NOWa Gazeta Biłgorajska: – Jak wyglądał moment, w którym dowiedział się Pan, że wystąpi w "Kole Fortuny"?
Zbigniew Pyczko: – Na pewno było to miłe zaskoczenie, ale miałem też świadomość, że taką wiadomość prędzej czy później otrzymam, jeśli kwalifikacje zakończyły się pozytywnie. Od razu jednak przeszła mi przez głowę myśl, czy na pewno chcę w tym teleturnieju wystąpić?
– Czy stres był większy przed wejściem do studia czy już przy samym kole?
– Zdecydowanie już przy samym kole. Samo wejście do profesjonalnego studia robi olbrzymie wrażenie. Ale moment i świadomość, że za chwilę zobaczymy prowadzących, że kamery już będą nagrywać, mimo chęci opanowania emocji to wszystko spotęgowało stres.
– Co było trudniejsze: presja czasu czy obecność kamer?
– Dla mnie presja szybko upływającego czasu, który powodował, że trudno było zapanować nad myślami i ułożyć hasło.
– Czy coś w programie zaskoczyło Pana najbardziej "od kuchni"?
– Bardzo przyjazna atmosfera, mili ludzie pracujący przy kamerach i obsłudze.
– Jak zareagowali bliscy i znajomi gdy zobaczyli Pana w popularnym teleturnieju? Jaka była reakcja pracowników Urzędu? Czy mieszkańcy gminy komentowali występ?
– Muszę przyznać, że bardzo pozytywnie. Rodzina mi mówi, że jest ze mnie dumna. Odebrałem mnóstwo miłych wiadomości i reakcji na temat występu. Pracownicy Urzędu podziękowali za pozdrowienia, a od mieszkańców słyszałem i nadal słyszę komentarze o fajnej promocji naszej gminy. To bardzo miłe. Co ciekawe, to od momentu otrzymania informacji o terminie nagrania układałem w głowie co mam powiedzieć o sobie, kogo pozdrowić i czy uda się coś wygrać. Jadąc na nagranie do studia TVP w Warszawie miałem wrażenie, że wszystko mi się wymiesza. Mając na względzie to wszystko, ostatecznie chyba nie było najgorzej.
– Miał Pan jakąś strategię typowania liter czy działał intuicyjnie?
– Biorąc pod uwagę, że często oglądam Koło Fortuny i usłyszawszy kilka porad moich synów wydawałoby się, że można opracować pewną strategię. Jednak wspomniana presja czasu i magia otoczenia sprawia, że działałem raczej intuicyjnie. Po programie stwierdziłem, jak pewnie każdy uczestnik, że można było to rozegrać inaczej na zasadzie, co by było gdybym...
– Czy plan zakupu samochodu dla żony jest już aktualny? A co z tym "drugim miesiącem miodowym" – są już jakieś kierunki?
– Plan zakupu samochodu dla żony jest aktualny od jakiegoś już czasu i z niego nie rezygnuję. Kwota wygrana wystarczy pewnie na cztery koła i jak to żona żartuje "porządny zapach do wnętrza auta". A z "drugim miesiącem miodowym" to Pani przesadziła, bo mówiłem o "miodowym tygodniu". Jest to nasza perłowa rocznica więc na pewno gdzieś się wybierzemy, może do Hiszpanii.
– Czy można powiedzieć, że udział w teleturniejach to rodzinna tradycja? Pana synowie również brali w nich udział? Skąd taka pasja?
– W pewnym sensie tak, bo kiedyś jak synowie byli mali to brałem udział w kilku teleturniejach, nawet z moim śp. Tatą. Co prawda bez spektakularnych sukcesów, ale chyba trochę to w nich zostało zaszczepione. Chyba lubimy poczuć adrenalinę, odrobinę ryzyka, ale też traktować to jako ciekawą formę rozrywki z cichą nadzieją, że może uda się coś wygrać.
– Czy planuje Pan udział w kolejnym teleturniejach? Jeśli tak to jakich, gdzie możemy teraz Pana zobaczyć?
– Pewnie tak, chociaż nie będę zdradzał planów. Łatwiej jest dać się namówić jak w rodzinie są osoby, które mają podobne zainteresowania. A trochę sobie żartując, zobaczyć można mnie w Urzędzie Gminy w Biszczy.
– Dziękuję serdecznie za rozmowę. Życzę powodzenia w kolejnych teleturniejach.
– Dziękuje.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.