Jak się bawić, to się bawić!

"Bo my Polacy – my lubimy – tańce, zabawy, swawole".

Przedwojenne wspomnienia cioci Kwiecińskiej-Ludwik

Ciocia Stefania Kwiecińska, nieżyjąca już kronikarka, regionalistka tak pisze w swoich pamiętnikach o biłgorajskich balach: były prawie elitarne. Obowiązywał strój wieczorowy: długie suknie, piękne kreacje, swą elegancję podkreślali mężczyźni we frakach lub smokingach.

Do tańca przygrywała orkiestra Namysłowskiego (właściwie kilku muzyków z licznej kapeli). Najczęściej grał organista z puszczańskiego kościoła pan Peroni lub Żyd Berek. Grali pięknie. Potem dołączył harmonista pan Łyp, którego zdolne dzieci koncertowały w filharmonii warszawskiej i lubelskiej. Bal sylwestrowy odbywał się w klubie towarzyskim w kamienicy zlokalizowanej na rogu ul. Lubelskiej i Placu Wolności (była tam też herbaciarnia). Druga sala balowa była w kamienicy należącej do Żyda Wakszula (obecnie Restauracja „Sitarska”).

Na zabawy panienki przychodziły obowiązkowo w towarzystwie rodziców, braci lub kuzynów.

Mężczyzna – danser, chcąc zatańczyć z wybraną panienką, musiał ukłonić się opiekunce i spytać, czy pozwoli? Gdy spotkał się z aprobatą, podawał rękę panience, która ze spuszczoną głową i oczętami upajała się tańcem.

Bal rozpoczynał wodzirej. Był nim inżynier Michalewski, który z byłą damą dworu ostatniego cara Rosji – Heleną Andruszkiewicz rozpoczynał bal – polonezem. Potem wznosił toast i składał życzenia balowiczom. Były walce kotylionowe, liczne loterie z przeznaczeniem dochodu na cele charytatywne. Bal kończył się białym mazurem – panie proponowały swoje towarzystwo w tańcu często sfatygowanym już tancerzom.

Bale w Powiatowym Domu Kultury

Do 1953 r., w którym powstał Dom Kultury, bale sylwestrowe i karnawałowe odbywały się w przystrojonych kolorowymi bibułkami ciętymi w paski salach: starostwa (piwnica obecnego ZUS-u) lub „Jajczarni” (obecnie nowa Galeria Natura).

Wystrój był jednakowy. Dookoła sali stoliki, w środku miejsce do tańca. Przygrywała doborowa orkiestra pana Piotra Jakubczyka. Wstęp przeważnie za zaproszeniami (bufet obficie zaopatrzony, czyli napoje wyskokowe i trochę wędliny). Powiatowym Domem Kultury kierował pełen zapału twórczego i ciągle nowych pomysłów pan Edmund Szubiak. Dzielnie wspierały go panie: reżyser Halina Prochowska (do spraw artystycznych), Anna Kassin (do spraw organizacyjnych), Michalina Krauz – odpowiedzialna za gastronomię. Bufet był pełen pysznych zakąsek, nawet z rybą po żydowsku.

Do tańca grał znakomity zespół muzyczny, którym kierował i grał na trąbce Czesław Nizio, na fortepianie – Tadeusz Mróz, na akordeonie – Waldemar Łysikowski, gitarzyści – Stanisław Niespodziewański i Jerzy Zakrzewski, na perkusji – Ryszard Róg i Jan Kukiełka (również trębacz). Elementy dekoracyjne stanowiły plansze z brystolu, kolorowe bibuły, baloniki, serpentyny i konfetti. Na środku sali była piękna 5-metrowa choinka, pod którą bywało, że rankiem ktoś przysnął. Dobrym zwyczajem były bale prowadzone przez wodzireja Ferdynanda Mossakowskiego, później Janusza Bentkowskiego i mojej skromnej osoby. Każdego roku zmieniał się „wystrój” balu. Był bal maskowy, bal z fujarkami i grzechotkami, bal przy świecach i zimnych ogniach. Były walce kotylionowe, wybory miss balu, najlepszej pary tanecznej, konkurs „Mikrofon dla wszystkich” i wiele innych atrakcji, od których „głowisia bolała”. Nowy Rok witano wystrzałami z kapiszonów i puszek z karbidem, ale to pikuś w porównaniu z obecną kanonadą (rodem z karnawału w Rio!). Były też gromkie śpiewy przed PDK, że aż całe miasto drżało.

Na biłgorajskich wioskach

Od dawnych lat tradycja karnawału był zawsze żywa. Ludzie zbierali się w największej na wsi chacie. Tu w zależności od wielkości sioła był jeden lub kilku grajków – muzykantów. Obowiązkowo był: skrzypek, także bębnista, czasami wystarczał harmonista. Tańczyło się oberki, polki byle „z przytupem”. Dużo było śpiewów i deklamacji humorystycznych. Był to element zalotów i budzących się uczuć.

Mieszkańcy Biłgoraja bawili się długo i wesoło aż do świtu. Nie było awantur i bójek. Choć żyło się skromnie – humor dopisywał nawet przy minimalnym spożyciu okowity. Z latami pojawiły się większe zabawy ludowe w remizach lub salach przyszkolnych. A rankiem bywało, że rozbawiony tłum przybierał powagę i niemal z marszu uczestniczył w porannej Mszy Świętej”.

Z noworocznym życzeniem „Niech się darzy!”

Kazimierz Szubiak

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.