Sprawa dotyczy transakcji z maja 2023 roku. Natalia Sidor (wyraziła zgodę na publikację nazwiska i wizerunku), która od 10 lat prowadzi działalność gospodarczą w zakresie sprzedaży internetowej, według aktu oskarżenia miała doprowadzić małżeństwo Dawida i Żanety Z. z Goraja do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości 4920 zł. Poszkodowani zamówili 400 sztuk odzieży typu outlet. Ogłoszenie znaleźli na platformie sprzedażowej, ale mąż zamówienia dokonał telefonicznie, po wynegocjowaniu odpowiadających stronom warunków. Po wpłaceniu zaliczki w wysokości 405 zł towar został wysłany kurierem za pobraniem w kwocie 4515 zł.
Według pokrzywdzonych po otwarciu przesyłki w paczkach znaleźli ubrania brudne, dziurawe i zniszczone. Zapłacili jednak za przesyłkę, której nie sprawdzili przy kurierze, pomimo iż twierdzili, że kartony były poniszczone. Policja, pod nadzorem prokuratury w Biłgoraju, przez następne niemal trzy lata prowadziła sprawę. Z akt sprawy wynika, że mundurowi mieli spory problem z namierzeniem sprzedawcy odzieży.
Proces trwa
Proces Natalii Sidor, przedsiębiorczyni z Lublina oskarżonej o internetowe oszustwo przy sprzedaży odzieży outletowej, budzi coraz więcej pytań wokół działań organów ścigania i przebiegu całego postępowania. Choć poszkodowani odzyskali niemal całą wpłaconą kwotę, poza zaliczką wynoszącą 405 zł, bo po zabezpieczeniu przez organy ścigania, pieniądze od razu wróciły na prywatne konto, i obecnie nie podtrzymują już roszczeń, proces trwa.
Wyprowadzona z pracy w kajdankach
Podczas pierwszej rozprawy sąd przesłuchał oskarżoną oraz pokrzywdzonych, a już wtedy ujawniono istotne okoliczności – przede wszystkim fakt, że główny dowód w sprawie, czyli zakwestionowana odzież, został zutylizowany i nigdy nie został formalnie zabezpieczony ani poddany oględzinom przez policję. Linia obrony Natalii Sidor opiera się na twierdzeniu, że nie działała z zamiarem oszustwa, nie wiedziała o prowadzonym postępowaniu, a kupujący nie złożyli formalnej reklamacji zgodnie z procedurą. Przedsiębiorczyni utrzymuje, że prowadzi legalną działalność od lat, nie ukrywała miejsca pobytu i sama padła ofiarą nieprawidłowości związanych z rozliczeniem przesyłki. Obrona podnosi także, że zastosowane wobec niej środki: list gończy, zatrzymanie, wyprowadzenie z firmy w kajdankach i wniosek o areszt, były niewspółmierne do charakteru sprawy i bardziej przypominają spór cywilny niż klasyczne postępowanie karne.
Ojciec Natalii Sidor broni córki: Ona ciężko pracuje i dba o klientów
Druga rozprawa w sprawie Natalii Sidor odbyła się pod koniec kwietnia i przyniosła zeznania ojca oskarżonej, od lat związanego z handlem. W sądzie przedstawił obraz córki jako osoby od wielu lat prowadzącej legalny biznes i funkcjonującej według rynkowych procedur.
– To jest praca dla przyzwoitych ludzi. Nie można oszukiwać, mataczyć, bo traci się klientów – mówił przed sądem.
- Córka ma tytuł "supersprzedawcy" na Allegro. Ciężko pracuje. Zaczyna przed 6, kończy późno wieczorem. W tej chwili nie zatrudnia nikogo, bo jest inna forma sprzedaży. Ale był okres, że zatrudniała około 10 osób - zeznał.
Szczególny nacisk położył na procedury związane z reklamacjami.
– Jeśli są zastrzeżenia, otwiera się paczkę przy kurierze, sporządza protokół i odmawia odbioru albo wdraża procedurę reklamacyjną – zeznawał.
Według obrony właśnie ten element ma kluczowe znaczenie. Natalia Sidor utrzymuje bowiem, że kupujący nie przeprowadzili formalnej reklamacji zgodnie z procedurami, mimo że, jak twierdzi, odpowiednie formularze miały znajdować się w przesyłkach.
Ojciec oskarżonej poruszył też inny wątek. Zeznał, że córka informowała go o telefonach od osób podających się za policjantów i prokuratorów.
– Ostrzegłem ją, żeby była ostrożna. Dziś każdy może zadzwonić i podać się za funkcjonariusza – relacjonował.
To istotny element obrony, ponieważ Natalia Sidor konsekwentnie utrzymuje, że nie ignorowała organów ścigania, lecz oczekiwała formalnych, pisemnych zawiadomień.
Osiem zdjęć i zeznania jednej strony. Gdzie są dowody?
Pełnomocnik Natalii Sidor, mecenas Falandysz, zwraca uwagę na to, co od początku pozostaje jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii całego procesu. Według obrony materiał dowodowy opiera się przede wszystkim na zeznaniach pokrzywdzonych i ośmiu fotografiach, które do akt trafiły na późnym etapie sprawy.
Jednocześnie odzież, która miała stanowić główny dowód, nigdy nie została formalnie zabezpieczona przez policję. Podczas wcześniejszych zeznań żona pokrzywdzonego przyznała, że rzeczy zostały zutylizowane... w kontenerze PCK.
Z przebiegu procesu ani policja, ani prokuratura nie oglądały fizycznie odzieży, której dotyczy zarzut. W sądzie zeznawał także kurier współpracujący z firmą Natalii Sidor. Według jego relacji procedury odbioru i doręczania przesyłek przebiegały prawidłowo.
- Ja mam proste pytanie, jakie mamy dowody, że państwo Z. mówią prawdę? Przecież małżeństwo z Goraja równie dobrze mogło ubrania sprzedać - puentuje pytanie mecenas Edmund Falandysz.
Sąd nie zdecydował się zakończyć sprawy i chce przesłuchać kolejnych świadków, w tym byłych pracowników przedsiębiorczyni.
Najnowszy wątek: policyjny szwagier szefa prokuratury
Najwięcej pytań wywołują dziś ustalenia dotyczące osób uczestniczących w postępowaniu.
Sprawę Natalii Sidor prowadził aspirant Marcin K. Według medialnych doniesień jest on szwagrem Ireneusza Gmyza, szefa Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju, który podpisał akt oskarżenia przeciwko Natalii Sidor. Sam prokurator pytany przez nas o tę relację, odpowiada:
– Nie potwierdzam i nie zaprzeczam.
W dalszej części rozmowy podkreślał jednak, że ewentualne powiązania rodzinne nie miały znaczenia dla przebiegu sprawy.
– Żaden z nas nie był osobiście zainteresowany tym postępowaniem. Takich spraw jest wiele – przekonywał.
To jednak nie jest jedyny rodzinny trop.
Pokrzywdzony Dawid Z. w rozmowie z Gazetą Wyborczą przyznał, że ma trzech braci pracujących w policji. Zapytany wprost, czy prosił któregoś z nich o pomoc, odpowiedział przecząco.
Kim była Anna Michalska?
W procesie regularnie powraca również nazwisko Anny Michalskiej.
To właśnie takie dane, jak wynika z akt, wskazał pokrzywdzony. Policja przez dłuższy czas próbowała ustalić tę osobę. Dla prokuratury miało to stanowić dowód ukrywania prawdziwej tożsamości.
– Sprzedająca występowała pod innym imieniem i nazwiskiem. Dla nas oznacza to ukrywanie tożsamości – argumentuje prokurator.
Natalia Sidor przedstawia jednak zupełnie inną wersję.
Przed sądem tłumaczyła, że "Anna Michalska" nie była konkretną osobą, lecz nazwą firmowego czatu wykorzystywanego przy obsłudze klientów.
– Tak chronimy tożsamość naszych pracowników. To powszechnie stosowana procedura przez firmy – wyjaśnia.
Podczas rozmowy prokurator otwarcie podawał tę wersję w wątpliwość.
– Nie słyszałem, żeby czat nazywał się Anna Michalska – mówił.
To właśnie kwestia tożsamości i rzekomego ukrywania danych stała się jednym z filarów argumentacji oskarżenia.
Rozmowa z prokuratorem: "Nie wszystko trzeba widzieć"
Rozmowa z szefem biłgorajskiej prokuratury przyniosła odpowiedzi, ale też kolejne pytania.
Pytany o brak zabezpieczonego towaru prokurator podkreślał, że nie jest to sytuacja wyjątkowa.
– W wielu sprawach nie ma tego towaru (...). Stwierdziliśmy, że jednak materiał na tyle jest mocny, że wskazuje dane, które dostatecznie uzasadniają podejrzenie, że dana osoba dopuściła się takiego przestępstwa - mówi prokurator.
Jego zdaniem podstawą aktu oskarżenia nie były wyłącznie fotografie, ale również zeznania pokrzywdzonych, które były wiarogodne.
- Te ubrania się nie nadawały do dalszej odsprzedaży. Wiem to z zeznań, nie muszę wszystkiego widzieć - mówi prokurator Gmyz. Małżeństwo zeznało przed sądem, że przywieźli na policję paczki, ale leżały w samochodzie i nikt na nie nawet spojrzał.
Prokurator nie widzi też nieprawidłowości w tym, że chociaż pieniądze wróciły na prywatne konto poszkodowanego, towar nie został zwrócony.
Prokurator konsekwentnie utrzymywał również, że sprawa od początku miała charakter karny, a nie cywilny, głównie z powodu niemożliwości ustalenia danych sprzedawcy.
– Jeżeli ktoś ukrywa swoją tożsamość, podaje inne dane i nie można go ustalić, pojawia się podejrzenie oszustwa – tłumaczy.
Sidor zapewnia, że nie otrzymywała skutecznych pisemnych wezwań do stawienia się w sprawie. Pełnomocnik Falandysz utrzymuje, że w aktach sprawy jest wezwanie, które...nigdy do pani Natalii nie zostało wysłane. Kobieta potwierdza, że odbierała telefony od osób podających się za policję i prokuratora, ale nie wiedziała, kto dzwoni, więc nie podawała swoich danych. Podkreśla, że za każdym razem prosiła o przesłanie pisemnego wezwania do stawienia się pocztą.
Proces trwa, pytań przybywa
Kolejna rozprawa miała odbyć się w maju. Sąd zarządził przesłuchania następnych świadków - byłych pracowników pani Natalii. Nie stawili się w sądzie, sąd zdecydował o ich zdalnym przesłuchaniu pod koniec czerwca.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.