Grillem po oczach sąsiada

 Zamiast politykować i gorszyć się,jak to mówią Ślązacy, kiedy denerwują się, będzie tym razem coś z naszego weekendowego życia, coś, co stało się już swoistą modą, przejawem nowoczesnej subkultury. To grillowanie, a sezon grillowania ruszył już na dobre. Kto może grilluje i konsumuje smakołyki o wątpliwej zdrowotności, przy czym o zdrowiu jakoś mało kto przy tym mówi, wręcz odwrotnie ważniejszy jest szpan i rozkoszne doznania smakowe na świeżym powietrzu. No i ten luz, ta swoboda gadania o czymkolwiek i szaty dowolne, raczej luźne, bo muszą się rozciągać w miarę konsumpcji. W tym roku w Iławie zorganizowano nawet ogólnopolski konkurs na najoryginalniejszy przepis na wyszukane smaki z grilla. Hitem są w tym roku mięsa z owocami południowymi, np. z ananasem. Ponoć kurczak z takim dodatkiem ma niebiańskie smaki. A więc konsumujemy coraz bardziej wydumane i zaskakujące przysmaki. Ja również mam słabość do mięs po hawajsku, tzn. z ananasem lub pomarańczą. Pamiętam, że takie przysmaki serwowano już w latach siedemdziesiątych na Opolszczyźnie. Teraz jest tego do woli i na to stać przeciętnego Kowalskiego, więc zjawisko grillowania powszechnieje i nawet dla niektórych dostojnieje. Delektujemy się, np. soczystą karkówką przy piwku z pianką Perły lubelskiej. To piwko ma ostatnio dobre notowania, zwłaszcza u starszych wiekiem piwoszy, którym najwięcej przyjemności smakowych i trawiennych daje piwko niepasteryzowane. Ma ono ponoć najmniej dodatków szkodliwych dla wątroby, trzustki i śledziony. I taka jest Perła produkowana w Zwierzyńcu, który, jako ciekawostka, w latach okupacji niemieckiej należał wraz z tym browarem do powiatu biłgorajskiego. Będąc w Zakopanem zauważyłem liczne reklamy naszego wspomnianego piwa. Popijamy go więc na grillu z namaszczeniem, często z wysokiego szkła lub wprost z butelki, rzadziej z puszki, co czyni nas jeszcze bardziej rozluźnionymi i wyzwolonymi z ograniczeń obyczajowych, nie zważając przy tym, że dymek z grilla wali od czasu do czasu wprost po oczach sąsiada wyglądającego przez okno swojego domu. A bywa nawet tak, że widok taki sprawia radochę „grillowcom”. To czasami staje się takim infantylnym żartem, taką  zabawę w odwagę, kiedy widzimy, jak sąsiad krztusi się dymem i uszczelnia z łomotem okna. To przypomina mi sytuacje z dzieciństwa, kiedy piaskiem po oczach obrzucali się malcy w piaskownicy. To z reguły kończyło się głośnym płaczem i ucieczką z piaskownicy. A jak teraz robią dorośli?

Zamiast piaskiem potrafią uprzykrzyć życie sąsiadom, grillując tak, aby błękitny dymek z kiełbaskowym zapachem trafiał w oczy sąsiadów. Niektórzy potrafią na to przymykać oczy, ale niektórzy robią awanturę. Czy tak przystoi​? Na pewno nie. Kultura, i to ta podstawowa jako kindersztuba wymaga, aby takich numerów nie robić w myśl porzekadła; nie rób tego drugiemu, co tobie niemiłe. A wiemy, że dymek wyciska łzy… Warto wspomnieć też o przeszłości. Jakie dawniej były zwyczaje w tym zakresie?

  Najpierw przypomnijmy sobie, że kiedyś kiełbasy nikt nie profanował w ogniu, bo wędzono je w przekrytej skrzyni lub w ziemiance i robiono to bez rozgłosu, a sama kiełbasa była rzadko w zasięgu ręki z wyjątkiem największych świąt, np. Wielkanocy, kiedy kiełbasa była specjalnie wędzona i suszona, by swoim zapachem wzmocnić smaki pospolitej święconki. Przydomowe wędzenie było wtedy dość powszechne, ale nikt z takiego wędzonego dymku problemu nie robił, bo nie dla szpanu to robiono, lecz z potrzeby i zwyczaju.  Było to powszechnie akceptowane. Robili to z reguły zacniejsi gospodarze i robił to każdy na swój sposób, bo nie było żadnych wzorców ani dostępnych urządzeń na rynku. A teraz?

Teraz różnorodne wędzonki są gotowe w sklepie, a przy domu lub na działce króluje grillowanie na specjalnych rusztach nad paleniskami, których na rynku jest duży wybór. Będąc początkującym amatorem grillowania, miałem kilka lat temu tzw. blaszaka, w którym ogień nie chciał się słuchać, a dym „walił” po oczach. Szybko więc zmieniłem na palenisko ziemne ograniczone polodowcowymi głazami, tzw. mazurami, które w międzyczasie poznikały z okolicznych pól i stały się budulcem na grille. A samo urządzenie to obrotowy ruszt na wysięgniku, którym można operować w poziomie i w pionie. To wyśmienicie zdaje egzamin. A sąsiedzi?

Oni mają swoje, inne i też doskonałe urządzenia. Słowem, jest pomysłowość, kultura i szyk. I takich sąsiadów i rozwiązań grillowych życzę wszystkim. 

Biłgorajczyk, naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.