Gmina zadłużona, radni boją się inwestować

"Nie jest nam łatwo, ale inwestujemy"

Sesja budżetowa w Biszczy odbyła się 23 stycznia br. Łączną kwotę dochodów budżetu gminy Biszcza określono na 38 mln 291 tys. zł. Wydatki gminy wyliczono na kwotę 39 mln 335 tys. zł. Deficyt określono na 1 mln 44 tys. zł. W tym roku z pożyczek i kredytów będzie pochodzić 3 mln 301 tys. zł.

Na wstępie głos zabrał wójt gminy Biszcza. Zbigniew Pyczko mówił, że gmina jest bardzo aktywna, jeśli chodzi o pozyskiwanie środków unijnych. – Nasza gmina nie jest bogata o wielkich dochodach własnych, a jednak realizujemy sporo inwestycji. Myślę, że inwestycji bardzo trafionych. Inwestujemy w mieszkańców dla poprawienia jakości ich życia – podkreślał. Włodarz zaznaczył, że gdyby nie ryzyko podjęte kilka lat temu, dzisiaj nie byłoby oczyszczalni ścieków w Goździe Lipińskim czy oczyszczalni przydomowych. Wspomniał też o obecnie realizowanej inwestycji wodno-kanalizacyjnej, która nie jest prostym zadaniem z powodu braku przepływu środków z Urzędu Marszałkowskiego. – Czy takie inwestycje nie są potrzebne? Jeśli wtedy nie podjęlibyśmy takiej decyzji, trudnej decyzji, to dzisiaj byśmy, proszę państwa, stali pod ścianą, bo sanepid zamknąłby nam stację uzdatnia wody – przekonywał, zauważając, że są gminy, które nie mają rozwiązanego problemu wodociągów i kanalizacji. – Jest zawsze to ryzyko. Decyzja, którą trzeba podjąć. Ona nie jest łatwa, ale myślę, że w perspektywie to się opłaca. Środki unijne powoli będą się wyczerpywać, będą się kończyć. Jak to będzie z Unią Europejską, z dofinansowaniami też zobaczymy. Myślę, że wykorzystujemy każdą okazją bardzo dobrze, mając świadomość, że sytuacja gminy nie jest rewelacyjna i nie jest łatwa. Na pewno byłoby łatwiej siedzieć z założonymi rękami i nie starać się, nie jeździć, nie szukać możliwości wsparcia. Tylko przychodzi moment, że nie ma wody w wodociągu albo nie ma sieci kanalizacyjnej i wtedy pretensje do kogo? – pytał wójt. – Uważam, że gmina realizuje ważne inwestycje, to nie są przejadanie pieniądze, tylko to jest inwestowanie w dobre rzeczy – podkreślał. 

Rok 2018 to kolejne inwestycje w gminie Biszcza. Będzie kończona inwestycja wodno- kanalizacyjna, zrealizowany zostanie tzw. "megaprojekt", czyli powstanie rondo i chodniki. Planowana jest modernizacja Gminnego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji. Mieszkańcy doczekają się też kolektorów słonecznych, paneli fotowoltaicznych i kotłów na biomasę. Planowany jest też remont drogi w Bukowinie, na którą gmina otrzymała dofinansowanie. – To, że dzisiaj jest taka sytuacja, że otrzymaliśmy dofinansowanie, to powinniśmy się z tego cieszyć. Droga będzie dobrze wykonana i przez 15 lat nikt do niej nie będzie zaglądał. Bardzo dobrze rozumiem mieszkańców Bukowiny, że domagają się tego remontu. Droga jest potrzebna, bo jeździ tam autobus, i łączy ona Wolę Kulońską z Bukowiną – argumentował. – Nie będzie łatwo, to dobrze o tym wiemy, ale jest koniunktura, jest dobry czas, są ludzie, którzy nam sprzyjają. Uważam więc, że ten czas należy i warto wykorzystać – podsumowywał wójt. 

Przewodnicząca wytyka rozrzutność 

Pierwszy raz przewodnicząca Rady Gminy Biszcza publicznie skrytykowała niektóre decyzje miejscowych włodarzy. Do tej pory Genowefa Górna nie wypowiadała się tak otwarcie na temat gminnych inwestycji. Jednak wydaje się, że i sytuacja gminy do tej pory nie przedstawiała się aż tak źle. Jak mówiła radna, zadłużenie gminy na dzień dzisiejszy wynosi 5,5 mln zł. Taka suma podzielona przez mieszkańców gminy daje 1 400 zł zadłużenia na jednego mieszkańca. Jeśli tegoroczny budżet gminy zostanie zrealizowany, to zadłużenie wzrośnie do 8,5 mln zł. Jednocześnie wzrośnie też zadłużenie w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Wyniesie ono 2 200 zł. Ale to nie koniec wyliczeń przewodniczącej. W przypadku kiedy nie zostaną pomyślnie rozliczone dotychczasowe projekty (główne chodzi o kolektory słoneczne), zadłużenie może wzrosnąć do 10 mln zł. Wtedy zadłużenie na jednego mieszkańca wyniesie 2 600 zł. Trzeba zaznaczyć też, że gmina Biszcza ma prognozę długu do 2030 roku. 

Są też kolejne możliwe wydatki. W momencie kiedy projekt dotyczący modernizacji szkół w Bukowinie i Goździe Lipińskim oraz urzędu gminy zostanie pozytywnie oceniony, wówczas gmina będzie musiała wyłożyć 500 tys. zł. Podobną sumę trzeba będzie przeznaczyć na drogi powodziowe. – Moja rodzina, przy zameldowaniu siedmiu osób, już powinna kilkanaście tysięcy wyłożyć. To jest budżet, to są nasze pieniądze realne. Skąd my na to weźmiemy? Nam płynność poleci, bo już jest pod znakiem zapytania – mówiła. – To, że jesteśmy do przodu, to chwała, ale przodujmy na tyle, na ile jest nas stać, bo nie ma nic gorszego niż strata płynności finansowej. Nam nikt nie dołoży, nikt nie wyciągnie z portfeli naszych rodzin do gminnego budżetu. A co, kiedy staniemy przed sytuacją być albo nie być naszej gminy? – pytała zebranych przewodnicząca. 

Genowefa Górna podzieliła się też z zebranymi swoim zdaniem na temat tzw. "megaprojektu". Projekt ten przez kilka lat tak się zmienił, że dzisiaj po pierwotnych założeniach już niewiele zostało, może tylko nazwa. – Bolączka niesamowita jeśli chodzi o megaprojekt. Z poprzednim starostą rozmawialiśmy o dołożeniu z naszej gminy niecałych 800 tys. zł. Miał być w megaprojekcie most na rzece Łazobna. Popatrzcie państwo, co się stało. Dołożyliśmy do mostu 80 tys. zł, dokumentacji ponad 20 tys. zł. W tej chwili mamy dołożyć ponad 1 mln 400 tys. zł. Koszty wzrosły nam o 100%. Nic nam nie maleje, koszty wszystkich projektów idą w górę – wyliczała. Apelowała, aby wstrzymać się z budową drogi w Bukowinie. Mówiła, że na tak dużą kwotę zadłużenia składają się też mniejsze kwoty. Zaznaczyła, że projekt dotyczący e-usług w gminie był niepotrzebny, a kosztował 100 tys. zł. Podobnie rowery, do których trzeba dołożyć 70 tys. zł. – Trzeba być do przodu pod każdym względem, ale trzeba jeszcze troszkę liczyć. Cyferki w dzisiejszych czasach są bardzo ważne. Musimy robić tyle, na ile nas jest stać – mówiła. 

Przewodnicząca zwróciła się też do sekretarza gminy, byłego pracownika regionalnej izby obrachunkowej, z pytaniem, co by zrobił, kiedy zobaczyłby takie wskaźniki. Radną oburzyło również zdanie sekretarza na temat opłat uiszczanych przez mieszkańców. – Ja uważam, że dotacje serwowanych przez gminę powinny wynosić zero. Tak gospodaruje większość gmin. Gmina i pan wójt są tak dobrzy dla ludzi, że dopłacają do tych usług, których wyłącznym odbiorcą jest mieszkaniec – mówił Zbigniew Kita. Zauważmy, że bez dopłaty gminy mieszkańcy gminy Biszcza za wodę płaciliby 9 zł za m3

Droga czy chodnik? 

Dyskusja dotycząca budżetu gminy w pewnym momencie ograniczyła się do wyboru między budową drogi w Bukowinie a budową chodników w Biszczy. – Wszystkie projekty są obciążone dużym wkładem własnym. Ponosimy bardzo duże koszty w stosunku do strony dochodowej budżetu. Rozumiem mieszkańców Bukowiny, że chcą drogę asfaltową, tylko tutaj udział po naszej stronie wynosi ponad 1 mln zł. Nie wiem, czy nie stracimy płynności finansowej, może być tego typu problem, że na te sprawy bieżące, na sprawy codzienne nam zabraknie i co wtedy? – pytał radny Piotr Szabat. W tym miejscu warto zauważyć, że końcem ubiegłego roku pensje pracownikom "budżetówki" zostały wypłacane z opóźnieniem. Radny zauważył, że jego zdaniem niezbędną inwestycją jest chodnik w Biszczy II w stronę zalewu. – Nie jestem w stanie zważyć, co jest ważniejsze czy ta droga asfaltowa w Bukowinie, czy ten chodnik – podsumowywał. Radny Krzysztof Myszak także był zdania, że chodnik w Biszczy jest potrzebny. – Idziemy w kierunku turystyki i bardzo dobrze, ale jaka jest jakość życia naszych mieszkańców? – mówił radny. 

Innego zdania byli radni reprezentujący mieszkańców Bukowiny. – Co wy porównujecie chodnik z drogą pierwszej potrzeby. Tam nawet karetka ma problem z dojechaniem. Dla mnie chodnik w tej chwili to jest wasz wybryk – mówiła natomiast Grażyna Kita. Radny Adam Pisarczyk zauważył, że za dużo środków kierowanych jest na inwestycje nad zalewem. 

Ostatecznie radni zdecydowali, że budżet został przyjęty. Przeciw zagłosowało pięciu radnych, dziesięciu poparło uchwałę. 

Mieszkańcy też mają głos 

– Róbcie tak, żeby gmina nie została zlikwidowana. Ja nie pojadę do ministerstwa starać się o to, żeby z powrotem gmina wróciła – mówił obecny na sesji Józef Cyc. – Czemu tak stajecie przeciwko nam? Wolicie chodnik od drogi? – pytał kolejny z mieszkańców. – Życzę, żeby szczęśliwie panu wójtowi udało się zrealizować ten budżet, żeby ta karetka mogła dojechać i żebym ja tym rowerem mogła się jakoś poruszać. Jeśli miałoby być tak, że będą tu wieźć kamień, to ja tak nie dam, bo ja po tym kamieniu nie mogę ani jechać, ani iść, tylko się przewracam – mówiła mieszkanka Bukowiny. 

W najgorszym przypadku

Zwykle powodem kłopotów gmin z nadmiernym zadłużeniem jest prowadzenie inwestycji za pożyczone pieniądze, rozpoczynanie jej bez właściwej oceny swoich możliwości, nadmiernie rozbudowane szkolnictwo oraz brak kompetencji w zarządzaniu gminnym budżetem, a często wszystko naraz. Nadmierne zadłużenie i utrata płynności finansowej może powodować zakłócenia w realizacji obligatoryjnych zadań. Aby tak się nie stało, konieczne jest uzyskanie pomocy z zewnątrz w formie pożyczki restrukturyzacyjnej udzielonej z banku.

Taka możliwość istnieje pod warunkiem wdrożenia programu naprawczego, który powinien zostać zatwierdzony przez organ stanowiący JST. Jedynym bankiem na rynku, który podejmuje się opracowania programów naprawczych dla samorządów w trudnej sytuacji, jest Bank Gospodarstwa Krajowego.

Jeśli takie rozwiązanie nie będzie możliwe, wówczas wojewoda, przy akceptacji wszystkich stron, może zdecydować, że tereny gminy zostaną włączone w strukturę pobliskiej gminy. Taka procedura wiąże się również z wprowadzeniem zarządu komisarycznego, który w okresie przejściowym zastąpi dotychczasowe władze gminy.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.