Gorąco w zimie – strajki

W żadnym przypadku nie będzie to namowa biłgorajskiego społeczeństwa do wystąpień przeciwko władzy, bo strajków jako takich nie popieram, a władzę szanuję – bo jestem prawie całe życie legalistą, z wyjątkiem okresu przynależności do Solidarności w latach 80. Ale wiedzmy, że bez niej, choćby jakiejkolwiek władzy, nie ma państwa. I namawiam innych, by podobnie rozumowali. Szczególnie nie popieram strajków destrukcyjnych i politycznych, kiedy jest demokracja i są samorządy, w tym pracownicze, lub związki zawodowe. Ale również nie namawiałbym do lekceważenia strajków. One są dla władzy niepodważalną informacją i zarazem ostrzeżeniem, i w pewnym sensie barometrem atmosfery panującej w państwie czy w danym zakładzie pracy, kiedy jeszcze władza (dyrekcja) nie reaguje, najpierw na wnioski załogi, potem na petycje, wreszcie na ostrzeżenia i pogotowie strajkowe. Wtedy dopiero, według mnie, wobec braku reakcji władzy, ostatecznie pozostaje do dyspozycji strajk. Na razie, moim zdaniem, strajki tylko rysują się, są u nas na firmamencie, ale coraz więcej o nich się mówi, a to oznacza, że obecna władza jakby oczekiwała tego, bo nie spełnia dalej oczekiwań i zapowiedzi i to dla coraz liczniejszych grup zawodowych. Przecież w naszym biłgorajskim środowisku dojrzewa kilka sporów z władzą; ostrzegają niezadowoleni nauczyciele, pracownicy pomocniczy sądu, pracownicy szpitala (pielęgniarki), choć nie tak dawno ich wynagrodzenia drgnęły za czasów poprzedniego ministra Mariana Zembali, a i rolnicy (producenci) też wykazują zniecierpliwienie i zdeterminowanie, i ostrzegają przed blokadą dróg. Oni są niezadowoleni i mało tego, oni przykładem innych rejonów Polski upominają się o swoje ekonomiczne bezpieczeństwo, oni jakby wiedzieli, że bez konsekwentnego upominania się władza sama o nich nie pomyśli.

W Biłgoraju niedawno pracownicy z obsługi sądu pokazali się z symbolicznym transparentem strajkowym, i tylko na krótko, w przerwie regulaminowej, manifestując chęć strajkowania, ostrzegając o tym, ale kogo, skoro ich główni mocodawcy są w Warszawie? My, mieszkańcy miasta im nie pomożemy, my tylko możemy ich racje podzielać lub być obojętni. Przypuszczam tylko, że w ten sposób solidaryzowali się z resztą Polski, jeśli… I tu nie kończę zdania, daję tylko do myślenia, ku przestrodze, bo to nie żarty. Pracownicy ostrzegają, są zawiedzeni, mimo że o sytuacji sędziów władza mówi zupełnie coś innego, że pławią się w dostatku i korzystają z nadmiernych przywilejów. Nie dotyczy to jednak pozostałych, zwykłych pracowników. Tak mówi władza, której sądy nie chcą się podporządkować, broniąc się w imię trójpodziału władzy w Polsce. Ale wiedzmy, że sami sędziowie bez reszty swoich współpracowników są bezradni i dlatego ci ostatni, wiedząc o tym, domagają się „swego”, protestując, bo wierzą, że w końcu władza ulegnie ich postulatom.

A nauczyciele? Tu mam zdanie bardziej polemizujące. Tu widzę więcej ambiwalencji, tu strajkom przyglądają się dzieci, i to w szkole, gdzie obowiązuje rzetelne nauczanie w oparciu o pozytywne przykłady. Ale czy strajk ich wychowawców to godny przykład dla młodzieży, przecież strajk to protest, którego zasadności młodzież nie rozumie do końca. Dla niej strajk to swoista „laba”; nie ma lekcji, jest „radocha” i nieraz psotliwe pomysły w imię też nieposłuszeństwa, jakby w solidarności ze swoimi nauczycielami. Według mnie strajki w szkole mają charakter degenerujący młodzież, zachęcają ją do „swoich” protestów, co młodzież rozzuchwala, a nauczycieli deprecjonuje i zmniejsza ich autorytet. Prawdę mówiąc, jest to dla mnie sytuacja stresowa; nie wiem jak ocenić strajki w szkołach. Może tylko strajki poza szkołą i tylko dla delegowanych przedstawicieli nauczycieli, a przy zachowaniu nauczania, choćby z okrojonym programem. Tak robiły biłgorajskie pielęgniarki, wyjeżdżając strajkować do Warszawy. Może wtedy młodzież szkolna odczułaby strajki mniej szkodliwie dla siebie? Może? Tylko czy wtedy strajki będą skuteczne? A to już jest niewiadoma.

Jeszcze inaczej rozpatruję strajki rolników organizujących blokady dróg. Tu strajki powodują dolegliwości znacznie szerszemu społeczeństwu niż w szkole. Sparaliżowany transport to dokuczliwe problemy również dla władz i widoczny, chcąc nie chcąc, niemal dla całego kontynentu. Ich nie można ograniczyć, one są w jakiejś mierze ruchome. Taki strajk znacznie mocniej dotyka władzy, bo ona też korzysta z dróg. Pamiętajmy, że w ubiegłym roku rolnicy ponieśli ogromne straty, nie mogli sprzedać swych płodów nawet po minimalnych cenach. W tym roku grozi im bankructwo lub zadłużenie się ponad miarę w pazernych bankach. Rolnicy nie chcą tego doświadczać ponownie. Im zima nie przeszkadza, a strajki nawet zagrzewają. Są doświadczeni.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.