- Reklama -

„Grzęźniemy w błocie i bezsilności”

To już kolejna interwencja, jaką podejmujemy na prośbę naszych czytelników. To też kolejna interwencja dotycząca dróg w gminie Biszcza. – Droga redakcjo! Piszę do was ten list z nadzieją na umieszczenie mojej jakby apelacji do sumienia włodarzy gminy Biszcza – tak napisała do nas Czytelniczka. Jak opisuje kobieta, razem z mężem i dwojgiem dzieci mieszka w Bukowinie. – Nasz dom położony jest około 1 km od drogi asfaltowej, do której prowadzi droga gminna. Jest ona utwardzona tylko do drogi sąsiada. Czujemy się, jakbyśmy nie należeli już do tej gminy – pisze kobieta, zaznaczając, że najtrudniej jest na wiosnę, ponieważ to właśnie wtedy ziemia rozmarza i robi się błoto. Sprawę "pogarszają" inni użytkownicy drogi, przede wszystkim rolnicy, którzy traktorami i przyczepami jeżdżą tą drogą do pobliskiego lasu. – I tak droga jest rozjeżdżana, robią się koleiny, że nawet rowerem nie można przejechać – przedstawia Czytelniczka. 

Autorka listu dodaje, że droga kilkakrotnie była reperowana, lecz bezskutecznie. – Próbowaliśmy sami, na własny koszt, najgorsze odcinki tej drogi utwardzać – pisze. Kilkakrotnie ze sprawą zgłaszała się do wójta gminy, jednak to nic nie pomagało. – Inne drogi są utwardzane co roku, a nasza nie. Tam, gdzie sami ułożyliśmy gruz i posypaliśmy piachem, to sołtys rzucił przysłowiową taczkę kamienia na wierzch – napisała kobieta, skarżąc się, że ich prośby nie znalazły zrozumienia. Problem pojawia się także w zimie, ponieważ droga nie jest odśnieżana. – Starszy syn, gdy chodził do szkoły w Bukowinie, nie mógł dotrzeć rano do autobusu, z powrotem trzeba go było samemu odbierać. Tylko jak z tego domu było wyjechać? Więc po prostu do niej nie szedł – opisywała czytelniczka, która dodała, że dopiero kiedy zrobili sobie prowizoryczny pług, problem z odśnieżaniem został rozwiązany. 

To nie koniec drogowych problemów. – Nie mamy zapewnionego dojazdu z domu do drogi publicznej. Po części jeździmy ową drogą gminną, a po części po gruntach prywatnych. Ta droga częściowo przebiega przez las, przez który trudno przejechać traktorem, a co mówić samochodem. Nawet drzewa na niej rosną! – przedstawia autorka listu. 

Droga w takim stanie stała się prawdziwym utrapieniem dla tych mieszkańców Bukowiny. – Mamy małe dziecko, które niedługo trzeba będzie wozić do szkoły, tylko którędy? – pyta Czytelniczka, która przedstawiła w liście smutną historię swojej mamy. – W zeszłym roku była u mnie moja mama. Niestety, zmarła. Jak chorowała, trzeba było często wzywać karetkę pogotowia, która nie chciała tą drogą do niej przyjeżdżać. Karetka skręcała na drogę sąsiada. On nie pozwala nią jeździć i często przychodzi do nas z pretensjami i obelgami – napisała. 

Jesteśmy zdani tylko na samych siebie! Nie możemy liczyć na pomoc urzędników gminy – pisze kobieta. – Proszę was bardzo o pomoc, o dotarcie w końcu do ludzkiego sumienia, jeżeli go w ogóle mają. Ja już nie mam siły i zdrowia chodzić i prosić – apelowała zrezygnowana mieszkanka Bukowiny. 

Apel mieszkanki Bukowiny przedstawiliśmy w biszczańksim urzędzie. Jak informował nas wójt gminy Zbigniew Pyczko, w ubiegłym tygodniu wraz z sekretarzem i pracownikiem odpowiedzialnym za inwestycje drogowe przeprowadził na miejscu wizję lokalną. – Sytuacja nie wygląda obecnie źle, bo rzeczywiście właściciele działek, po których jeżdżą ci państwo, nie robią teraz żadnego problemu i pozwalają dojeżdżać do ich posesji – mówi wójt. – W związku z tym, że modernizacja drogi przez las, tak aby była przejezdna przez samochody osobowe, to inwestycja nie do wykonania, podejmiemy w najbliższym czasie stosowne rozmowy i działania, aby poprawić tę sytuację – zapewnia włodarz, dodając, że brany jest pod uwagę zakup części działki pod drogę dojazdową, jeśli zgodzą się na to właściciele. Trzymamy za słowo!

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.