- Reklama -

- Reklama -

- Reklama -

Dorota Gruca: Z Tarnogrodu dobiegła do USA. I na razie tam zostaje (rozmowa, FOTO)

- Mieszkam od dawna w Nowym Meksyku w USA. Sprzedałam mieszkanie w Tarnogrodzie i przynajmniej na razie nie planuję powrotu do Polski - mówi Dorota Gruca, była biegaczka z Tarnogrodu, olimpijka, wielokrotna medalistka i rekordzistka Polski.

- Reklama -

Miło usłyszeć po latach ten optymistyczny głos czołowej polskiej biegaczki. I to z powiatu biłgorajskiego.

(śmiech) A ja zabiegana jestem jak chyba nigdy w życiu.

Że zabiegana to rozumiem, w końcu biegaczka. Czym się zajmujesz?

I pracuję i trenuję ludzi i do tego sama jeszcze cały czas biegam. I jeszcze się uczę i jeszcze się dokształcam i nie zdążę od ręki wszystkiego powiedzieć. Sporo roboty. Jestem wykończona. Jak podzielić kilka zajęć na 100 procent to ile ci zostaje? Muszę to godzić, dopóki jest energia i człowiek jeszcze chce i może.

Gdzie żyjesz?

Mieszkam od 24 lat, cały czas w tym samym miejscu. To jest Albuquerque w Nowym Meksyku nad rzeką Rio Grande w USA. Jest osiem godzin różnicy w porównaniu z czasem polskim. Do tego, co w Biłgoraju, dodaj sobie osiem.

Dlaczego USA?

(śmiech) Bo tu są wysokie góry i wymarzone warunki do biegania. I to blisko domu. Teraz mam Hiszpana i Tunezyjczyka, którzy u mnie trenują i jeszcze Amerykankę u siebie w domu. Bo ja wynajmuję pokoje biegaczom i to już chyba od ośmiu lat. A za chwilę przyjeżdżają znajomi Polacy. Ruch cały czas.

A tam, nie wierzę, że Nowy Meksyk, to ze względu na bieganie.

No nie tylko, nie tylko. Ale dwa lata temu mój mąż zmarł i jestem wdową. Nie mam dzieciaków, ale i tak mam mnóstwo rzeczy na głowie. Na razie pracuję jako, tu się to nazywa taki Substitute Teacher”. Czyli taki zastępca nauczyciela, bo tak to funkcjonuje w Stanach. Sporo ludzi idzie na zwolnienia i oni wtedy potrzebują mieć ludzi pod ręką. Jak nie ma nauczyciela, to ja jestem nauczycielem i to takim od wszystkiego.

Kiedy ostatnio byłaś w Polsce?

- Reklama -

O niedawno! W sierpniu przecież byłam. Mama mi zmarła rok temu, ale i tak mam przecież rodzinę i mnóstwo znajomych. W Tarnogrodzie oczywiście też byłam. Od pogrzebu mamy, to w ostatnim roku byłam już trzy razy.

Widziałem, że w maju sprzedawałaś mieszkanie w Tarnogrodzie.

Tak, przynajmniej próbowałam. W maju nie udało mi się sprzedać, ale złapałam klienta z Ameryki! Sąsiadka z Tarnogrodu. I w sierpniu zjechałyśmy obie, żeby to sfinalizować i dokończyć transakcję. I sprzedałam. A sąsiadka na stare lata chciałaby do Tarnogrodu przylecieć i wrócić.

Masz kontakt ze znajomymi z powiatu biłgorajskiego, czy już się to rozmyło?

Ale pewnie, że mam. Teraz jak byłam w sierpniu i podpisywałyśmy w Biłgoraju u notariusza papiery, to spotkałam całkiem sporo osób. I to tak nawet przypadkowo. Cieszę się, bo przynajmniej poszłam na tatara do restauracji „Sitarskiej” (śmiech).

I bardzo się zmieniło?

Myślę, że jest ładnie. Że jest ładniej, niż było kiedyś. Ja mam kontakt choćby ze Staszkiem Bąkiem i z tą rodziną biegających Bąków z Biłgoraja. Informacje mam mniej więcej na bieżąco. Szkoda, że Justyna Bąk jak zakończyła karierę, to dopadła ją ta choroba i już nie udziela się w tym sporcie. To spora strata dla środowiska. Miała sukcesy, ma sporą wiedzę, ale ja ją trochę rozumiem, bo ta borelioza dała jej się mocno we znaki.

Poruszyłaś ważny temat. Kiedyś była Dorota Gruca, kiedyś była Justyna Bąk. Dlaczego dzisiaj powiat biłgorajski nie ma sportowców tej klasy?

 

(…)

 

Cała rozmowa z pochodzącą z Tarnogrodu sportsmenką tylko w aktualnym papierowym wydaniu „Nowej Gazety Biłgorajskiej”

 

 

- Reklama -

3 Komentarze
  1. AG mówi

    Niech Ameryka Ci lekką będzie..😚😄

  2. AG mówi

    Gratuluję,Dorota!😀

  3. Kazik mówi

    Czy Dorota pamięta Andrzeja Kulczyńskiego?

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.