- Reklama -

Dzika zwierzyna grasuje na polach, a rolnicy są bezradni

Stadko sarenek, grupa dzików, rodzina zajęcy czy samotny jeleń to zwierzęta, które coraz chętniej odwiedzają uprawy rolników w naszym powiecie, wyrządzając często niemałe szkody. Obgryzają najczęściej warzywa, zboża, krzewy i drzewa. Niestety, rolnicy przegrywają w tej nierównej walce. Tak też jest w gminie Biszcza. Mówił o tym radny Edward Łebko, który zauważył, że sarny stały się gośćmi w przydomowych ogrodach i najbliższym obejściu gospodarzy. Radny prosił o zajęcie się tym problemem.

Sprawa nie jest prosta. – Jest problem z dzikimi zwierzętami, wszyscy o tym wiemy. Zwierzyny jest coraz więcej nie tylko w naszej gminie, ale jest to problem dużo szerszy. Można by było się przyjrzeć planom łowieckim, które co roku opiniujemy, a które przedstawia koło łowieckie. Na pewno trzeba zasygnalizować sprawę kołu łowieckiemu – obiecywał wójt Zbigniew Pyczko. Zdaniem włodarza, problem należy rozwiązać "odgórnie", dlatego zwrócił się z tematem do obecnej na spotkaniu poseł Genowefy Tokarskiej.

Jak mówiła posłanka, projekty ustaw dotyczące struktury łowieckiej w Sejmie są. Jednak nie ma jednomyślności w rozwiązaniu tego ogólnokrajowego problemu. Stąd w temacie nic się nie dzieje. Jej zdaniem, najrozsądniejsze byłoby utworzenie funduszu centralnego. – Jeden z projektów, które my jako Polskie Stronnictwo Ludowe popieramy, zakładałby powstanie funduszu centralnego wypłat odszkodowań z pewnym udziałem też Skarbu Państwa. Bo paradoksem jest to, że szacunku szkód wyrządzonych przez dzikie zwierzęta dokonuje koło łowieckie i koło łowieckie płaci za nie odszkodowania. Wiadomo, że to będzie ze szkodą dla rolnika i nie ma co do tego żadnych wątpliwości – tłumaczyła, zauważając, że ogromnym problemem jest także zwiększająca się liczba dzików, głównego nośnika afrykańskiego pomoru świń. Radziła także, by spróbować nawiązać kontakt z kołem łowieckim, a nie liczyć na ustawowe rozwiązania.

Jak się okazuje, proces szacowania szkód nie jest zbyt skomplikowany, jednak często pomiędzy właścicielami gruntów rolnych a kołami łowieckimi dochodzi do sporów dotyczących rozmiaru szkody, wysokości odszkodowania czy zakresu odpowiedzialności. Problem leży również gdzie indziej. Według prawa, dzierżawca czy zarządca musi pokryć tylko widoczne, rzeczywiste szkody w uprawie. Odszkodowanie nie obejmuje natomiast utraconych korzyści, których rolnik mógłby się spodziewać ze sprzedaży swoich zbiorów. Zasady odpowiedzialności są zatem odmienne niż w kodeksie cywilnym. W przypadku, gdyby szkodę wyrządziło zwierzę hodowlane, np. krowa, poszkodowany mógłby zażądać od właściciela zwierzęcia nie tylko rekompensaty za zniszczone plony, ale też i dodatkowego wynagrodzenia równego kwocie, jaką rolnik mógłby uzyskać ze sprzedaży swoich plonów. Rozmiaru szkody i wysokości odszkodowania nie ustala żaden urząd w drodze postępowania administracyjnego. Brak jest zatem decyzji i kontroli administracyjno-prawnej, a co za tym idzie, nie ma możliwości odwołania się od krzywdzącego rozstrzygnięcia. Również w czynnościach oględzin i szacowania nie uczestniczy żaden organ administracji. Aby zatem zapobiec stronniczości, poszkodowany rolnik zawsze powinien starać się o to, by czynności dokonywane były przy udziale przedstawiciela właściwej terytorialnie izby rolniczej.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.