenie  życia i zdrowia. Dyspozytorka była zdziwiona dlaczego to nie zostało zrobione. Ponowiła tę interwencję. Pracownicy przyjechali po godz. 13.10 i ponownie – dlaczego tak długo jechali? Powiedzieli, iż otrzymali zgłoszenie, na którym jest napisane, iż u sąsiada pod numerem 28 nie ma jednej fazy, a zgłaszającym jestem ja. Nie wiem, dlaczego taka rozbieżność i nie wiem, o co chodzi. Pokazałem im rosnące drzewa i zwisające przewody elektryczne i również nie zareagowali. Powiedzieli, iż jest to grubsza robota. Tego samego dnia o godz. 13.41 ponownie ponowiłem zgłoszenie, iż nic nie jest zrobione, a zagrożenie dalej jest. Takie zaniedbania powodują odpowiedzialność karną dla pracowników i kadry kierowniczej za brak nadzoru określone w art. Art. 160. § 1. kk Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Chyba, że Pan dyrektor uważa inaczej, to proszę, aby Pan dał mi to na piśmie, że w takim przypadku nic się nie może stać i każdy jest bezpieczny. Jak przepłynie prąd po drzewie, to tylko połaskocze i nic się nie stanie człowiekowi. Posiadam już zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy i w dniu jutrzejszym postanawiam złożyć zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju. Ponadto powiadomiłem w tej sprawie media, żeby zainteresowały się praktykami PGE Obrót S.A. W przypadku osób niepłacących za prąd to zakład podejmuje szybko interwencje. Proszę sobie wyobrazić, iż do chorego człowieka jedzie karetka przez kilka godzin i lekarz nic nie podejmuje tylko powie "iż tę sprawę należy zgłosić wyżej". Tak działa pogotowie energetyczne?

Ponadto zaznaczę, że 2 lata temu, jak był taki podobny problem, to kiedy ten fakt zgłosiłem w sobotę, to pracownicy pogotowia byli w niedzielę 7.00 rano, a dom był niezamieszkały. Proszę wyjaśnić, o co chodzi!

 Proszę o powiadomienie mnie o wyciągniętych konsekwencjach służbowych wobec osób, które ten fakt zaniedbują i dlaczego jest takie mataczenie w tej sprawie. Pozdrawiam, Wasz klient niestety".

– Nasze służby oczywiście przyjęły zgłoszenie, pracownicy Pogotowia Energetycznego dokonali oględzin i stwierdzili, że świerki, których gałęzie zbliżają się do linii  średniego napięcia nie są własnością osoby zgłaszającej problem – odpowiada Bogusław  Furmanek, zastępca dyrektora Rejonu Energetycznego PGE Dystrybucji S.A. w Zamościu. – Zgodnie z procedurą ustalono właściciela działki, na której rosną kolidujące drzewa i uzgodniono z nim wykonanie wycinki gałęzi w jego obecności w dniu 26 lipca br. – dodaje.

Problem czytelnika został rozwiązany, ale kosztowało to go sporo czasu i nerwów. Liczymy, że pracownicy Rejonu Energetycznego zawsze będą szybko reagować nie tylko w przypadku odcięcia prądu dłużnikom, ale także w takich sytuacjach jak ta. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.